Wprowadzenie ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej miało na celu wyrównanie szans małych osiedlowych sklepów w walce o klienta z molochami, należącymi do zachodnich korporacji. Takie było przynajmniej oficjalne uzasadnienie decyzji o wprowadzeniu podatku handlowego w Polsce. Nieformalnie jednak, czego nie ukrywał nawet resort finansów, podatek ten miał na celu podreperowanie budżetu, mocno nadszarpniętego realizacją programu Rodzina 500 Plus. Póki co jednak rząd nie może liczyć na choćby złotówkę z tego tytułu. Podatek handlowy, który wszedł w życie 1 września, niemal natychmiast został zakwestionowany przez Komisję Europejską, która uznała go za niedozwoloną pomoc państwa. Ministerstwo Finansów spodziewało się takiej kontrakcji KE, a plany zmiany ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej przygotowało już wcześniej.

Reklamy
Reklamy

Po wprowadzeniu zmian podatek ma być naliczany nie od obrotów sklepów, ale od ich powierzchni. A to nie jedyne zmiany. Na wprowadzeniu nowego podatku handlowego skorzystać mają lokalne samorządy - to one bowiem będą beneficjentem nowych obciążeń podatkowych.

Podatek handlowy i tak będzie - jak nie w tej, to innej formie

Nowa danina w swej konstrukcji ma przypominać kataster. Naliczana będzie już nie od obrotów sklepu (zakwestionowana przez Komisję Europejską ustawa przewidywała uzależnienie wysokości podatku od miesięcznych obrotów sklepu), ale od jego powierzchni, przy czym podatkiem mają zostać objęte głównie sklepy największe. Co istotne - wpływy z nowego podatku handlowego będą wpływami do budżetów samorządowych. A co jeszcze bardziej istotne - gminy same będą decydować, kogo i w jakiej wysokości tym nowym podatkiem obłożą.

Reklamy

Branża handlowa nie może liczyć na spokój. A to nowy podatek, a to ograniczenia w sprzedaży plastikowych reklamówek, a to planowane uszczelnienie systemu i ograniczenia w transferach zysków za granicę. Wszystkie te działania rząd podejmuje w celu ochrony polskiego rynku i zapewnienia równych szans zarówno małym, osiedlowym i rodzinnym sklepom, jak i podmiotom handlowym z Zachodu, które dysponują w Polsce sieciami sklepów wielkopowierzchniowych. Te ostatnie oskarżane były o unikanie płacenia w Polsce podatków oraz transferowanie ogromnych zysków za granicę, do swoich krajów macierzystych. To m.in. miał zmienić podatek handlowy. Miał on spowodować, że choć część zysków wielkich gigantów handlowych pozostanie w Polsce i zasili polski budżet.

Czy nowy projekt oznacza, że rząd woli "nie kłócić" się z Komisją Europejską i pieniądze z podatku handlowego oddać po prostu samorządom? Wydaje się, że tak. Rezygnacja z niemal 3 mld zł, a na tyle szacowano budżetowe wpływy z daniny handlowej, oznacza ni mniej ni więcej, że o tyle mniej pieniędzy będzie do wydania na programy Rodzina 500 Plus czy nowy, szumnie zapowiadamy narodowy program budowy mieszkań.

Reklamy

Z jakiego innego źródła rząd chce pozyskać te pieniądze? Póki co nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że jeśli podatek handlowy w nowej formie wejdzie w życie, skorzystają na nim gminy. Włodarze niektórych gmin już teraz zacierają ręce i planują inwestycje, które z wpływów z nowego podatku można będzie realizować.

Podatek handlowy nowym podatkiem lokalnym

Ranga nowego podatku została zdegradowana. Stanie się on w przyszłości kolejnym podatkiem lokalnym, a jego wysokość poszczególne gminy będą określać samodzielnie. Sceptycy obawiają się, iż oddanie regulacji nowej daniny lokalnym samorządom to oddanie w ich ręce narzędzia kontroli konkurencji, a to zbyt niebezpieczne narzędzie, aby nierozważnie się nim posługiwać. Rząd chce, aby nowy podatek zaczął obowiązywać już od 1 stycznia 2017 roku. Gminy mają zatem niewiele czasu, tym bardziej, że póki co same kompletnie nic nie wiedzą, jaka będzie ostateczna koncepcja nowej daniny od sprzedaży detalicznej.

źródło: money.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #finanse publiczne #podatki #polskie prawo