Układanka z puzzli Władimira Putina zaczyna nabierać kształtów. Widać już wyraźne kontury, już majaczy ogólny zarys obrazu, który powstaje z porozrzucanych na mapie świata elementów. Czy wkrótce Putin osiągnie cel?

Dopiero dziś wyraźnie widać główny element strategii Putina. I nie są to działania wojenne i agresja na Gruzję w 2008 roku, w wyniku której oderwano, a raczej podłączono do rosyjskiej strefy wpływów Abchazję i Osetię Południową. Nie jest to nawet aneksja Krymu i obecna sytuacja na wschodniej Ukrainie, gdzie kolejne regiony mają stać się "niepodległe". Putin przecież oficjalnie nie uczestniczy w konflikcie na Ukrainie.

Reklamy
Reklamy

Kreml już kilkanaście lat temu, na długo przed podjęciem działań zbrojnych w Gruzji czy na Ukrainie, rozpoczął przygotowania do brudnej wojny propagandowej, której celem są mocarstwowe plany Rosji i ekspansja terytorialna. "Absolutnym prawem państwa jest nadzorowanie kształtowania się opinii publicznej" miał mówić Goebbels, hitlerowski minister propagandy, bowiem dezinformacja jest często silniejsza od czołgów i karabinów.

Dlatego #Władimir Putin, jako dyktator, już dawno wiedział, że idealnym podłożem dla ekspansji militarnej jest agresywna propaganda prorosyjska rozlewająca się na cały świat. Kto umiałby ją lepiej zaplanować od byłego szefa KGB?

Już w 2000 roku, po katastrofie okrętu podwodnego Kursk, Putin wypędził z kraju dwóch potężnych magnatów medialnych Bieriezowskiego i Gusinskiego.

Reklamy

Przejął nie tylko kontrolę nad ich mediami - telewizją i prasą; równocześnie administracja rządowa zaczęła nadzorować aktywność społeczności internetowej i organizacji pozarządowych. Likwidowano powoli polityczną opozycję, a Cerkiew historycznie w Rosji jest i będzie prorządowa.

Administracja putinowska uruchomiła setki milionów dolarów, które oficjalnie inwestuje w media zagraniczne w krajach bałtyckich, na Bałkanach i na zachodzie Europy. Stacja Russia Today jest postrzegana jako tuba propagandowa Kremla skierowana na cały świat.

Z powodu nasilenia działań propagandowych, prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, zapowiedziała w ubiegłym roku, że będzie karać grzywnami do 30 tys. euro rozpowszechniających informacje podżegające do wojny i godzące w suwerenność Litwy. Zaproponowała także przepis, stanowiący że 90 proc. programów rosyjskich na Litwie musiałoby być nadawanych w językach urzędowych UE. Ale to tylko nieszkodliwe dla kremlowskiej propagandy półśrodki.

Miliony kremlowskich infodolarów nieoficjalnymi kanałami płynie z Moskwy do "animatorów" opinii publicznej, czyli wypowiadających się w mediach ekspertów, a także do udzielających się na forach internetowych i dyskusyjnych "zwykłych użytkowników", którzy proputinowskimi opiniami kształtują świadomość mieszkańców w wielu krajach.

Reklamy

W Petersburgu i Moskwie działają "agencje internetowe", z których każda zatrudnia od kilku do kilkunastu "specjalistów ds. komentarzy". Każdy z nich ma publikować codziennie 1000 wpisów na forach dyskusyjnych i pod artykułami na tematy poruszające kwestie bliskie Moskwie. Często taki "specjalista" zarabia więcej niż wynosi średnia zarobków w mieście, w którym pracuje.

Efekty działania "agencji trollerskich" widać jak na dłoni. Najłatwiej było nam je obserwować w Polsce, szczególnie przy relacjach z Majdanu i Krymu. Pod każdym newsem na temat jedności terytorialnej Ukrainy drastycznie wzrastała liczba komentarzy, które stawały się coraz bardziej prorosyjskie, anty-ukraińskie i anty-polskie. Wątek merytoryczny artykułu czy blogowego wpisu umierał.

