Polacy nie muszą wiedzieć, jak swoje obowiązki wypełniają pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz jakim mechanizmom kontroli podlegają. Takie stanowisko przyjęły władze #ZUS, a potwierdził je Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. ZUS ma świadomość tragicznej wręcz opinii, jaką "cieszy" się w społeczeństwie, a mimo to nie robi nic, aby tę opinię poprawić. O pracy ZUS niczego się nie dowiemy. W tym wszystkim chodzi ponoć o dane osobowe pracowników.

Cała sprawa zaczęła się od wystąpienia Fundacji Panoptykon do władz ZUS o udostępnienie informacji, jakimi narzędziami właściwe organy nadzorcze gromadzą informacje o aktywności zawodowej pracowników ZUS.

Reklamy
Reklamy

Chodziło o ustalenie, czy kierownictwo ZUS wie np. jakie strony internetowe odwiedzają pracownicy ZUS w godzinach pracy, czy w jakikolwiek sposób odnotowywane są wyjścia pracowników z budynków ZUS oraz czy jest prowadzona jakakolwiek ewidencja wydanych przez poszczególnych pracowników zakładu decyzji itp.

Tego, jak pracuje ZUS, niestety się nie dowiemy

Prezes ZUS odmówił odpowiedzi na postawione pytania. Swoją odmowę uzasadniał kwestią konieczności ochrony danych osobowych pracowników zakładu. Odmowa uzasadniona była także koniecznością zachowania w tajemnicy mechanizmów i narzędzi kontroli, jakim poddawani są zatrudnieni w ZUS pracownicy. To z kolei mogłoby wiązać się z wyciekiem danych osobowych, ustawowo podlegających ochronie.

Z odmowną decyzją prezesa ZUS nie zgodziła się Fundacja Panoptykon i zaskarżyła ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Reklamy

Zdaniem skarżącego, nie ma niebezpieczeństwa wycieku jakichkolwiek danych osobowych, gdyż chodzi tylko o ujawnienie technicznych rozwiązań kontroli i nadzoru, a nie o dane dotyczące poszczególnych pracowników. Ustawowy obowiązek zachowania w tajemnicy sposobów zabezpieczenia danych osobowych, nie może stanowić podstawy do ograniczania dostępu do informacji publicznej.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nie podzielił jednak stanowiska Fundacji i przyznał rację prezesowi Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zdaniem Sądu, ujawnienie sposobu dokonywania nadzoru i kontroli mogłoby narazić dane osobowe pracowników ZUS na nieuprawniony dostęp do nich. Stanowisko to krytykowane jest przez ekspertów, w ocenie których ujawnienie mechanizmów kontroli i nadzoru nad pracą pracowników zakładu, pozwoliłoby na zwiększenie przejrzystości i jawności działań ZUS. Co więcej, pozwoliłoby to na rozpoczęcie debaty publicznej, czy narzędzia te są wystarczające i czy zapewniają efektywność i prawidłowość pracy zatrudnionych w ZUS osób.

Reklamy

Według ekspertów, tu nie chodzi o piętnowanie pracy pracowników zakładu, ale o ocenę, czy sprawowany nad nią nadzór kierownictwa jest właściwy. I tu - wydaje się - leży główny problem. Ujawniając narzędzia kontroli i nadzoru, kierownictwo ZUS obnażyłoby swoje działania w tym zakresie. A widocznie tego właśnie nie chce zrobić i usiłuje wszelkimi sposobami ukryć efekty swojej pracy, zasłaniając się dobrem szeregowych pracowników ZUS.

Co ma do ukrycia kierownictwo ZUS

Zasadnym jest pytanie, czy stosowane w zakładzie metody kontroli i nadzoru nie odbijają się negatywnie na jakości wydawanych przez pracowników ZUS decyzji. Pracownicy zakładu monitorowani są w zakresie ilości sporządzonych pism i decyzji. A skoro o efektywności ich pracy i wynagrodzeniach ma decydować ilość sporządzonych dokumentów, to na pewno odbija się na ich jakości. To właśnie chciał sprawdzić Panoptykon. Niestety, w sporze między Fundacją a prezesem ZUS, Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację temu ostatniemu. Oznacza to, że nieprędko (o ile w ogóle) dowiemy się, jakie metody i narzędzia stosuje kierownictwo ZUS w kwestii oceny jakości i efektywności pracy podwładnych. Szkoda tylko, że decydenci w ZUS nie widzą, że odmowa ujawnienia tych narzędzi to jedynie "strzał w stopę". Obraz ZUS w społeczeństwie na pewno się nie polepszy, nie polepszy się także jakość wykonywanej przez pracowników zakładu pracy.

źródło: gazetaprawna.pl #społeczeństwo #polskie prawo