Wprowadzenie podatku bankowego skutkuje obecnie tym, że część kosztów, związanych z tym podatkiem, banki przerzucają na klientów. Skutek może być tylko jeden - wyższe marże i opłaty dodatkowe, wyższe koszty kredytów hipotecznych, a dla kredytobiorców wyższe miesięczne raty. Na całym zamieszaniu skorzystali również developerzy, podnosząc ceny mieszkań. To właśnie dlatego ceny mieszkań są najwyższe od ponad 17 miesięcy, a co najgorsze dla potencjalnych kupców, rosną zarówno ceny mieszkań, jak i koszty kredytów na ich zakup.

O ile jeszcze w grudniu 2015 roku średnia marża przy kredycie hipotecznym wynosiła około 1,7 %, tak w lutym wyniosła już 2,1 %.

Reklamy
Reklamy

Dla kupującego mieszkanie na kredyt oznacza to wzrost samych tylko kosztów, związanych z uzyskaniem kredytu, na poziomie kilku tysięcy złotych. A przecież wzrost marży kredytu to nie wszystko. Developerzy korzystają też z rządowych programów Rodzina na Swoim i Fundusz Mieszkań na Wynajem, podnosząc ceny metra kwadratowego nowo budowanych inwestycji.

Podatek bankowy obciąża kredytobiorców, nie banki

Rząd rozpaczliwie szuka pieniędzy na realizację programu Rodzina 500 Plus. Zasiłki po 500 zł na drugie i kolejne dziecko będą sporym obciążeniem dla budżetu, stąd poszukiwanie dodatkowych źródeł finansowania programu. Jednym z tych źródeł miał być podatek bankowy. Co prawda oficjalnym uzasadnieniem jego wprowadzenia były szumne hasła, że skoro zagraniczne banki zarabiają w Polsce gigantyczne pieniądze, to niech chociaż częściowo podzielą się nimi z państwem, a nie transferują całego zysku za granicę.

Reklamy

Po początkowym zamieszaniu i krytyce tego podatku, banki szybko znalazły sposób, aby ewentualne straty finansowe odbić sobie z nawiązką. Sposób trywialnie prosty - koszty podatku bankowego banki przerzuciły na klientów. Efekt jest taki, że wprowadzenia nowego podatku banki specjalnie nie odczują, za to mocno odczują go kredytobiorcy i klienci banków.

Wyższe koszty kredytu to jeszcze nie wszystko. Banki coraz mniej chętnie udzielają kredytów hipotecznych, windując wysokość wkładów własnych i zaostrzając kryteria przyznania kredytu. Jeszcze niedawno rodzina z dochodem netto 5 tysięcy zł miesięcznie mogła liczyć na kredyt w wysokości około 380 tysięcy zł. Dziś ta sama rodzina dostanie co najwyżej kredyt w wysokości 310 tysięcy zł.

Co istotne, wzrosły ceny nie tylko mieszkań nowych, ale również tych na rynku wtórnym. Wzrost cen metra kwadratowego nie jest tak spektakularny, jak w przypadku mieszkań nowych, niemniej już nawet o 2 % wyższa cena oznacza dla kupującego mieszkanie konieczność wydania dodatkowych kilku tysięcy złotych.

Reklamy

Najwyższe wzrosty cen mieszkań dotknęły Warszawę, na drugim biegunie znalazły się Łódź, Katowice i Białystok. A różnica jest ogromna. Chcąc kupić w Warszawie nowe mieszkanie trzypokojowe, oprócz średniego wkładu własnego w wysokości 20 % ceny mieszkania należy liczyć się z miesięczną ratą kredytu na poziomie około 2300 zł. Takie samo mieszkanie w Łodzi czy Katowicach oznacza dla kredytobiorcy ratę miesięczną na poziomie około 1100 zł.

Pomoc kredytobiorcom - rząd wylewa dziecko z kąpielą

Ułatwieniem dla marzących o własnym "M" miał być rządowy program Mieszkanie dla Młodych. Koncepcja dobra, z wykonaniem - jak to u nas - nieco gorzej. Zainteresowanie skorzystaniem z pomocy państwa jest duże, środków na cały 2016 rok zabraknie w programie już w kwietniu. Nie o to tu jednak chodzi. Od razu swój interes w programie wyczuli również developerzy i pierwszym ich krokiem było oczywiście podniesienie ceny mieszkań. Skoro państwo chce pomagać młodym w zakupie własnego mieszkania, to w ocenie developerów nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tych pieniędzy od państwa wyciągnąć jak najwięcej. Na programie, który w domyśle miał pomóc jednostce w zakupie własnego mieszkania, najbardziej skorzystają banki i developerzy.

Nic nie wskazuje na to, aby trend wzrostu cen kredytów i mieszkań miał się w najbliższym czasie odwrócić. Szanse na własne "M" niestety maleją.

źródło: forsal.pl #system finansowy #finanse #gospodarka