Z przedstawionych przez zwycięzców ostatnich wyborów parlamentarnych projektów walki z bezrobociem i poprawy sytuacji na rynku pracy pracownicy z pewnością mogą być zadowoleni. Program Prawa i Sprawiedliwości zakłada wiele systemowych rozwiązań, których nadrzędnym celem ma być poprawa warunków bytowych osób zatrudnionych i walka z patologiami w zatrudnieniu. Do najważniejszych z tych rozwiązań należy podniesienie płacy minimalnej, rozszerzenie uprawnień związanych z rodzicielstwem i wychowywaniem dzieci, wzmocnienie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie walki z zatrudnianiem na czarno i na umowach śmieciowych, wreszcie zrównanie sytuacji zatrudnionych w zakresie oskładkowania ich umów (podobne obciążenia umów o pracę i umów-zleceń).

Reklamy
Reklamy

Interes pracownika kosztem interesu pracodawcy

To obietnice i projekty. Pytanie, jak i kiedy PiS ma zamiar swoje plany wdrożyć w życie. Tym bardziej, że nie będzie to takie proste. Polepszenie sytuacji pracowników ma odbyć się kosztem pracodawców, a to może tylko zwiększyć niezadowolenie, niechęć do uczciwego zatrudniania i wreszcie jeszcze bardziej powiększyć zjawisko szarej strefy. Łatwo zrozumieć rozgoryczenie pracodawców - samo chociażby podniesienie pensji minimalnej dla pracowników uderzy ich po kieszeniach - przecież część składek na ubezpieczenia społeczne, liczonych od wynagrodzenia brutto pracownika, finansowana jest z własnych środków pracodawcy. Skoro zatem wzrośnie wynagrodzenie za pracę, wzrosną też (już i tak spore) obciążenia z tytułu ZUS.

Podobnie wygląda kwestia pracowniczych uprawnień rodzicielskich.

Reklamy

Chwała PiS za to, że troszczy się o młodych rodziców i poprawę sytuacji demograficznej w kraju, ale niech to nie odbywa się kosztem przedsiębiorców. Przecież pracownicę - matkę, która urodziła i wychowuje dziecko, ktoś musi w pracy zastąpić. A tego kogoś trzeba przeszkolić, przebadać, wdrożyć - to wszystko kosztuje i czas i pieniądze. Może warto w tym zakresie, myśląc o pracownikach, pomyśleć też o ulżeniu pracodawcy, chociażby w kwestiach finansowych.

Rozszerzenie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy ma dotyczyć głównie zwiększenia katalogu sytuacji, w których Inspekcja Pracy może prowadzić kontrole pracodawcy bez uprzedniej zapowiedzi. Obecnie kontrole bez zapowiedzi prowadzone są przede wszystkim w przypadku podejrzenia zatrudniania na czarno. Po zmianie przepisów zostaną one rozszerzone m.in. o kontrolę terminowości wypłaty wynagrodzeń, prawidłowość rozliczania czasu pracy, udzielania urlopów wypoczynkowych itp.

Pytanie jednak, czy naprawdę konieczne jest "dokręcanie śruby" pracownikom, skoro już teraz podlegają oni kontroli przynajmniej ośmiu różnego rodzaju organów.

Reklamy

Warto zadać sobie pytanie, skąd w ogóle bierze się zatrudnianie w szarej strefie. Może wynika ono z represyjności przepisów prawa pracy i wysokich kosztów zatrudnienia? A przecież to nie zawsze jest tak, że to pracodawca zmusza pracownika do pracy bez umowy. Nierzadko pracownicy sami chcą pracować na czarno, oszczędzając w ten sposób na potrącanych z ich wynagrodzenia składkach ZUS.

Przepisy prawa pracy do zmiany

Kodeks pracy to ustawa pochodząca z 1974 roku. Opracowana w zupełnie innych realiach gospodarczych, coraz mniej przystaje do obecnych czasów i warunków. Może warto, dążąc do poprawy sytuacji pracowników, zastanowić się nad kompleksowym rozwiązaniem w tym zakresie. Co z tego, że poprawią się warunki pracy pracowników, jeśli odbędzie się to kosztem pracodawców. Ci ostatni zwyczajnie przestaną zatrudniać albo jeszcze bardziej pogłębią szarą strefę.

Można mieć jedynie nadzieję, że PiS wprowadzane przez siebie zmiany zamierza konsultować na forum Rady Dialogu Społecznego. Być może, dzięki szerokim konsultacjom uda się poprawić sytuację pracowników, ale też - walcząc z bezrobociem i patologiami na rynku pracy - wesprzeć przedsiębiorców i pracodawców. Byłoby to z pewnością bardzo pożądane.

Źródło: money.pl, gazetaprawna.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez zgody Blasting Sagl zabronione. #praca #polskie prawo #finanse