Wojska Ukrainy oddają powoli południe i wschód kraju, bo priorytetem ma być dla nich obrona Kijowa. Rosja nie zatrzyma się przed zajęciem kraju, co jest już jasne dla wszystkich, po zajęciu Debelcewe przyszła kolej na Mariupol.

Zajęcie Mariupola będzie oznaczało, że faktycznie rosyjskie, choć formalnie niczyje, wojska wyrąbały sobie drogę z Rosji na Krym zajęty w ubiegłym roku.

Andrij Łysenko z Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy ogłasza właśnie, że w stronę Nowoazowska ruszyło ponad 20 czołgów, dziesięć wyrzutni rakietowych i autobusy z żołnierzmi – rosyjskimi żołnierzami. Czy Ukraińcy będą bronić Mariupola? Oficjalnie tak, ale żołnierze spod sztandaru z tryzubem, mówią, że rząd szykuje ich raczej do obrony stolicy i spod Mariupola wycofają się tak, jak wycofali się z Debalcewe.

Reklamy
Reklamy

Dopiero w Debalcewe Ukraińcy mogą mówić o względnym sukcesie. To fakt – wycofali się, ale zrobili to zabierając ze sobą sprzęt, broń i amunicję. Uważna analiza wojnyrozpoczętej od zajęcia Krymu pokazuje, że do tej pory armia ukraińska dawała się... rozbrajać.

Wchodząc na Krym Rosjanie zajęli praktycznie całą ukraińską flotę, która z niewiadomych powodów w momencie ataku wróciła do portu poddanego właściwie bez oddania jednego strzału. To zdumiewa analityków wojskowości, ponieważ armia Ukrainy była – ilościowo - jedną z najbardzziej liczących się sił w Europie. Jeszcze na przełomie lat 2000/2001 pod bronią stało 310 tys. żołnierzy. Dwa lata temu była to wprawdzie 139 tys. armia (po ataku Rosji pobór do wojska powiększył ją do 232 żołnierzy), ale za to doskonale wyposażona – w 730 nowoczesnych czołgów, 2000 transporterów opancerzonych, 22 okręty bojowe, 80 śmigłowców i 160 myśliwców oraz bombowców.

Reklamy

Obecnie większość tego sprzętu trafiła w ręce Rosjan.

Ani rząd, ani prezydent tego kraju nigdy nie zdecydowali się wykorzystać pełnej siły armii w walkach o wschodnie regiony Ukrainy. Dlatego armia przegrywała potyczki z 'oddziałami separatystów' liczącymi od kilku do kilkunatu tysięcy żołnierzy.

Obecnie już widać, że główny trzon armii przygotowuje się do obrony stolicy oraz Charkowa. Rząd i prezydent Ukrainy wiedzą już bowiem, że ani NATO, ani Unia Europejska nie zdecydują się stanąć w obronie kraju najechanego przez Rosję. Obecnie starają się o to, żeby w konflikt interweniowała ONZ przysyłając tu swoje wojska rozjemcze, czyli tzw. 'błękitne chełmy'. Decyzję w tej sprawie może podjąć Rada Bezpieczeństwa ONZ, której Rosja jest stałym członkiem. Siergiej Ławrow, rosyjski szef dyplomacji zapowiada, że w tej sprawie zgodzy świata z Rosją raczej nie będzie. #Europa Wschodnia #Ukraina #wojsko polskie