Słuchając konferencji prasowej francuskiego prokuratora prowadzącego śledztwo w sprawie katastrofy Airbusa A-320 niemieckich linii #germanwings, który rozbił się w Alpach, można mieć wrażenie, że już prawie wszystko zostało wyjaśnione. Drugi pilot świadomie uruchomił procedurę lądowania, by popełnić #samobójstwo, zabierając ze sobą do grobu 149 innych osób. Natychmiast wszystkie media skupiły się na poszukiwaniu motywów i znalazły: depresję, zaburzenia psychiczne, problemy osobiste.

Spokojny oddech

Po wyjściu kapitana z kabiny słychać tylko spokojny oddech drugiego pilota - relacjonuje prokurator. Musiał mieć niezłe nerwy ten Andreas, skoro spokojnie oddychał mając świadomość, że zaraz umrze i jeszcze do tego zabije ponad setkę innych ludzi - także tych, z którymi przed chwilą beztrosko rozmawiał. Aż nie chce się wierzyć, że tak silny facet mógł cierpieć na depresję, ani też w jego chęć spektakularnego samobójstwa w imię niespełnionej miłości. Silna miłość lub równie silna nienawiść są stanami emocjonalnymi niepozwalającymi na spokojne oddychanie. Szczególnie nieprawdopodobne jest, że popełniający samobójstwo człowiek nawet w swojej ostatniej chwili nie powiedział, nie wykrzyczał wręcz jaki jest tego powód. 

"Incydent" Airbusa Germanwings z 2010 roku

Inny samolot leciał z Wiednia do Koloni. Cudem uniknął katastrofy, bo obaj piloci byli bliscy omdlenia. Do kokpitu dostały się "gazy o słodkawym zapachu" i tylko założenie masek tlenowych pozwoliło pilotom utrzymać przytomność i bezpiecznie wylądować. Obaj trafili potem do szpitala, a drugi pilot mógł wrócić do pracy dopiero po 6 miesiącach. Sprawę próbowano początkowo tuszować, aby nie straszyć pasażerów.
Jaką mamy pewność, że tym razem nie było podobnie? Francuski prokurator mówi jedynie, że kapitan "wyszedł prawdopodobnie za potrzebą". A jeśli poczuł się słabo i - jak to niektórzy faceci - nie chciał się do tego przyznać? Zwłaszcza, że taka słabość mogłaby mu zabrać pracę i zarobki. No i co z drugim pilotem, który pozostał i nadal wdychał truciznę?

Halucynacja, czyli inna rzeczywistość

Jeden z wielu przypadków tego typu: w grupie himalaistów wspinających się na Nanga Parbat, dwie spośród trzech osób nagle wykazują zaburzenia psychiczne. Trzeci wzywa pomoc. Okazuje się, że przyczyną było zatrucie tlenkiem węgla, a winowajcą maszynka spirytusowa, na której przygotowywano posiłek. W małym namiocie, na dużej wysokości, gdzie tlenu jest mniej. 
A co, jeśli to samo zdarzyło się w kokpicie Airbusa A-320? Przecież drugi pilot mógł - czysto teoretycznie - mieć takie zaburzenia świadomości, że "widział" przed sobą pas startowy lotniska i zadziałał rutynowo, czyli podszedł do lądowania. W stanie halucynacji nie docierają do człowieka zewnętrzne bodźce, także takie jak pukanie do drzwi i pytania z wieży kontrolnej.

Ochronić europejski przemysł

Inny wątek. Przyznanie, że po raz kolejny jakieś gazy mogły dostać się w Airbusie do kokpitu pilotów miałoby bardzo negatywny wpływ na pozycję europejskiego producenta samolotów. Największy konkurent - amerykański Boeing - natychmiast by to wykorzystał. Czy istnieje możliwość, że śledczy pod naciskiem rządów zainteresowanych państw, w tym Francji i Niemiec spróbują "zamieść pod dywan" niektóre wnioski, kierując uwagę publiczną na niezrównoważenie psychiczne i oczywiste powody do samobójstwa?

Spiskowa teoria dziejów

Prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy samolotu Germanwings w Alpach mają dużo więcej informacji i tak naprawdę nie ma powodów, by im nie ufać. W końcu oni też latają samolotami i każdy z nich chciałby zawsze szczęśliwie lądować tam, gdzie zamierza. Ale jeśli pojawiają się wątpliwości i związane z nimi pytania, to należy je zadawać, nawet jeśli wyglądają na spiskową teorię dziejów. Dla własnego bezpieczeństwa. W końcu każdy z nas chce latać samolotem bezpiecznie. I bez obaw oczekiwać na lotnisku na swoich bliskich.

 ZOBACZ TEŻ: Katastrofa airbusa Germanwings. Relacja z dnia katastrofy  #katastrofa