To znamienne, że do dziennikarzy wyszedł tylko Putin. Poroszenko nie miał czym się pochwalić. Jeszcze dwa tygodnie temu obiecywał szybkie odebranie Donbasu i włączenie go z powrotem do Ukrainy, która, jak podkreślał, pozostanie państwem unitarnym. Żadnego państwa w państwie dla buntowników i separatystów oraz zwycięstwo nad Rosją, która wysłała tysiące swoich żołnierzy na Ukrainę - taki był jego program. Z kolei Merkel i Hollande obiecali swoim wyborcom pokojowe rozwiązanie, kładące kres wojnie w Donbasie. Trwające kilkanaście godzin rozmowy tej czwórki, odbywające się na dodatek w godzinach nocnych, to był ogromny wysiłek, który zdał się na nic.

Reklamy
Reklamy

Kolejny kruchy rozejm nie zapowiada się dobrze nawet na papierze

Podstawową przeszkodą na drodze do dyplomatyczno-politycznego zakończenia wojny domowej na Ukrainie pozostaje sprawa statusu regionu donieckiego i ługańskiego. Z punktu widzenia tamtejszych Rosjan, którzy stanowią wyraźną większość, a także wspomagających ich, antybanderowsko nastawionych Ukraińców, nie po to zorganizowano powstanie, aby móc sobie swobodnie wybrać burmistrzów. Władze w Kijowie nie wyrażają zgody na nic więcej, a tym bardziej na przekształcenie państwa w federację w dużej mierze niezależnych okręgów. Nie po to krwawo zmagano się z ludźmi Janukowycza, aby znowu na Ukrianie przeważały wpływy rosyjskie. Z kolei na skutek masakr, do jakich doszło na tej wojnie, mieszkańcy Donbasu najchętniej odłączyliby się od Kijowa raz na zawsze.

Reklamy

Na to jednak z kolei nie jest gotowa Rosja, która jeszcze co najmniej przez dwa lata (czas budowy nowych rurociągów do Chin i Turcji) musi się liczyć z reakcją Zachodu.

Putin okazywał umiarkowane zadowolenie. Odniósł bowiem umiarkowane zwycięstwo. Wobec mieszkańców Donbasu wystąpił w roli dobrego wujaszka, dzięki któremu zapewne (przynajmniej na parę tygodni) skończy się dla nich siedzenie w nieogrzewanych piwnicach i schronach. Wobec obywateli Federacji Rosyjskiej może odgrywać rolę tego, który nie dał się zapędzić w narożnik i nadal rozdaje karty. W oczach Europy Zachodniej zyskał punkty na rzecz oceny, że jest jednak politykiem umiarkowanym.

Wojna, kłamstwa i dyplomacja, ale stuprocentowo prawdziwa śmierć ludzi niewinnych

Na każdej wojnie każda ze stron walczących posługuje się półprawdami i zwykłymi kłamstwami jako bronią niezbędną do odniesienia zwycięstwa. Przebieg wydarzeń zadał kłam tak samo obietnicom Poroszenki i jego generałów, jak i słowom przywódców separatystów.

Reklamy

Zacharczenko obiecywał w Doniecku zdruzgotanie żelazną pięścią ukraińskiej artylerii, która miesiąc temu znów zaczęła ostrzał miasta przypominający metody i cele alianckich bombardowań państw Osi. Wyszło mu z tego tyle, że w ciągu kilku ostatnich dni jego miasto przeżyło natężenie ognia artylerii jakiego nie widziano tam od początku tej wojny. To, że nie odnotowano ponownie kilkudziesięciu ofiar śmiertelnych dziennie, to tylko skutek nabycia przez ludność doświadczenia w radzeniu sobie z taką sytuacją.

Ogromne bombardowania miast przez artylerię spowodowały jednak liczne ofiary wśród ludności cywilnej. Przy bliższym przyjrzeniu się okolicznościom, pozostaje zagadką, kto i po co ostrzelał Mariupol i Kramatorsk, znajdujące się w rękach sił ukraińskich. Pewne jest tylko to, że oba te przypadki zostały wykorzystane propagandowo przeciw stronie rosyjskiej. "Ten to uczynił kto odniósł z tego korzyść" - powiadali starożytni Rzymianie. Co jest w tym niepodważalną prawdą? Męka i śmierć zwykłych ludzi, którym nadlatujące niespodziewanie salwy rakiet z głowicami odłamkowymi urywają ręce i nogi. W przeciwieństwie do wielu ciężko rannych żołnierzy na linii frontu, cywile nie mogą liczyć nawet na szybki zastrzyk morfiny. Europa nie przygląda się temu bezczynnie, ale mimo to jest bezsilna. Co teraz? Obie strony nie osiągnęły wyznaczonych sobie celów wojennych. Potrzebują czasu na podreperowanie sił i przegrupowanie wojsk. Jeśli dojdzie do tego, że w miarę nowa broń produkcji amerykańskiej będzie się zmagać z podobną rosyjską, to niektórym przyda się parę latek na jej wypróbowanie na prawdziwej wojnie. Jeśli dojdzie do rozszerzenia tej wojny, niektórzy będą mieli alibi. Przecież tak ciężko pracowali, aby dać szansę pokojowi! #Ukraina