Afera i szum, jaka została wzburzona zaraz po ogłoszeniu przez rzecznika polskiego resortu zdrowia, iż Polska zastosuje się do zaleceń Komisji Europejskiej i udostępni pigułki EllaOne, aby były dostępne bez recepty.

W aptekach trwa bunt, gdyż wielu zastawiając się religią oświadcza, że nie dopuści do sprzedaży tych tabletek. Natomiast zdaniem prof. Andrzeja Zoll, który był niegdyś prezesem Trybunału Konstytucyjnego oświadcza, iż sprzedaż tych pigułek narusza polskie prawo, ponieważ środki tego typu wpływają, a raczej przyczyniają się do obumarcia zarodka, co jest sprzeczne z ustawą antyaborcyjną.

Zwolennicy twierdzą, że tabletka antykoncepcji awaryjnej EllaOne nie ma działania wczesnoporonnego, a jedynie zapobiega przed zapłodnieniem.

Reklamy
Reklamy

Niestety jednak prawda jest trochę inna. Jak sama nazwa wskazuje tabletka "dzień, po", czyli zażyta po zapłodnieniu wpływa na uniemożliwieniu zarodkowi dalszy rozwój przyczyniając się do jego obumarcia.

Oprócz aptekarzy w ciągu jednego dnia swój sprzeciw przeciw pigułce antykoncepcyjnej awaryjnej EllaOne wyraziło ponad 4 tysiące osób. Rzecznik próbując uspokoić obywateli usprawiedliwiał Ministerstwo Zdrowia, iż decyzja Komisji Europejskiej była rzekomo wiążąca i nie zostało pozostawione im żadne inne wyjście, jak podpisanie deklaracji o dostępności.

Były sekretarz stanu MZ w rządzie PiS oświadczył natomiast, że żadna decyzja Komisji Europejskiej nie wysuwa w naszym kierunki żadnych przymuszeń, bo nie mają one charakteru wiążącego, a są jedynie sugestią podczas dokonywania wyboru. Każde państwo wedle swoich kompetencji indywidualnie decyduje o tym, czy na coś wyrazić zgodę i dopuścić bez recepty, czy jednak taka recepta jest jednak konieczna.

Reklamy

Najgorszą inicjatywą MZ był fakt negatywnego podejścia na temat dostępności tabletek "dzień po" bez recepty. Jak sami zaznaczali podczas wystąpień, w Polsce zostanie nadal jedynie na receptę. Nikt się nie spodziewał, że resort zmieni zdanie.

Według źródeł oburzone feministki zbierały pod apelem do ministra Bartosza Arłukowicza, aby była możliwość zakupu pigułek w aptekach bez recepty. Feministki w ciągu 3 dni zgromadziły ponad 10 tysięcy podpisów.

Inną stroną oburzenia Polaków jest brak zapytania przeciętnego Polaka o zdanie na temat wprowadzenia tych środków bez recepty. Nie została przeprowadzona żadna debata, a tym bardziej sondaż by umożliwić wypowiedź społeczeństwa w tej tak ważnej kwestii.

Po ogłoszeniu werdyktu o dostępności pigułki EllaOne pojawiła się raptownie strona na Facebooku "Nie do pigułek aborcyjnych w Polsce", która w ciągu niepełnej doby zgromadziła rzeszę przekraczającą 4 tysiące osób. #tabletka dzień po