Składki na ubezpieczenia społeczne naliczane są - mówiąc bardzo ogólnie - od wynagrodzenia. Prowadzący jednoosobową firmę przedsiębiorca nie ma jednak wynagrodzenia za pracę, stąd podstawę do naliczania składek społecznych ustala dla niego #ZUS. Jest to podstawa minimalna, a przedsiębiorca jeśli chce, może opłacać sobie składki od kwoty wyższej. Oczywiście nikt rozsądny tego nie robi. Niemniej całkowite obciążenie miesięczne w zakresie składek społecznych i składki zdrowotnej to dla jednoosobowej działalności gospodarczej kwota ponad 1000 zł. Taką właśnie kwotę na rzecz ZUS musi uiścić przedsiębiorca, niezależnie od tego, czy w danym miesiącu osiągnął dochód, czy stratę.

Reklamy
Reklamy

Pierwsze dwa lata prowadzenia działalności to ZUS na poziomie około 450 zł miesięcznie. Niestety z tej preferencyjnej stawki można skorzystać tylko raz w życiu, a po dwóch latach wpada się w tzw. pełny ZUS i konieczne jest uiszczanie kwoty pełnych składek - właśnie ponad 1000 zł miesięcznie. To ma się jednak zmienić, przy czym planowane zmiany już budzą poważny niepokój wśród drobnych przedsiębiorców.

Składki ZUS na własnej działalności gospodarczej

W jednym z niedawnych wywiadów wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Marcin Zieleniecki zapowiedział, że rząd zamierza zmienić zasady naliczania składek społecznych, płaconych przez przedsiębiorców. Zmiany te polegać mają m.in. na uzależnieniu wysokości składek od wysokości osiąganego dochodu. Dla przedsiębiorców, którzy zarabiają, a nie "dokładają do interesu" zmiana ta oznacza tylko jedno - wyższe obciążenia publicznoprawne z tytułu składek ZUS.

Reklamy

A różnice te mogą być znaczne. Przykładowo przedsiębiorca, osiągający dochód miesięczny na poziomie około 6000 zł płaci obecnie w ramach składek ZUS nieco ponad 1000 zł. Tymczasem po wprowadzeniu pomysłu rządowego w życie zapłaciłby on już ponad dwukrotnie więcej.

Im wyższe przychody, tym wyższe byłyby składki ZUS. Teoretycznie takie rozwiązanie byłoby sprawiedliwe, niemniej należy mieć na względzie, że ZUS sam w sobie traktowany jest jak "zło konieczne" i niektórzy przedsiębiorcy - mając świadomość przyszłych emerytur oraz ewentualnych świadczeń chorobowych - woleliby składek w ogóle nie płacić. Nie rozumieją, dlaczego mają ponieść konsekwencje tego, że ciężko pracują na swój sukces i właśnie przez to rząd chce ukarać ich wyższymi składkami.

Pracujący na etacie być może przedsiębiorców nie zrozumieją, ale ewentualne uzależnienie wysokości składek ZUS od osiąganych przychodów mogłoby zachwiać w ogóle sensem prowadzenia własnej firmy. Osoba pracująca na etacie nie ponosi kosztów prowadzenia działalności, nie kupuje zaopatrzenia, materiałów, nie wypłaca pensji pracownikom.

Reklamy

Oczywiście ma ona wynikające z ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych tzw. koszty uzyskania przychodu, jednak są to stałe miesięczne, niskie kwoty. Tymczasem przedsiębiorca, aby osiągnąć przychód, z reguły musi najpierw ponieść koszty inwestycji. Koszty te mają z pewnością wpływ na podatek dochodowy, ale już nie na składki ZUS.

Podnoszenie ZUS zabija przedsiębiorczość

Drobni biznesmeni mają już dość ciągłych obaw o to, czy w nieokreślonej bliżej przyszłości (z prowadzeniem biznesu zawsze łączy się ryzyko niepewności) nie pojawią się kolejne rozwiązania, których jedynym efektem będzie utrudnianie im życia. Oczywiście, wiek emerytalny zostanie obniżony, PiS szumnie zapowiada dodatki wychowawcze po 500 zł na dziecko, w ZUS dziura budżetowa przeraża coraz bardziej, trzeba zatem gdzieś znaleźć źródło finansowania tych rzeczy. Pytanie tylko, czemu odbywa się to kosztem drobnej przedsiębiorczości? Nie ma się co łudzić - tak drastyczna podwyżka ZUS spowoduje kolejną falę biznesowej emigracji i przenoszenie firm do Anglii czy na Słowację. Może i koncepcja jest słuszna, wszak wyższe składki to wyższa emerytura. Polacy jednak nie liczą już na dostatnie życie na emeryturze, a swoje pieniądze wolą mieć do dyspozycji tu i teraz, chcąc samemu zadbać o swoją przyszłość.

źródło: forsal.pl #finanse #gospodarka