Wprowadzenie jednolitego podatku, który ma zastąpić daninę z tytułu obecnego PIT oraz składek na ubezpieczenia, planowane jest już od początku 2018 roku. Sam pomysł wprowadzenia nowych rozwiązań podatkowych nie jest nowy, niemniej prawdziwa gorączka, związana z podatkiem jednolitym, zaczęła się kilka tygodni temu. Rząd przedstawił wstępne koncepcje nowej ustawy i niemal z miejsca poddany został ostrej krytyce. Założenie jest takie, że na nowym podatku zyskać mają biedniejsi, znacznie więcej ma on natomiast kosztować tych bogatszych. Pytanie tylko, na ile trzeba być bogatym, aby na tych nowych rozwiązaniach podatkowych stracić?

Jednolity podatek uderzy w przedsiębiorców

Okazuje się, że osoba bogata to taka, która osiąga dochody już na poziomie kilku tysięcy zł miesięcznie.

Reklamy
Reklamy

Już zarabiając tego rzędu kwoty należy się liczyć z tym, że w podatku dochodowym będziemy musieli oddać państwu więcej. Ile więcej, to się dopiero okaże, choć niektórzy eksperci przewidują, że stawka podatku dla lepiej zarabiających wyniesie nawet 40%. Co istotne, zapowiadając nowe rozwiązania podatkowe rząd obiecał ulżyć przedsiębiorcom, szczególnie prowadzącym jednoosobowe firmy czy mikroprzedsiębiorstwa. W praktyce jednak i oni zapłacą więcej.

Sama koncepcja podatku jednolitego pojawiła się jeszcze za czasów poprzedniej ekipy rządzącej. Rządom PO-PSL nie starczyło jednak ani czasu, ani tym bardziej odwagi, aby rewolucję podatkową rozpocząć i wdrożyć. Obowiązek ten wzięło na siebie obecnie rządzące PiS. Jak sobie z nim poradzi? Minister Henryk Kowalczyk zapowiada, iż wszelkie szczegóły zmian będą znane już na wysokości lutego przyszłego roku, wtedy to mają zakończyć się prace w procesie legislacyjnym nowej ustawy.

Reklamy

Sama ustawa o podatku jednolitym zacznie obowiązywać od początku roku 2018.

Koncepcja połączenia składek ZUS i podatku dochodowego w jedną daninę jest niewątpliwie słuszna. Osobom rozliczającym te należności publicznoprawne zmiana na pewno ułatwi życie, a zarabiający (pracownicy czy samozatrudnieni) będą mogli w końcu zobaczyć, ile tak naprawdę państwo zabiera im z ich zarobków. Obecnie naliczanie danin z kwot brutto wynagrodzenia czy dochodów nie jest proste, ich uiszczenie wymaga dokonania przelewów na kilka różnych kont, a po zmianach ma to zostać uproszczone. Tyle, że niewielka to pociecha, skoro danina ma być wyższa niż obecnie obowiązujące. Zmianę szczególnie odczują przedsiębiorcy i samozatrudnieni.

Co oprócz podwyżki podatków?

Ci mniej zarabiający uiszczą nowy podatek w stawce rzędu około 19%, osoby z wyższymi dochodami muszą się liczyć już z oddawaniem ze swoich zarobków nawet 40%. Projekt wprowadza jeszcze kilka zmian, znikną m.in. limity dla maksymalnej kwoty, od której nalicza się składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, czy wreszcie wprowadzona ma zostać najbardziej kontrowersyjna zmiana - całkowicie zlikwidowany zostanie podatek liniowy.

Reklamy

Projekt ustawy jeszcze nie powstał, a czeskie biura podatkowe już notują ogromny wzrost zapytań o przeniesienie firmy z Polski do Czech. Kilkuset przedsiębiorców już zdecydowało się na ten krok, choć polski fiskus uprzedza, że takie kroki będzie ścigał z całą surowością. Znając jednak życie, nieprędko doczekamy się w Polsce myślenia z mniejszą dozą socjalizmu, a większą wolnego rynku. Dokręcanie śruby podatkowej jeszcze nikomu nie wyszło na dobre, na dłuższa metę nie przyniesie większych wpływów do budżetu, a znając życie, wygeneruje tylko kolejne "ucieczki" z firmami za granicę i kolejną szarą strefę.

źródło: bankier.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #podatki #polskie prawo #finanse