Wokół podatku sklepowego powstało wiele niejasności. Toczą się zacięte dyskusje o to, czy właściwie jest to dobry pomysł. Obecnie jedno jest pewne: rodzimy handel i małe sklepy są stopniowo wypierane przez zagraniczne sieci handlowe. Według pomysłodawców ustawy, podatek sklepowy ma wyrównać szansę i ochronić resztki mniejszych i średnich sklepów należących do polskich handlarzy.

O co tu w ogóle chodzi?

W handlu od dobrych kilku lat trwa wojna na wyniszczenie. Po jednej stronie mamy polskie sklepy i sieci handlowe, które starają się wytrzymać na rynku, a po drugiej stronie wielkopowierzchniowe sklepy należące do zachodnich koncernów.

Reklamy
Reklamy

Wystarczy jedna wizyta w sklepach po obu stronach barykady, by zorientować się, że zachodnie super i hipermarkety są w stanie zaoferować dużo niższe ceny. Czarę goryczy dopełnia działanie dyskontów, które wyrastają jak grzyby po deszczu, wykańczając po kolei wszystkie okoliczne sklepy.

Prawo i Sprawiedliwość w swojej kampanii wyborczej zapowiadało wprowadzenie podatku od sklepów wielkopowierzchniowych (z większą niż 250 metrów kwadratowych powierzchnią handlową). Pomysł ten spotkał się z dużą krytyką, głównie przez kryterium powierzchni. Po objęciu władzy partia rządząca obiecała zmodyfikowanie projektu ustawy. Przeprowadzono konsultacje zarówno z polskimi, jak i zagranicznymi firmami. Konkretny projekt ustawy o podatku sklepowym ma się pojawić około 18 stycznia.

Jak zauważa Polska Izba Handlu (PIH), "Branża handlu detalicznego potrzebuje sprawiedliwego podatku, który da równe szanse polskim przedsiębiorcom w walce konkurencyjnej z wielkimi sieciami dyskontów i hipermarketów.

Reklamy

Obecnie sieci prowadzące sklepy wielkopowierzchniowe znajdują się w sytuacji uprzywilejowanej w stosunku do małych i średnich firm". Ponadto, jak możemy przeczytać w analizie przeprowadzonej przez PIH, ekspansja zagranicznych koncernów będących właścicielami wielkopowierzchniowych sklepów oznacza nie tylko kurczenie się liczby niewielkich sklepów prowadzonych często przez polskie rodziny, ale także ogranicza liczbę lokalnych producentów.

Głosy sprzeciwu

Najwięcej sprzeciwu u oponentów tego pomysłu budzi fakt, że to i tak klienci zapłacą ten podatek, gdyż wpłynie on na poziom cen produktów. W przypadku ustawy sklepowej wydaje się jednak, że politycy nie zapomnieli, po co właściwie ją wprowadzają: by ochronić polski handel

Najbardziej miażdżąca dla polskiego handlu opinia została napisana w zeszłym roku przez portal Money.pl: "Polski handel praktycznie nie istnieje. Biedronka, Tesco czy Eurocash zdominowały i zabetonowały nasz rynek. Choć mamy kilka polskich sieci handlowych, to są one malutkie".

Reklamy

Trudno nie zgodzić się z taką opinią. Wystarczy porównać obroty największej obecnie sieci dyskontów w Polsce, należącej do portugalskiej firmy Jeronimo Martins - Biedronki i największej polskiej sieci marketów PPHU Specjał. W pierwszym przypadku mówimy o kwocie 35,8 mld. złotych. W przypadku polskiej sieci jest to kwota w wysokości 7,7 mld. złotych.

Nierówne traktowanie

Dziwić może fakt, że do tej pory rodzimy handel nie mógł liczyć na wsparcie polskiego rządu, podczas gdy zagraniczne sieci nie tylko otrzymują wsparcie od rządów państw, w których mają centralę, ale również dotacje unijne. Dopiero dobrze napisana ustawa o podatku sklepowym ma szanse wyrównać szanse w nierównej walce na wyniszczenie pomiędzy wielkimi sklepami, a małymi i średnimi przedsiębiorstwami. Jak będzie w istocie, zobaczymy po 18 stycznia, gdy rząd zaprezentuje swój projekt ustawy.

Źródło: wgospodarce.pl, money.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #kryzys gospodarczy #podatki #gospodarka