Lotnisko w Radomiu zakończono budować wiosną 2014 roku. Sfinansowano je z budżetu Miasta Radomia oraz środków Unii Europejskiej i województwa mazowieckiego. Brzmi nieźle, ale od tego czasu nie był to praktycznie port lotniczy, gdyż nie latały z Radomia żadne samoloty pasażerskie. W styczniu tego roku na lotnisku zatrudnionych było 141 pracowników, którzy codziennie przychodzili do pracy, patrzyli się w niebo i wypatrywali samolotów, których nie było.

Nadeszła jednak wreszcie rewolucja i zgodnie z zapowiedziami zarządu od września rozpoczęły się regularne loty do stolicy Łotwy, Rygi. Samoloty typu Dash q400 (takie jak w byłym Eurolocie), mieszczące na pokładzie 78 pasażerów, latają na tej trasie we wtorki, czwartki i soboty, w obie strony.

Reklamy
Reklamy

Inauguracyjny lot odbył się 1 września, ale sukcesu nie zanotowano. Do Polski przyleciało… zaledwie 7 osób. Czy Air Baltic podjęło najgorszą decyzję w swojej historii? Policzmy, ile wynoszą straty na takim locie.

Ile kosztuje jeden lot?

W samolocie najdroższa jest benzyna. Na szczęście ten model – Dash q400 - jest jednym z najoszczędniejszych samolotów, więc kwota nie jest jeszcze najwyższa. Koszt paliwa, według aktualnych stawek w Polsce (ok. 2,3 zł za litr), wynosi na tej trasie w przybliżeniu 3000 złotych.

Istnieją jeszcze dwa typy opłat nawigacyjnych, które linie muszą płacić za przebywanie samolotów w kontrolowanej strefie powietrznej. Pierwsza z nich to opłata trasowa, a jej wartość, regulowana przez Eurocontrol, zależy od masy samolotu oraz długości trasy i jest jednakowa na całej trasie lotu (w Polsce, na Litwie i Łotwie).

Reklamy

Za podróż z Radomia do Rygi trzeba zapłacić 186 euro, czyli ok. 787 zł.

Drugi typ opłaty nawigacyjnej, to tzw. opłata terminalowa, płacona za korzystanie z lotniska, które także jest obsługiwane przez kontrolerów ruchu lotniczego. Po obliczeniach okazuje się, że pobyt samolotu na lotnisku w Rydze kosztuje 58,8 euro, czyli ok. 250 złotych, a w Radomiu aż 518 zł.

Ostatnie pieniądze, które dodajemy do kosztów, to opłata lotniskowa. Zakładając, że lotnisko w Radomiu, aby przyciągnąć przewoźnika, zwolniło go z tych opłat, uwzględniamy Rygę, gdzie za lądowanie i pasażerów zapłacimy kolejne 250 złotych.

Podsumowując powyższe składowe koszty, uzyskujemy kwotę ok. 4800 zł. Oczywiście, do tego dochodzą jeszcze pensje pilotów, stewardess, obsługi naziemnej i innych pracowników, pewne opłaty za korzystanie z infrastruktury lotniskowej (autobus dla pasażerów, cysterna itp.) oraz to, że linia pewnie chce osiągnąć jakiś zysk. Można więc założyć (i jest to założenie baaardzo optymistyczne), że Air Baltic za jeden lot na trasie #Radom-Ryga lub na odwrót musi zapłacić około 5ooo złotych.

Reklamy

Kto za to zapłaci?

Mówimy cały czas o wydatkach, a przecież muszą gdzieś być zyski, żeby to było opłacalne. I tu jest problem, bo przecież w pierwszym locie na pokładzie znalazło się 7 pasażerów. Każdy z nich zakupił bilet, który kosztuje 68 euro, czyli 288 zł. Więc na tym inauguracyjnym locie Air Baltic zarobiło na biletach dokładnie 2016 złotych! I chociaż wtedy wyleciało z miasta aż 35 osób, to dwa dni później w samolocie z Radomia znalazło się już tylko 2 pasażerów!

Chyba każdy widzi od razu, że coś tu nie gra i loty są kompletnie nieopłacalne. Takich przypadków, zwłaszcza na małych lotniskach, jest dużo więcej. Znaną jest bowiem praktyką, że lokalne samorządy dopłacają liniom lotniczym za loty w zamian za rzekomą „promocję regionu”. Tyle że jakiś czas temu Unia Europejska zabroniła stosować takie praktyki i uznała je za niezgodne z prawem. Mimo to w wielu miejscach sytuacja się nie zmieniła, a w przypadku Radomia jest wręcz ewidentna – jakieś władze dotują łotewskie linie trzy razy w tygodniu! A to nie jest koniec wydatków miasta czy województwa, bo od połowy września ruszają także loty z Radomia do Pragi, które zapewne też nie przyniosą zysku. #linie lotnicze