Relacje między Mołdawią a Rosją są w ostatnim czasie wyjątkowo napięte. Już nawet nie chodzi o problem Naddniestrza, które de facto od 25 lat jest pod kontrolą Kremla i stacjonują tam rosyjskie wojska.

Wybory w Gagauzji i aktywność Kremla

Gagauzja to niewielka autonomiczna republika na południu Mołdawii. Zamieszkuje ją zaledwie 160 tysięcy osób, z czego większość stanowią Gagauzowie - lud pochodzenie tureckiego, posługujący się zresztą własnym językiem gagauskim. Świadomość odrębności Gagauzów kształtuje się od niedawna, bo dopiero od lat 80. XX wieku. Do tej pory nawet oficjalne dokumenty państwowe nie są wydawane w tym języku, choć ukazuje się na przykład gagauska prasa. Dziwić może więc duże zainteresowanie Kremla tym małym regionem, który zresztą składa się z kilku obszarów niepołączonych wspólną granicą. Jednak to tylko pozorne zdziwienie. Wystarczy spojrzeć na mapę Mołdawii. Z jednej strony Naddniestrze, z drugiej Gagauzja, a poniżej, w ich "kleszczach", fragment Ukrainy… Na tym nie koniec - relacje między Mołdawią a Rosją są bardzo napięte, tak więc podsycanie antyrządowych nastrojów w Gagauzji to żywotny interes Kremla.

Zimna wojna mołdawsko-rosyjska

27 czerwca 2014 roku Mołdawia podpisała umowę stowarzyszeniową z UE. Ten fakt zdecydowanie zaognił relacje między tym krajem a Rosją. Nic więc dziwnego, że Kreml próbuje zdestabilizować kraj i podkopać pozycję nastawionego proeuropejsko rządu. W tym celu stosuje starą jak świat metodę "dziel i rządź", wykorzystując wewnętrzne problemy narodowościowe. Podobnie działo się chociażby w przypadku Abchazów wrogich gruzińskiemu rządowi. To także może sugerować, jakie kolejne kroki może podjąć Moskwa. Na przykład na Łotwie również nie brakuje zróżnicowanych grup etnicznych, więc mieszanie się w wewnętrzne sprawy tego kraju może być kolejnym krokiem Kremla.

Gagauzowie w Mołdawii nie popierają proeuropejskiego kursu Kiszyniowa. Gagauzja jest regionem biednym, a wszyscy kandydaci na prezydenta republiki - czyli baszkana - byli zwolennikami Rosji. Jednak szczególne miejsce wśród nich zajmowała Irina Włach, czyli zdecydowana zwyciężczyni (ponad 51% głosów w pierwszej turze). Przyszła prezydent jest szczególnie hołubiona przez Moskwę, często też gości w rosyjskiej telewizji. Otwarcie przyznaje, że przyszłością i Gagauzji, i Mołdawii są ścisłe relacje z Rosją. #Europa Wschodnia #Rosja

Przed samymi wyborami Mołdawia postawiła jednak na swoim, czym zyskała sobie poparcie i uznanie w Europie. Nie wpuściła do kraju dwóch wyjątkowo aktywnych rosyjskich propagandzistów - Dmitrija Kisielowa i Andreja Kondraszowa. Rosyjski MSZ wyjątkowo ostro zareagował na ten fakt: "Mołdawia postanowiła iść drogą Ukrainy". Czy szykuje się powtórka z Krymu? Oby jednak nie… Ważna jest teraz solidarność z Mołdawią i wspieranie tego nieco zapomnianego kraju.