Wczoraj pisałem o ostrzelaniu miasta Mariupol na wschodzie Ukrainy przez rebeliantów. Wysunąłem przypuszczenie, że to dopiero początek większej operacji separatystów. I - niestety - miałem rację.

W momencie pisania wczorajszego newsa naliczono dziesięć ofiar cywilnych ostrzału, jednak pod wieczór okazało się, że jest ich co najmniej trzydzieści, a więcej niż setka zostało rannych. W sieci pojawił się filmik pokazujący Mariupol podczas ostrzału i zaraz po nim. Atak rakietowy potępiła cała Unia Europejska, NATO zaś zaapelowało do Rosji, aby przestała udzielać wsparcia separatystom. Dokładna liczba ofiar nie będzie jeszcze jakiś czas znana, ponieważ krótko po zakończeniu ostrzału siły separatystów ruszyły do szturmu na pozycje oddziałów ukraińskich, które rozstawiły wokół miasta blokady wojskowe.

Reklamy
Reklamy

Wracając do ostrzału - jego celem były dzielnice mieszkalne, których mieszkańcy natychmiast zaczęli uciekać do rejonów miasta, gdzie nie spadały rakiety, co doprowadziło do chaosu w mieście. Zbombardowane rejony zostały częściowo pozbawione prądu, jednak żadnych istotnych dla infrastruktury miejskiej zniszczeń nie zanotowano.

Separatyści - kto w nich wierzy?

Od samego początku konfliktu w Donbasie separatyści deklarują, że ich celem jest stworzenie "Donieckiej Republiki Ludowej". Tylko czy ktoś jeszcze wierzy, że nie są to działania sterowane przez Rosję pod wodzą Putina? Termin "Republika Ludowa" nieprzyjemnie kojarzy się z Leninem tworzącym Kraj Rad, a działania prezydenta Rosji jasno wskazują, że postanowił on prowadzić politykę podbojów, idąc śladem Stalina. Załóżmy, że "separatyści prorosyjscy" wygrają konflikt, przejmą parę miast nad Morzem Azowskim i obwieszczą powstanie "Donieckiej Republiki Ludowej". Co dalej? To jasno wskazuje sama ich nazwa - separatyści PROROSYJSCY. Z definicji dążą oni do zjednoczenia z Rosją, więc ten sztuczny twór państwowy pożyje 2-3 miesiące, w trakcie których szybko powoła do życia władze, których pierwszym krokiem będzie zaapelowanie do "mateczki Rosji" o przyłączenie. Oczywiście Duma nie będzie miała nic przeciwko, uchwali błyskawicznie odpowiedni dekret i tak oto "Doniecka Republika Ludowa" przejdzie do historii, wchłonięta przez rozrastającą się Federację Rosyjską. A co dalej? No cóż, kolejne ważne punkty na Ukrainie to Kijów i Lwów, a jeżeli i tam zadziałają "zielone ludziki", za jakiś czas wojska rosyjskie mogą znajdować się już pod granicą Polski.