Polska i inne państwa Europy Środkowej to dla wielu międzynarodowych firm nadal kraje trzeciego świata. W każdym razie do takiego wniosku skłania analiza sposobu, w jaki polskich klientów traktują zagraniczne koncerny, które sprzedają swoje produkty w naszym kraju.

Polacy – klienci drugiej kategorii

Mimo, że zagraniczne sieci handlowe zarabiają na nas krocie, to jakość towarów, które nam oferują (czy może raczej - wciskają) woła o pomstę do nieba. Zwłaszcza, jeśli porównać ją z jakością tych samych produktów, sprzedawanych klientom na Zachodzie. Ofertę, jaką dla polskich klientów mają zagraniczne sieci handlowe można w skrócie podsumować słowami: drożej, mniej i gorzej.

Reklamy
Reklamy

Jeden z polskich tygodników przeanalizował skład produktów, sprzedawanych w Polsce i porównał ze składem analogicznych produktów, tyle że sprzedawanych w państwach Europy Zachodniej. Wyniki były zatrważające, okazało się bowiem, ze Polacy są traktowani jak ludzie drugiej kategorii, którym można wciskać byle śmieci i jeszcze żądać za to horrendalnie wysokich cen. Oto kilka przykładów.

Ketchup bez pomidorów i parówki z odpadów

Lubicie paluszki rybne? No to nie kupujcie ich w Tesco, chyba że mieszkacie w Wielkiej Brytanii. Tam nie dość, że są one lepszej jakości niż te oferowane w Polsce, to jeszcze kosztują mniej! A może trochę ketchupu do tych paluszków? Proszę bardzo, byle nie tego, który Carrefour wciska Polakom! Po dobry ketchup niestety trzeba będzie udać się do... Francji. Tamtejsza wersja zawiera 66 proc.

Reklamy

przecieru pomidorowego, podczas gdy ta, sprzedawana u nas - koncentrat pomidorowy 17,8%.

I tak ze wszystkim. Np. parówki. Te, które Tesco sprzedaje Brytyjczykom zawierają 42% mięsa wieprzowego, a oferowane Polakom zawierają 39% mięsa oddzielonego mechanicznie (MOM) z kurcząt. Warto pamiętać, że MOM to nie mięso, lecz odpady: ścięgna, odrzuty, pozostałości, które zostają na kościach. Z tuńczykiem nie jest lepiej: ten sprzedawany Polakom ma mniej mięsa, a więcej tłuszczu, niż analogiczny produkt, oferowany w Wielkiej Brytanii.

Sprzedawane w Polsce produkty są zresztą nie tylko gorsze, ale też z reguły droższe od swoich odpowiedników oferowanych za granicą.

Koncerny nie widzą problemu, urzędnicy bezradnie rozkładają ręce

Same sieci handlowe albo w ogóle nie dostrzegają problemu, albo istniejące różnice jakości produktów mętnie tłumaczą "lokalnymi przyzwyczajeniami konsumentów oraz podejściem do smaków, wynikającym z różnic kulturowo–terytorialnych". Z kolei urzędnicy rozkładają ręce. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta utrzymuje, że niewiele może zrobić.

Reklamy

Odmienne traktowanie polskich klientów trudno przełożyć na ewentualną karę, bo dopóki firma uczciwie podaje skład produktu, to nie łamie prawa.

Z kolei Główny Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych twierdzi, że do organów inspekcji nie wpłynęły żadne skargi na różnice w jakości produktów w poszczególnych państwach Unii, więc inspekcja nie podejmowała dotąd żadnych działań.

źródło: wprost.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#ekonomia #Platforma Obywatelska