Agencja S&P obniżyła rating ekonomiczny Polski, sygnalizując inwestorom, iż sytuacja finansowa naszego kraju pogarsza się. Uzasadnienie decyzji nie miało jednak charakteru ekonomicznego. Agencja umotywowała swoją decyzję jedynie racjami politycznymi – zagrożeniem polskiej demokracji.

Ekonomiści wyrażają zdumienie, ale Petru – nie !

Wielu finansistów (m.in. Osiatyński, Gronicki, Kuczyński) wyraziło swoje zaskoczenie decyzją agencji ratingowej. Zwolennicy pisowskiego rządu upatrują w postanowieniu S&P akt zemsty na rządzie za podatek nałożony na banki. W tej perspektywie, postępowanie agencji ratingowej można interpretować jako ostrzeżenie przed uchwaleniem przez Sejm prezydenckiej ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych.

Reklamy
Reklamy

Jedynie środowiska polityczne, skupione wokół NowoczesnejPL widzą sens w obniżeniu ratingu ekonomicznego Polski przez S&P. Komentując sytuację, Gasiuk-Pihowicz stwierdziła, iż na negatywną ocenę polskiej gospodarki przez S&P wpływają obietnice PiS – „nieprzeliczone, niesprawdzone, niezweryfikowane z możliwościami budżetowymi”. Petru stwierdził, iż obniżenie ratingu Polski jest konsekwencją zniszczenia przez PiS międzynarodowej reputacji naszego kraju. Jego zdaniem, przyczyniło się do tego uchwalenie ustaw o TK oraz o mediach, a także projekt ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych. Powiedział: „To, co się może wydarzyć w najbliższych dniach, może już być nie do opanowania".

Czy decyzja S&P ma charakter spekulacyjny?

Każde obniżenie ratingu danego kraju przez jedną z trzech najważniejszych na świecie agencji ratingowych zawsze wywołuje gwałtowny spadek kursu jego waluty.

Reklamy

W wyniku decyzji S&P złotówka w ciągu jednego dnia straciła około 1,5% wobec twardych walut. Nie jest więc wykluczone to, że jedyną intencją S&P było spowodowanie procesu dynamicznego osłabiania się w perspektywie krótkoterminowej (około tygodnia) kursu polskiej waluty.

Gwałtowny spadek kursu złotego w krótkim okresie jest w interesie wielkich graczy giełdowych, którzy zamierzają zakupić pokaźne ilości naszego pieniądza. W jakim celu?

Polska #giełda jest wyprzedana. Kursy niektórych akcji osiągają atrakcyjne wartości. Sam indeks WIG20 zbliża się do poziomów z okresu wielkiego krachu finansowego w 2008 r. Kupując słabą złotówkę i nisko wycenione polskie akcje oraz wywołując kilkumiesięczną hossę, fundusze spekulacyjne mogą uzyskać wysoką stopę zwrotu ze swoich inwestycji kapitałowych na polskim rynku w przeciągu półrocznego okresu.

Przykładowa symulacja gry

Obecnie za jedno euro trzeba na rynku zapłacić 4,48 zł. Wymieniając 10 milionów euro na naszą walutę, gracz giełdowy otrzyma 44,8 mln złotych.

Reklamy

Kurs KGHM na GPW wynosi 52,9 za akcję. Stąd za 10 mln euro można kupić 846 880 akcji koncernu miedziowego. Niech po jakimś czasie złotówka umocni się do poziomu 4,15 zł. za 1 euro, zaś kurs KGHM wzrośnie do ceny 75 zł. Wychodząc z polskiej giełdy, inwestor uzyskuje za akcje KGHM 63,536 mln zł., a wymieniając je na euro, ma zysk brutto na poziomie 53% (przy 41 % wzroście akcji KGHM).

Im złotówka osłabi się bardziej, powracając następnie do dotychczasowego kursu, tym rentowność gry wzrasta. Zysk z samego wzrostu kursu polskich akcji podlega dodatkowemu podwyższeniu z tytułu umocnienia się złotówki. Krótkoterminowa hossa na warszawskim parkiecie może więc zostać celowo sprowokowana, aby umożliwić zachodnim podmiotom niemal całkowite wyjście kapitałowe z polskiej giełdy.

„Fastrygowanie hossy” w obecnych warunkach rynkowych na świecie wymaga jednak „magicznej działalności” w mediach. Aby gra udała się, trzeba w nią wciągnąć płotki i leszcze (czyli OFE). Aby wyprowadzić kapitał z polskiego rynku bez większych strat, zachodnie grupy kapitałowe muszą najpierw podnieść indeks WIG20 o co najmniej 30%. Czy Petru wesprze zachodnich bankierów w potencjalnej akcji ucieczki kapitałowej z polskiego rynku finansowego?

Źródła: tvn24bis.pl; wiadomości.gazeta.pl; rp.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#Ryszard Petru #NowoczesnaPL