Jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej Polacy wyjeżdżali do pracy za granicę. Za cel swoich wyjazdów obierali głównie Niemcy i Austrię, dość duża grupa wyjechała do Włoch, gdzie polskie kobiety były szczególnie cenione w pracy, związanej z opieką nad osobami starszymi. Niemal 99 % ówczesnych emigrantów jechało do pracy fizycznej, z myślą o tym, że zarobione pieniądze pozwolą im na lepsze życie w Polsce - budowę domu, własny biznes, wykształcenie dzieci itp. Po przystąpieniu Polski do struktur UE emigracja zarobkowa sięgnęła niebotycznych rozmiarów. Wyjazd i znalezienie pracę za granicą nagle stały się banalnie proste. Zmieniły się też wówczas kierunki emigracji - ogromna rzesza Polaków wyjechała do Szkocji, Irlandii i Wielkiej Brytanii.

Reklamy
Reklamy

Szacuje się, że od przystąpienia Polski do UE i otarcia się rynków pracy w krajach Zachodu, z Polski wyemigrowało ponad 2 miliony osób. Większość z nich wyjeżdżała z myślą o kilkuletnim pobycie za granicą, a potem powrocie do kraju. W międzyczasie jednak znaczna część z zarobkowych emigrantów zmieniła zdanie i postanowiła osiedlić się za granicą na stałe. Skusił ich wyższy poziom życia, normalność, mniejsza biurokracja i święty spokój, którego tak bardzo brakowało im w kraju.

Praca za granicą już nie tak atrakcyjna, choć wciąż lepsza niż w kraju

Od kilku lat emigracja zarobkowa wykazuje tendencję malejącą. Co prawda nadal do pracy za granicą (głównie w krajach Unii) wyjeżdża spora ilość osób, to jednak nie jest to już tak widoczny trend, jak jeszcze kilka lat temu. Powód jest bardzo prozaiczny - za granicą również zaczyna brakować pracy.

Reklamy

Hiszpania, Portugalia czy Grecja zmagają się obecnie ze znacznym bezrobociem, które wśród osób młodych jest już dramatycznie wysokie. Nadal z pewnością Polaków kusi Wielka Brytania czy Irlandia, i to już nie tylko pracami prostymi, fizycznymi, ale również i umysłowymi. Znający język angielski i posiadający już wykształcenie i doświadczenie specjaliści są wręcz rozchwytywani w takich branżach, jak IT, bankowość, ubezpieczenia itp. Z kolei pracowników fizycznych nadal kuszą znacznie wyższe niż w Polsce wynagrodzenia oraz zupełnie inna kultura pracy.

"Za granicą człowiek czuje, że jest pracownikiem, a nie niewolnikiem". Pod tym zdaniem podpisuje się niemal każdy zarobkowy emigrant. Obecnie także i w Polsce sytuacja na rynku pracy normalnieje, coraz mniejsza ilość pracodawców w sposób jawny i bezczelny narusza prawa pracownicze, a bezrobocie maleje. Powoli bo powoli, ale maleją też różnice w wynagrodzeniach. Nadal na w krajach Europy Zachodniej są one wyższe, ale pracodawcy zauważyli już chyba, że płacąc pensję minimalną i stawiając wysokie wymagania zwyczajnie strzelają sobie w kolano.

Reklamy

Pracownik słabo opłacany to pracownik słabo wydajny, niezmotywowany, a gdy dochodzi do tego jeszcze coraz większa wśród pracodawców konkurencja o pracowników wykwalifikowanych, temat wynagrodzeń za pracę nie może być już dalej spychany na drugi plan.

Niepokojąco rośnie natomiast emigracja osób wykształconych, zamożnych, których celem jest osiedlenie się w jednym z krajów już niekoniecznie Europy Zachodniej, miotanej kryzysem uchodźczym i coraz bardziej niestabilnej, ale w kraju, w którym w ciszy i spokoju mogą żyć, wydawać ciężko zarobione pieniądze i po prostu odpocząć. Zmęczeni polską biurokracją, wieczną polską zgryzotą i malkontenctwem postanawiają wyjechać, praktycznie w każdym przypadku na zawsze. Póki co "emigracja emerytalna" nie jest jeszcze w Polsce szerokim zjawiskiem, niemniej staje się ono powoli coraz bardziej zauważalne.

Niektórzy z emigrantów przyznają wprost - wrócą do Polski, jak już będzie tu normalnie. Nie precyzują przy tym, co oznacza dla nich ta normalność. Zapewne chodzi o klimat do życia, rozwoju, pracy. Ostatnie lata to niewątpliwie wielki polski krok naprzód, wiele jednak jeszcze pozostało do zrobienia. To już jednak zadanie dla przedstawicieli młodego pokolenia.

źródło: forsal.pl #Unia Europejska #praca #emigracje