Przedstawiciele PiS oświadczyli niedawno, że zamierzają podjąć prace nad ustawą, zobowiązującą sędziów i prokuratorów do corocznego ujawniania swoich stanów majątkowych. Nie ma w tym zakresie jeszcze żadnego konkretnego projektu ustawy, niemniej sam pomysł wywołał już spore kontrowersje i wiele dyskusji. Co ciekawe, podobny projekt autorstwa Marka Biernackiego pojawił się już kilka lat temu, jednak rządy PO i PSL nie były zainteresowane, aby choć podjąć ścieżkę legislacyjną w jego przypadku. Niezwłocznie po objęciu teki ministra sprawiedliwości Cezary Grabarczyk zdecydował, że prace nad projektem ustawy nie będą kontynuowane, a sam projekt trafił do sejmowego kosza.

Reklamy
Reklamy

W ocenie reprezentantów rządzącego obecnie ugrupowania nie ma żadnych powodów, aby sędziowie i prokuratorzy, działający jako osoby publiczne, nie ujawniali stanów swojego posiadania czy zadłużenia. W ocenie PiS oświadczenia majątkowe sędziów i prokuratorów powinny być jawne, te grupy zawodowe powinny bowiem budzić szczególne zaufanie i w związku z tym ich zarobki i stan majątkowy powinny być transparentne. Tym bardziej, że w ocenie pomysłodawców sędziowie i prokuratorzy mogą być szczególnie narażeni na propozycje korupcyjne. Nie bez znaczenia jest też znikome zaufanie społeczne, jakim w Polsce cieszy się wymiar sprawiedliwości i jego przedstawiciele.

Sędziowie i prokuratorzy nie chcą ujawniać majątków

Oburzenia i krytyki nie kryją przedstawiciele środowisk sędziowskich i prokuratorskich.

Reklamy

W ich ocenie pomysł ujawniania majątków przez sędziów i prokuratorów jest po prostu zły. Sędziowie i prokuratorzy i tak składają corocznie oświadczenia majątkowe. To fakt. Tyle, że są one weryfikowane przez to samo środowisko - sądy apelacyjne. Trudno zatem uznać takie rozwiązanie za transparentne. Nie obroni się w żaden sposób argument, podnoszony przez środowisko sędziowskie, że przecież część majątków pochodzi ze spadków, jakie dziedziczą oni po przodkach, a ujawnienie ich będzie tylko "pożywką dla tłumu" i posłuży kolejnym niezdrowym spekulacjom.

Trywialnym będzie stwierdzenie, że skoro sędziowie i prokuratorzy są nieskazitelni i nie mają się czego bać, a ich (pokaźne nierzadko) majątki pochodzą ze spadków czy uczciwej pracy, to przecież nawet po ujawnieniu swoich stanów posiadania powinni być spokojni. Jako kontrargument wskazują oni jednak, że ujawnienie majątków narazi ich na potencjalne zagrożenie ze strony bandytów czy złodziei.

Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa wskazuje też na potencjalne ryzyko porywania sędziowskich i prokuratorskich dzieci, które następnie miałyby służyć wywieraniu nacisków w celu wypłaty okupu.

Reklamy

Ten argument jest jednak kompletnie chybiony. Liczba porwań dla okupu drastycznie spadła w ciągu ostatnich 10 lat, a bandyci, chcący w ten sposób szybko się wzbogacić, z pewnością upatrzone już mają "znacznie lepsze obiekty zainteresowania". Niepoważny jest również argument, że jeśli sędzia czy prokurator ujawni w swoim oświadczeniu majątkowym posiadaną nieruchomość gruntową, to na podstawie jej powierzchni zostanie zidentyfikowany co do imienia i nazwiska oraz adresu zamieszkania.

Dlaczego sędziowie i prokuratorzy tak niechętnie mówią o swoich pieniądzach?

Tu nie chodzi o zwykłą ludzką ciekawość, wszak nieładnie jest zaglądać komuś do portfela, a i analizując sędziowskie czy prokuratorskie zarobki łatwo dojść do wniosku, że nie są to kokosy. Nie o zazdrość czy zawiść tu zatem chodzi. Można zrozumieć, że nie chcą chwalić się swoimi majątkami, ale przecież jawne oświadczenia majątkowe nie spowodują nagle wzrostu zainteresowania ich stanem posiadania. Dominującej części społeczeństwa to po prostu nie obchodzi, ludzie mają własne życiowe sprawy i problemy. Chodzi o zapewnienie elementarnego poczucia, że sędzia czy prokurator są uczciwi pod każdym względem, a że pieniądze kuszą (także niestety te w kopertach), przekonywać chyba nikogo nie trzeba.

Źródło: gazetaprawna.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #sądownictwo #polskie prawo #finanse