Ostrzelany rakietowo Mariupol jest niemal od tygodnia oblegany przez separatystów. Intensywne walki rozgorzały także o inne rejony Donbasu - Debalcewo oraz Piski.

Jak do tej pory działania wojenne prowadzili "separatyści rosyjscy", z którymi Rosja oficjalnie nie miała nic wspólnego. Oczywiście nikt na świecie nie uwierzył w to, że "Doniecka Republika Ludowa" i referendum na Krymie to przejaw woli ludności cywilnej, a tajemnicą poliszynela jest, że wszystkim kierują ludzie Putina. Być może w ciągu najbliższych dni Rosja oficjalnie uznana zostanie za agresora, ponieważ na linii frontu pojawiły się regularne oddziały Federacji Rosyjskiej. Taką informację przekazał światu Andrej Łysenko, rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy.

Reklamy
Reklamy

Miałyby one nie tylko wspierać logistycznie separatystów, ale i brać czynny udział w atakach. Warto przypomnieć, że niedawno świat obiegły zdjęcia mobilnych krematoriów, w których mają być kremowane zwłoki żołnierzy Federacji, którzy zginęli na Ukrainie. To celowe zacieranie śladów ich obecności w rejonie Donbasu - zgodne ze starą Stalinowską dewizą: "nie ma człowieka, nie ma dowodów".

Konflikt zbliża się do punktu kulminacyjnego

W dniu dzisiejszym - 3 II 2014 - Mariupol został ponownie ostrzelany - tym razem przez czołgi i moździerze. Na tym jednak nie koniec, ponieważ w zasięg ognia dostały się także dwie miejscowości pod miastem. Jak na razie nie ma informacji o ofiarach wśród ludności. Tymczasem trwa także ostrzał Doniecka, stolicy regionu, od której wziął on swa nazwę. Nie jest to szturm separatystów, którzy jakiś czas temu przejęli miasto, a prawdopodobnie "szykowanie terenu" przez ukraińską armię przed próbą odbicia go z rąk rebeliantów. Rzecznik samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej poinformował, że na skutek niedzielnego ostrzału północnych rejonów miasta zginęły co najmniej trzy osoby, a dziewiętnaście zostało rannych.

Mamy XXI wiek i cywilizowaną Europę. Tuż za naszym progiem trwa wojna, która coraz bardziej przypomina krwawy kocioł, powstały na skutek rozpadu Jugosławii. O ile jednak tam waśnie spory narodowościowe były zawsze niejako wizytówką rejonu, o tyle to, co dzieje się tuż obok nas, jest jawnym zagarnianiem krajów przez zmieniającą się w imperium Rosję. Straciła ona cały szacunek i zaufanie w oczach świata - nawet zwykle lojalna Kremlowi Białoruś zgromadziła wojska na granicy z wojowniczym sąsiadem. Czy jest jakiś sposób, aby zakończyć wojnę? Obawiam się, że same sankcje nie wystarczą - Putin ugnie się tylko i wyłącznie przed siłą.

#Ukraina