Petro Pavel, generał NATO, który od 1 czerwca 2015 będzie szefem Komitetu Wojskowego #NATO  ocenia, że Putin może bez trudu zagarnąć kraje nadbałtyckie. Sojusz nie będzie w stanie odpowiednio szybko zareagować. Sianie paniki, czy smutna rzeczywistość?

Wypowiedź ta pojawiła się po informacji o gromadzeniu ciężkich sił na granicy pomiędzy Ukrainą a samozwańczymi "republikami ludowymi". 26 maja rosyjskie oddziały wojskowe ćwiczyły w Naddniestrzu symulację obrony obiektów wojskowych, ponieważ władze w Moskwie obawiają się "gwałtownej destabilizacji w regionie i szykują na najmniej korzystne scenariusze wydarzeń". Tak podaje Niezawisimaja Gazieta, a odczytać to można jako przygotowania Ukrainy do odbicia utraconych terenów. Wiemy, jak działa propaganda - trzeba przeczytać to w odwrotny sposób, a więc #Rosja planuje dalsze zagarnianie terenów i szykuje do tego wojsko. Dzieje się tak, jak przewidywano po zawarciu zawieszenia broni w lutym - Rosja gromadzi siły do dalszych walk, a #Ukraina... No cóż, Ukraina za wiele zrobić  nie może. Tymczasem zdjęcia satelitarne pokazują to, o czym wszyscy wiedzieli -  "prorosyjscy separatyści" to tak naprawdę wojska Federacji. Dowodów jest wiele - choćby liczba czołgów, których mają oni więcej niż Francja, Niemcy i Włochy razem wzięte! Jak na "spontaniczny" zryw ludowy to naprawdę imponujące.

Putin gotowy do kolejnych podbojów?

Jak powiedział Pavel, a o czym i ja pisałem już dawno temu, Putin ma chrapkę na kraje nadbałtyckie. A pretekstem do wkroczenia do nich może być konieczność ochrony ludności rosyjskojęzycznej, czyli powtórka tego, co miało miejsce przy okazji aneksji Krymu. Jak pamiętamy z historii, z tego samego powodu Hitler "nie chciał, ale musiał" zająć Sudety i resztę Czechosłowacji. Pavel ocenia, że zajęcie Litwy, Łotwy i Estonii to kwestia dwóch dni, a gdyby Rosja zdecydowała się na frontalny atak Ukrainy, Kijów zostałby zdobyty w takim samym czasie. Ukraina nie jest członkiem NATO, ale kraje nadbałtyckie - owszem. Jednak...; może im to nic nie dać, ponieważ wielu członków Sojuszu po prostu bałoby się zaczynać konflikt z krajem, który posiada broń nuklearną. A jeżeli tak by się stało, to wówczas powstaje jedno zasadnicze pytanie: na co komu NATO?