Niespełna trzydziestoletni, niemiecki pilot jest sprawcą katastrofy Airbusa A320 ze 150 osobami na pokładzie - ustalili francuscy prokuratorzy. Taki obraz tragedii wynika z zapisu czarnych skrzynek maszyny, która we wtorek rozbiła się we francuskich Alpach. #katastrofa niemieckiego samolotu linii #germanwings może się okazać jedną z najtragiczniejszych w historii lotnictwa pasażerskiego. Doprowadził do niej umyślnie sam pilot, a więc osoba odpowiedzialna za życie i bezpieczeństwo wszystkich osób przebywających na pokładzie pilotowanej maszyny. Dzisiejsza konferencja prasowa francuskich śledczych przybliżyła nieco okoliczności poniedziałkowej katastrofy.

Reklamy
Reklamy

Co wiemy o sprawcy tragedii?

Terroryzm? Raczej samobójstwo

28-letni Andreas Lubitz w trakcie feralnego lotu z Barcelony do Dusseldorfu pełnił funkcję drugiego pilota. W czasie gdy maszyna przelatywała nad francuskimi Alpami pierwszy pilot opuścił kokpit samolotu. Najprawdopodobniej, by udać się do toalety. Drugi z pilotów wykorzystał ten moment i zabarykadował drzwi od kabiny. Śledczy ujawnili zapis czarnych skrzynek, z których wynika, że pierwszy pilot pukał w zatrzaśnięte drzwi a później próbował je wyważyć. Sprawca tragedii przejął stery i wykonał manewr gwałtownego zniżania maszyny. Mężczyzna nie reagował na komunikaty z wieży kontroli lotów. Samolot opadał około ośmiu minut i ostatecznie rozbił się o skały na wysokości ponad 2 tys. metrów. Nikt z pasażerów ani członków załogi nie przeżył katastrofy.

Reklamy

Francuska prokuratura wykluczyła, iż czyn pilota mógł być powiązany z działalnością terrorystyczną. Wskazuje raczej na akt samobójczy, nie jest w jednak stanie na razie podać motywów stojących za decyzją pilota.

Młody, niedoświadczony

28-letni Andreas Lubitz pod skrzydłami niemieckiego przewoźnika latał od 2013 roku. Carsten Spohr, prezes Lufthansy poinformował dziś, że pilot od 2008 roku przechodził specjalne kursy dla załogi tych linii lotniczych. W Germanwings - tanich liniach należących do Lufthansy wylatał 630 godzin, w tym 100 na Airbusie A320.

Młody pilot swoja przygodę z lataniem rozpoczął w lokalnym klubie szybowcowym w jego rodzinnej miejscowości Montabaur w Nadrenii. Już jako nastolatek zdobył tam licencję pilota szybowcowego. Jeden z jego klubowych kolegów, w rozmowie z agencją AP powiedział, że mężczyzna "wydawał się być zadowolony z pracy w Germanwings i wiodło mu się tam nieźle". Klaus Radtke, prezes tego klubu, także w rozmowie z AP odmówił komentowania ustaleń francuskich prokuratorów.

Reklamy

Jego zdaniem śledczy wyciągają przedwczesne i zbyt daleko idące wnioski. Obaj podkreślają, że zachowanie Lubitza nigdy nie wskazywało, jakoby cierpiał na depresję. Zeszłej jesieni pilot odnawiał w klubie swoją licencję i wtedy także nie wysyłał swoim zachowaniem żadnych niepokojących sygnałów.

"Spełniał wszystkie warunki"

Na temat młodego pilota wypowiedzieli się również jego współpracownicy oraz szef Lufthansy. Prezes niemieckich linii na konferencji w Kolonii powiedział, że w 2008 roku Lubitz zaczął się szkolić w ramach specjalnego programu dla załóg Lufthansy. Po zakończeniu kursu przez około 11 miesięcy czekał na swój pierwszy angaż. Spohr podkreślił, że jest to dosyć standardowa procedura w jego firmie. Regularne loty Lubitz rozpoczął więc w 2013 roku i pełnił funkcję drugiego pilota Airbusa A320. "Pragnę dodać, że przed sześcioma laty pilot miał dłuższą przerwę, ale po serii testów i treningów wrócił do regularnego latania. Dodatkowo przeszedł pomyślnie wszystkie badania lekarskie. W stu procentach spełniał wszystkie warunki i nadawał się do regularnej pracy za sterami" - dodał prezes Lufthansy.

Wcześniej, w trakcie konferencji prasowej niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere poinformował, że mężczyzna nigdy nie był karany. Nie był też pod obserwacją policji i służb specjalnych. Nie można w jego wypadku mówić też o jakichkolwiek śladach wskazujących na powiązania z organizacjami terrorystycznymi.

"Nie mogę tego zrozumieć"

Tuż po ujawnieniu danych personalnych pilota, przed jego domem w Montabaur pojawiły się jednostki policji, która przeszukała budynek. Śledczy weszli także do należące do pilota mieszkania w Dusseldorfie. Lokalne władze tego miasta poinformowały, że pilot regularnie przechodził standardowe kontrole i jak dotychczas nie wykazały one niczego podejrzanego. Śledczy kontrolują dane z Bremen, gdzie Andreas Lubitz ukończył szkołę dla pilotów cywilnych. Chcą się upewnić, czy w archiwach nie zawarto żadnej wzmianki o ewentualnej działalności przestępczej czy też powiązaniach z ekstremistami.

Jeden sąsiadów w Montabaur z rozmowie z BBC przyznał, że trudno mu wyjść z szoku po dzisiejszych informacjach. "To jest niewyobrażalnie koszmarna sytuacja. Rodzina straciła swojego syna, ale przez niego zginęli też ci wszyscy niewinni ludzie. Nie mogę zrozumieć, że ktoś popełnia #samobójstwo, a przy okazji odbiera życie tylu niewinnym osobom".