Mały sklepik w małym miasteczku na południu Polski. 24 marca 2015, godzina 13:30.

Dwie starsze panie rozmawiają o katastrofie samolotu #germanwings, który rozbił się w Alpach Prowansalskich. Rozmawiają głównie o tym, jak niebezpiecznie jest latać samolotami. Ton rozmowy jest nieomal ekspercki - panie wspominają wszystkie katastrofy samolotów z ostatnich lat, ze szczegółami, z których można wnioskować, że są stałymi odbiorcami serwisów informacyjnych. W końcu jedna z nich stwierdza - zadzwoniłam do córki, niech lepiej siedzą w tym Londynie i nie przylatują na święta, po co tak ryzykować! #linie lotnicze #katastrofa

Strach się bać

Każda sytuacja na świecie, w której ginie nagle kilkadziesiąt lub kilkaset ludzi natychmiast przyciąga uwagę mediów. To świetny temat, można się pożywić, a im więcej trupów, tym dłużej można o tym rozmawiać - zapraszać gości, ekspertów, dodawać komentarze. Tak zwaną "ludzkość" - w tym także pewnie te dwie panie spod sklepu - można przerazić liczbą ofiar, poczuciem niepewności zgodnym z kanonami Alfreda Hitchcocka i obrazami rozrzuconych szczątków. Im bardziej rozrzucone, im bardziej krwiste, tym lepiej. Będzie ludzkość miała o czym rozmawiać przed sklepikiem.

Jeden trup to za mało

Ten sam sklepik, te same panie, dwa lata wcześniej.
Panie rozmawiają o wypadku, w którym zginął motocyklista. "Wariat, sam sobie winien." Żadnej empatii, żadnego współczucia. Bo też żadna stacja telewizyjna o tym nie powie. Może gdzieś w lokalnej gazetce na trzeciej stronie znajdzie się wzmianka w rubryce "policyjne". Jeden trup? Kogo to obchodzi! To nie jest temat godny mediów. No chyba że ofiarą był ktoś znajomy jakiegoś dziennikarza, a przyczyną była dziura w drodze. Wtedy można liczyć - w tej samej lokalnej gazetce - na dziennikarskie śledztwo. Pewnie nieco złagodzone, bo trup trupem, a żyć trzeba. Lokalne pisemko potrzebuje wsparcia lokalnych włodarzy by istnieć, więc czasami lepiej zapomnieć, że przez ich zaniedbania jakiś tam motocyklista już nie istnieje.

Matematyka jest królową nauk

Matematyka jest jednoznaczna: dwa plus dwa zawsze będzie cztery. W 2014 roku na całym świecie w katastrofach lotniczych zginęło rekordowo wielu ludzi - 927 osób. Ten niechlubny rekord został ustanowiony dzięki dwóm malezyjskim samolotom - jeden zaginął bez wieści, a drugi został zestrzelony przez "zielonych ludzików" na wschodzie Ukrainy. W tym samym czasie, w jednym średniej wielkości kraju - w Polsce - zginęło w wypadkach drogowych blisko 4000 osób. Ponad cztery razy więcej! W skali świata liczba ta jest pewnie ponad stukrotnie większa. Statystyki - czyli matematyka - podają, że dziennie na drogach Unii Europejskiej ginie w wypadkach 70 osób. Inaczej mówiąc, co dwa dni rozlatuje się taki Airbus. Tyle, że bez kondolencji prezydentów, bez specjalnej pomocy ze strony organów państwa, bez specjalnego zainteresowania mediów. No, chyba że rozwalił się autobus. Nikt nie próbuje zauważać, że rodziny ofiar cierpią dokładnie tak samo.

Święta idą

Zawsze zresztą jakieś idą, jak nie te, to inne.

Włączyłem się w dyskusję dwóch pań przed sklepem. Wytłumaczyłem - naiwnie bardzo i strasznie naciągając - że jeśli coś się ma komuś stać, to w drewnianym kościele cegła mu na głowę spadnie. Powołałem się też na matematykę, królową nauk i jej córkę statystykę. Pewnie niepotrzebnie, ba, jestem przekonany, że marudzenie dzieciom, by jeździli ostrożnie samochodem niewiele daje. Ale chyba lepiej jeśli te panie spędzą święta razem z dziećmi i wnukami, niż gdyby już zawsze spotykali się tylko telefonicznie. I to wyłącznie ze strachu przed podróżą. Zwłaszcza podróżą samolotem.