W wywiadzie dla TV Republika prof. Grażyna Ancyparowicz, była dyrektor departamentu finansów GUS, powiedziała, iż w Polsce następuje coraz silniejsze rozwarstwienie społeczne. Dla najbogatszych 10% społeczeństwa poziom konsumpcji w ostatnich latach wzrósł czterokrotnie. Dla tej grupy Polska jest zieloną wyspą i będą oni bronić swojego punktu widzenia jak niepodległości. W tym samym czasie dla najuboższych 10% Polaków udział w konsumpcji spadł z 4% do 2%. Według prof. Ancyparowicz, przy utrzymywaniu dotychczasowego stylu rządzenia krajem obszary nędzy będą się poszerzać. Jednocześnie kapitał będzie się kumulował w rękach nielicznych, powodując powstawanie wielkich fortun.

Reklamy
Reklamy

Jeśli idzie o rozdział dóbr w społeczeństwie, wpisujemy się w standardy krajów trzeciego świata. Profesor zaznacza jednak , iż z dumą możemy powiedzieć, że należymy do tych nie najuboższych krajów trzeciego świata.

Prawie połowa Polaków klepie biedę

Jak podaje „Rzeczypospolita”, 40% Polaków żyje poniżej minimum socjalnego. Badania Instytutu Pracy i Polityki Społecznej wykazują, że aby żyć, a nie wegetować trzyosobowa rodzina z małym dzieckiem musi mieć 2661 zł miesięcznie dochodu, czteroosobowa rodzina 3437 zł, zaś pięcioosobowa - 4200 zł. Dwie osoby muszą mieć 1793 zł miesięcznie, podobnym dochodem powinno dysponować gospodarstwo emeryckie. Tymczasem 40% polskiego społeczeństwa nie posiada takich pieniędzy. Powyższe dane dotyczą osób, które pracują i często w związku z tym mają problem nawet z pieniędzmi na dojazd do pracy.

Reklamy

Praca nie chroni przed ubóstwem

Spauperyzowana jest ogromna część społeczeństwa. Należą do nich także ludzie młodzi, którzy mają pracę, ale nie pozwala ona na odkładanie pieniędzy. Żadnych oszczędności nie posiada 90% polskiego społeczeństwa. Istnieje cała klasa ludzi, najczęściej młodych, którzy pracują, ale ich #praca jest tak nisko opłacana, że nie mają żadnych zabezpieczeń finansowych. W związku z tym utrata zatrudnienia oznacza dla nich szybkie osuwanie się w przepaść biedy, a czasami nawet w bezdomność.

Głosy rozpaczy słychać tylko w Internecie, telewizja jest głucha

28 letnia kobieta na jednym serwisów internetowych napisała: „gdy w TV mówią, iż Polki nie chcą rodzić dzieci, to zmieniam kanał. Ja i mój maż jak wiele polskich par marzymy o dziecku i by zostać rodzicami, lecz pracuję na umowę-zlecenie i zarabiam 1250 zł miesięcznie w sklepie. Nie mam żadnej pewności, czy będę miała tę prace za kilka miesięcy. Nie przysługuje mi macierzyński urlop, nie mam też zwykłego płatnego urlopu, więc choroba oznacza, że zabraknie pieniędzy na najzwyklejsze, podstawowe potrzeby.

Reklamy

Z minimalnej krajowej nie da się nic odłożyć, a nie mając umowy na stałe zatrudnienie, nie dostanie się kredytu. Państwo za to z moich podatków chce wspierać imigrantów, funduje in vitro i walczy o prawa mniejszości seksualnych, w tym prawo do zmieniania sobie płci. Mąż śmieje się gorzko, że jak tak dalej pójdzie, to się zapisze do organizacji gejowskiej. Nie będzie miał wtedy problemu z otrzymaniem dobrze płatnej pracy i znajdzie się w kręgu ludzi, o których państwo dba.

Obywatel jako dojna krowa

Powyższa opinia wyraża punkt widzenia wielu młodych osób w Polsce. Państwo jest zainteresowane obarczaniem obywateli, kolejnymi obciążeniami podatkowymi przy jednoczesnym niewywiązywaniu się z swoich podstawowych obowiązków. W tej kuriozalnej sytuacji można powiedzieć, że rząd wciąż pragnie tylko naszego dobra, ale, niestety, nam tak niewiele go już zostało.

Źródło: "Rzeczypospolita" #rodzicielstwo #finanse