Na łamach „Gazety Wyborczej” Dariusz Rosati zaatakował wicepremiera Morawieckiego. Polityk PO stwierdził: "Zasmucającym przykładem są poglądy /…/ Mateusza Morawieckiego, który /…/ ubolewa, że Polska słono płaci za kapitał zagraniczny, ponieważ dochód z inwestycji zagranicznych transferowany za granicę wynosi 90 mld zł rocznie. Wicepremier zapomniał dodać, że /.../ to, co ostatecznie wypływa za granicę, stanowi niewiele ponad 3 proc. zainwestowanego kapitału (na koniec 2014 r. ogólny zasób inwestycji zagranicznych w Polsce sięgnął prawie 2 bln zł). Nie jest to wygórowana cena za korzystanie z oszczędności zagranicznych.”

Rosati uprawia ekonomiczną demagogię

Na podstawie danych przytoczonych przez Rosatiego można wywnioskować, iż obecna stopa dywidendy zachodnich inwestycji w Polsce wynosi 4.5%.

Reklamy
Reklamy

Znaczy to, że 4.5 % generowanych zysków jest transferowanych z naszego kraju. Rosati twierdzi, że nie jest to wygórowany koszt pozyskiwania zewnętrznego kapitału. Niestety, wprowadza publikę w błąd.

W porównaniu ze światowymi wskaźnikami Polska jest inwestycyjnym eldorado. Na większości rynków wskaźnik dywidendy dla spółek giełdowych z zainwestowanego kapitału (stosunek rocznej wypłaty z zysku dla inwestora do wielkości zainwestowanego kapitału) przyjmuje wartości od około 1.5% do 3.5%. Oto przykładowe wartości tego wskaźnika dla wybranych państw (według Independent Trader): Irlandia - 1.4%, Korea Południowa - 1.4%, Indie - 1.5%, Japonia - 1.8%, Meksyk - 1.9%, USA  - 2.1%, Austria - 2.5%, Węgry - 2.5%, Grecja - 2.6%, Indonezja - 2.6%, Szwajcaria - 3.1%, Hong Kong - 3.2%, Dania - 3.4%, Wielka Brytania - 3.9%.

Reklamy

Jeśli za standard uzna się średni wskaźnik dywidendy z trzech największych rynków giełdowych świata (USA, Japonia i Wielka Brytania), wówczas każda stopa dywidendy powyżej 2.6% musi być uznana za atrakcyjną dla inwestora. Dla kraju, z którego inwestor wyprowadza rocznie powyżej 3% zainwestowanego kapitału, jego koszt pozyskania musi być uznany za wysoki.

Polska przepłaca za zachodni kapitał

Współczesny kolonializm polega na traktowaniu danego kraju jako miejsca, w którym można uzyskać bardzo wysoką roczną stopę zwrotu z zainwestowanego w nim kapitału. W Polsce zachodni inwestor przeciętnie uzyskuje 4.5%. Jesteśmy więc „skubani” w większym stopniu niż mieszkańcy Filipin, Indonezji czy Indii. Państwa bronią się przed praktykami finansowego kolonializmu, nakładając na system rozmaite fiskalne ograniczenia. Rząd #PiS uczynił to poprzez nałożenie na banki dodatkowego podatku od posiadanych aktywów. Operacja ta ograniczy  strumień kapitału wyprowadzanego z Polski o około 10%. Będziemy jednak nadal krajem atrakcyjnym inwestycyjnie dla światowej finansjery ze stopą dywidendy w granicach 4%.

Reklamy

Znaczenie makroekonomiczne projektu 500+

Z ekonomicznego punktu widzenia projekt 500+ może okazać się korzystny dla gospodarki (chociaż dyskryminuje niektórych obywateli wyłącznie z powodów światopoglądowych). Uszczuplając transfer kapitału z krajowego rynku, rząd zwiększa podaż pieniądza na rynku konsumenckim. Taka operacja jest zakwestionowaniem dotychczasowych praktyk, zwanych „ilościowym luzowaniem”, przeprowadzanych przez największe na świecie banki centralne (FED, Bank of Japan, Bank of England, ECB), które zasiliły w ostatnich 7 latach światową gospodarkę na kwotę ponad 3 biliony dolarów.

Operacja bankierów nie doprowadziła do oczekiwanych skutków, gdyż „ilościowe luzowanie” nie zasila rynku konsumenta, lecz jedynie – rynek „gry giełdowej”. Choć plan światowej finansjery poprawia bilanse banków, to jego wpływ na sektor wytwórczy jest poniżej oczekiwań.

Projekt 500+ różni się od strategii bankierów tym, że wymusza on wprowadzenie kapitału na rynek konsumenta, a nie - na rynek „gracza giełdowego”. Jeśli jego realizacja przyniesie oczekiwane skutki, to zakwestionuje on dotychczasowy paradygmat ekonomii bankierów.

źródła: wyborcza.biz, independenttrader #finanse #giełda