Pilot Andreas Lubitz ukrywał przed pracodawcami swoją chorobę. Do takich ustaleń doszła prokuratura w Dusseldorfie. Policjanci, którzy przeszukali jego mieszkanie znaleźli tam zniszczone zwolnienie lekarskie, wystawione także na dzień feralnego lotu. Śledczy zabezpieczyli na miejscu dokumentację medyczną jego choroby.

Nie zostawił listu

Policja weszła wczoraj do jego mieszkania w Dusseldorfie oraz do należącego do jego rodziców domu w miejscowości Montabaur. Dzięki przeszukaniom udało się odnaleźć podarte zwolnienie lekarskie. Pilot nie dostarczył wcześniej tego dokumentu do swojego pracodawcy i w czasie zwolnienia odbywał regularne loty.

Reklamy
Reklamy

Świadczy to o próbie zatajenia swojej choroby przed przełożonymi oraz współpracownikami. Ponadto zabezpieczone dokumenty mówią o problemach zdrowotnych, z jakimi od dłuższego czasu zmagał się pilot. Mężczyzna leczył się z powodu depresji. To schorzenie miało być też przyczyną przerwanego przez niego kilka lat temu szkolenia dla pilotów Lufthansy. Doniesień o chorobie nie potwierdziła jeszcze oficjalnie niemiecka prokuratura.

Na razie nie ma sygnałów, jakoby Andreas Lubitz doprowadził do katastrofy kierowany motywami politycznymi czy religijnymi. Niemieccy prokuratorzy poinformowali również, że pilot nie zostawił żadnego listu pożegnalnego lub informacji, w której przyznawałby się do odpowiedzialności za katastrofę. Na pokładzie samolotu linii #germanwings, który pilotował 28-latek zginęło 150 osób.

Reklamy

Kłopoty ze zdrowiem i w związku

Niemiecki tabloid "Bild" poinformował dzisiaj, że sześć lat temu Lubitz był leczony psychiatrycznie z powodu "silnego epizodu depresji". Krótko przed katastrofą mężczyzna przechodził także załamanie nerwowe wynikające z kłopotów w swoim związku z dziewczyną.

"Blid" dotarł też do wewnętrznych dokumentów firmy Lufthansa. Wynika z nich, że Lubitz odbył też półtoraroczne leczenie psychiatryczne. Dokumenty, po sprawdzeniu przez niemieckich śledczych zostaną przekazane francuskiej prokuraturze. W czwartek, na konferencji prasowej Carsten Spohr, prezes koncernu lotniczego Lufthansa powiedział, że sześć lat temu pilot zawiesił swoje szkolenie. Nie wytłumaczył jednak czym taka przerwa była spowodowana. Nie odpowiedział także na pytanie, jak pilotowi z problemami psychicznymi udało się zakwalifikować do pracy za sterami. "Pilot, po krótkiej przerwie wrócił do szkolenia i zdał celująco wszelkie wymagane testy. Jego przygotowanie i umiejętności były bez zarzutu"- mówił prezes Lufthansy.

Reklamy

Oni nie pytają, my nie mówimy

Piloci oraz eksperci bezpieczeństwa lotów, pytani o badania stanu zdrowia psychicznego pilotów przyznają, że #linie lotnicze rzadko prowadzą tego typu kontrole. Przeprowadzanie testy nie są wystarczająco dokładne.

"Tak naprawdę nie sprawdza się stanu psychicznego pilotów" - twierdzi w rozmowie z agencją AP pilot John Gadzinski pracujący dla amerykańskich linii lotniczych. Przekonuje, że w trakcie swojej 29-letniej pracy nigdy nie był pytany o swoje samopoczucie. I to pomimo wielu badań lekarskich i testów, jakie przechodził w trakcie swojej kariery w liniach lotniczych. Dodaje też, że sami piloci unikają rozmów w tej sprawie. "Jeśli masz problemy emocjonalne, zdecydowanie nie przyznajesz się do tego lekarzom ani swoim pracodawcom, bo wtedy zostałoby to odnotowane w twojej licencji pilota" - dodał Gadzinski. #katastrofa