Już 1 września bieżącego roku zacznie obowiązywać tzw. podatek handlowy. Oficjalnie intencją jego wprowadzenia było zrównanie szans polskich i zagranicznych podmiotów handlowych i uzdrowienie konkurencji, a przede wszystkim zmuszenie sklepów wielkopowierzchniowych, będących w rękach zagranicznego kapitału, do zaprzestania transferów gotówki poza granice kraju i płacenie w Polsce podatków na takich samych zasadach, jak rodzime podmioty z branży. Nieoficjalnie jednak wdrożenie nowego podatku ma zapewnić wpływy do budżetu na realizację programu Rodzina 500 Plus. Tego założenia nie ukrywają nawet pomysłodawcy nowego podatku. Przedstawiciele rządu bez ogródek mówią, że podatek handlowy ma zapewnić częściowe finansowanie świadczeń 500 zł na dziecko.

Reklamy
Reklamy

Program Rodzina 500 Plus to dla budżetu państwa poważne obciążenie. Wpływy z podatku handlowego z pewnością nie wystarczą na realizację tego programu, a już widać, że założenia, które przyświecały wdrożeniu nowego obciążenia, niekoniecznie znajdą swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wbrew wszelkim założeniom, podatek handlowy nie obciąży sieci handlowych i sklepów wielkopowierzchniowych, a małe i średnie przedsiębiorstwa - dostawców towarów do tych sklepów.

Lidl, Biedronka i Tesco już mają sposób na podatek handlowy

Wymienione sieci handlowe jako pierwsze zdecydowały o przerzuceniu kosztów wprowadzenia nowego podatku handlowego na dostawców towarów. Zapewne część kosztów tego podatku pokryją również klienci, niemniej już wiadomo, że najmocniej uderzy on w producentów dóbr i dostawców towarów do super i hipermarketów.

Reklamy

Sieć Stokrotka bez żadnych ogródek poinformowała swoich dostawców, że na skutek wprowadzenia podatku handlowego liczy na nowe rabaty i nowe zasady współpracy, grożąc zmniejszeniem liczby zamówień. W ślad za Stokrotką szybko poszły inne sieci handlowe i renegocjują zasady dostaw ze swoimi kontrahentami.

Żądania dyskontów i sieci handlowych potwierdzają przedstawiciele producentów i dostawców, zasłaniając się tajemnicą handlową nie chcą jednak zdradzać, które sklepy zażądały zmiany w zasadach współpracy. Nieoficjalnie wiadomo, że nowych rabatów mają żądać zagraniczne sieci handlowe, takie jak Lidl, Biedronka, Carrefour czy Tesco, przy czym przedstawiciele tych sieci handlowych nie opierają swych żądań jedynie na wprowadzeniu podatku handlowego, choć nawiązują do niego w nieco bardziej zawoalowany sposób twierdząc, iż warunki prowadzenia biznesu pogorszyły się, a okoliczności rynku są obecnie mniej korzystne.

Podatek handlowy zapłacą dostawcy, nie sklepy

Jak informuje Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności, żądania sieci handlowych są z reguły takie same.

Reklamy

Reprezentanci sieci oczekują rabatów w takiej wysokości, w jakiej zmuszone są uiścić nowy podatek handlowy. Co ciekawe, zgodnie z ustawą o podatku handlowym przewidziano dwa progi tego podatku: stawka podatkowa 0,8 % dla przychodów do 170 mln zł miesięcznie i 1,4 % dla przychodów powyżej 170 mln zł miesięcznie. Tymczasem sieci handlowe domagają się rabatów w wysokości średnio 1,4 %, co w efekcie doprowadzi do tego, że na wprowadzeniu podatku handlowego i wywalczeniu stosownego rabatu mogą nawet wygrać.

Niektórzy dostawcy towarów do dyskontów i sklepów wielkopowierzchniowych już zapowiadają, że nie ugną się przed ich żądaniami i nie zgodzą się na kolejne rabaty. Nie obawiają się przy tym wycofania się sklepów ze współpracy, ze swoich obowiązków w zakresie dostaw wywiązują się rzetelnie i terminowo i nie widzą podstaw do zmiany warunków gry. Tyle, że na postawienie się sieciom handlowym mogą pozwolić sobie duzi producenci o ugruntowanej pozycji. Ci mniejsi, chcąc utrzymać się na rynku, zapewne na rabaty się zgodzą, choć i tak wielu z producentów funkcjonuje na granicy opłacalności i przy bardzo niskiej marży.

Życie pokaże niebawem, jak rynek zareaguje na wprowadzenie nowego podatku. Oby tylko nie skończyło się falą upadłości. Nie sieci handlowych, ale właśnie dostawców.

źródło: forsal.pl #podatki #finanse #handel