Newsweek.pl podawał w marcu ubiegłego roku dane, jakoby 80 proc. wpisów prorosyjskich na jego forum pochodziło z nieistniejących kont i sztucznych numerów IP.

Sukcesy kremlowskiej propagandy nie mogą być widoczne wyłącznie w świecie wirtualnym. Nie to jest celem Putina. Efekty pracy w internecie muszą odbić piętno w świecie rzeczywistym.

Premier Grecji blokuje w UE nowe sankcje przeciw Rosji, a jego zwolennicy wymachują flagami z sierpem i młotem. Victor Orban nie kryje się ze swymi sympatiami wobec Rosji, Milosz Zeman chce zorganizować wspólnie z Putinem obchody wyzwolenia Auschwitz i wtóruje mu w tym Europejski Kongres Żydów, a czeskie media przechodzą nad tym do porządku dziennego.

Alexis Tsipras, Orban, Zeman to nie jedyne głośne polityczne nazwiska. Z polskiego podwórka dorzucić jeszcze można premiera Tuska, który nawet w obliczu utrudniającej śledztwo w sprawie katastrofy polskiego samolotu nad Smoleńskiem administracji rosyjskiej, za wszelką cenę ocieplał stosunki z Putinem. Ostatnio z proputinowskimi hasłami "obudził" się Korwin-Mikke.

Przez emocje do serca obywateli świata

A show-biznes? Aktorzy tłumnie ściągający do Moskwy, deklarujący przyjaźń z Putinem? Nie tylko Depardieu, Steven Seagal czy Mickey Rourke. Również wielu mniejszych lokalnych celebrytów demonstruje sympatię wobec prezydenta-dyktatora.

A propaganda biznesowa? Wpływy i naciski Gazpromu i innych rosyjskich korporacji są szczególnie widoczne w państwach bałtyckich - niechęcanie zagranicznych inwestorów, sianie paniki na rynkach, wskazywanie na stabilność wyłącznie rosyjskich gigantów gospodarczych.

Nie można też zapomnieć o imprezach sportowych, które mają wpływać na pozytywny wizerunek Moskwy na świecie - Igrzyska olimpijskie w Soczi a wkrótce Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, które mają odbyć się w Rosji.

"A NATO na to nic"

Co w zamian ze strony orędowników wolności słowa, praw człowieka i demokracji? NATO utworzyło specjalną jednostkę, której zadaniem jest konkurować z rosyjską propagandą, głównie wojskową. Tyle, że jednostka ta wciąż istnieje tylko na papierach przerzucanych z jednego urzędniczego biurka na drugie. Od kilku tygodni #Unia Europejska ma swoje własne, autorskie plany walki z propagandą Putina. Do Komisji Europejskiej napisały w tej sprawie już rządy Wielkiej Brytanii i Danii. Holandia na projekt, którego nie ma, wysupłała nawet pół miliona euro. Łotwa i Estonia rozpisała już konkretne plany dla specjalnej komisji unijnej. Federica Mogherini, koordynator polityki zagranicznej UE, na początku lutego oświadczyła, że powoła "unijne ciało" do zwalczania propagandy rosyjskiej. Poza zwalczaniem kłamstw powołany zespół ma kształtować "obiektywne informacje" na temat różnych procesów i wydarzeń na świecie, zwłaszcza zaś na Ukrainie, w Rosji i państwach Europy Wschodniej - powiedziała sekretarz łotewskiej komisji spraw zagranicznych Zanda Kalnina-Lukasevica. Kiedy to nastąpi? Nie wiadomo. #Rosja

Tymczasem rozpędzona machina dezinformacji napędzana siłami Kremla codziennie rozbija złudzenia UE i NATO i zdobywa rozchwiane kryzysem gospodarczym sympatie obywateli.