Uczelnie angielskie za miesiąc bedą kończyć nabory na studia i coraz bardziej patrzą chętnie w stronę Polski. Bo #studenci stąd są zdolni, pracowici i niemal zawsze odnoszą zawodowy sukces. A to ważne, bo ten sukces buduje prestiż uczelni. Młodzi Polacy coraz odważniej wyjeżdżają – w końcu brytyjski dyplom to gwarancja dobrej pracy. Również nad Wisłą.

Aplikujący na studia na prestiżowych brytyjskich uczelniach nie lubią, kiedy mówić o nich, że są kolejną grupą emigracji Polaków na Wyspy Brytyjskie. Ich świat nie ma granic takich, jak pojmuje je pokolenie ich rodziców i dziadków. Nie lubią również, kiedy na modłę brytyjskiej polonii, mówić, że jadą studiować w 'jukeju'.

Reklamy
Reklamy

UK to nazwa Wielkiej Brytanii zastrzeżona dla doskonale znających język i świetnie wykształconych młodych lekarzy, prawników i menedżerów z brytyjskimi dyplomami i polskimi paszportami - ale tylko wówczas, kiedy rozmawiają między sobą po angielsku. Poza tym nie mówią, że studiowali w Anglii, czy Wielkiej Brytanii. Są absolwentami Oxfordu, Cambridge czy University of Roehampton.

Kiedy młoda businesswoman Aleksandra Kozera zakładała Elab, firmę zajmującą się wysyłaniem polskiej młodzieży na angielskie studia, nie spodziewała się, że idea studiowania za granicami Polski stanie się tak popularna. Czy to moda? Styl życia? Po części pewnie też, ale przede wszystkim uważna ocena szans, jaką dają studia w Anglii. Brytyjski dyplom jest honorowany na całym świecie – z polskimi bywa różnie. Zresztą, polski system edukacyjny kuleje już od wielu dekad, rokrocznie wypuszczając na rynek pracy tysiące magistrów, którzy nie mogą sobie znaleźć miejsca.

Reklamy

Podobnie zresztą jest ze szkołami średnimi. Ogólniaki nie dają zawodu, a jedynie szansę na studia. I chyba nie najlepiej do tych studiów przygotowują, skoro ostatnie trzy lata matury zdawało jedynie mniej więcej trzy czwarte absolwentów szkół średnich.

- Kiedy zakładałam z koleżanką Elab miałyśmy ambicje wspierać polską młodzież w staraniach o studia w Anglii – mówi Aleksandra Kozera. - Dzisiaj jesteśmy partnerem wielu prestiżowych uczelni brytyjskich, więc po prostu jest nam łatwiej pomagać dostać się na te studia. Przede wszystkim wiemy, kogo uczelnie chcą widzieć w swoich murach. A ma to kluczowe znaczenie w pisaniu listu motywacjnego o przyjęcie na studia. Co więcej, pomagamy odpowiednio taki list napisać, podobnie, jak wypełnić odpowienie dokumenty. Ale, co jest chyba najważniejsze, siadamy z kandydatami i przeglądamy oferty brytyjskich uniwersytetów. To ma ogromne znacznie, bo często kryteria, które decydują o przyjęciu, bądź nie, są tak określone, że średnio, czy po prostu nienajlepiej zdana matura, przestaje być kluczowym problemem.

Reklamy

Skąd wiedzą, jakich argumentów użyć w staraniach o wymarzony kierunek?

- No właśnie na tym polega nasza siła – śmieje się Aleksandra Kozera. - Oczywiście nie zdradzę tego, bo nasze know-how jest gwarancją sukcesu, również naszego. Poza tym, to często kwestia tak indywidualna, że trudno jest mówić o jakimś zbiorze przepisów na sukces w staraniach o miejsce na brytyjskim uniwersytecie. To kwestia indywidualnego przygotowania i przejścia procedur, działania aż do otrzymania brytyjskiego indeksu. Indeksu, z kŧórego w równym, co on, stopniu, cieszą się także rodzice.

Popularność nauki w Wielkiej Brytanii rośnie również w związku z upadaniem mitu, że to studia wyłącznie dla milionerów.

- Myślę, że z pewnością dla klasy średniej – mówi Aleksandra Kozera i dodaje: - Tak naprawdę, jeżeli potraktować lyceum, czy studia, jak inwestycję o wysokiej stopie zwrotu, to stać na nie przynajmniej połowę polskich rodzin. #praca #emigracje