#Unia Europejska prowadziła do tej pory politykę przyznawania tak zwanych kwot mlecznych dla każdego kraju członkowskiego. W ramach limitu przyznanego Polsce, każdy producent mógł  zgłosić ilość mleka, które w danym roku wyprodukuje i odsprzeda. Limity opiewały na tak zwane kwoty hurtowe i bezpośrednie. Limit hurtowy określał ilość mleka, jaką od rolnika odbierał punkt skupu za cenę gwarantowaną. Natomiast kwota bezpośrednia - to ilość mleka, jaką producent mógł sprzedać bezpośrednio konsumentom, z pominięciem skupu.

Limity obowiązywały wszystkich graczy rynku mlecznego

Rozwiązanie polegające na przyznawaniu kwot mlecznych wprowadzono w krajach UE już w połowie lat osiemdziesiątych XX w., w celu ograniczenia zjawiska nadprodukcji mleka.

Reklamy
Reklamy

Poszczególne państwa nie mogły prowadzić między sobą odsprzedaży przyznanych kwot. Mogli to robić wyłącznie indywidualni producenci. Przekroczenie kwot mlecznych skutkowało nałożeniem kary pieniężnej. Polska płaciła karę za sezony 2005/2006 (240 mln zł), 2012/2013 (16 mln zł) i 2013/2014 (195 mln zł). Rozliczenie sezonu 2014/2015 wykazało konieczność zapłacenia prawie 660 mln zł. Opłatę pokryją ci hodowcy, którzy przekroczyli swoje limity. Kara za przekroczenie kwot mlecznych może zostać rozłożona na 3 raty, na podstawie wniosku złożonego do Agencji Rynku Rolnego najpóźniej do 11 września br. Pierwszą ratę producent musi wpłacić do końca września 2015 r., a następne - w 2016 i 2017 r. Oprocentowanie należności może zostać pokryte przez państwo w ramach tzw. pomocy de minimis (do 15 tys. euro wsparcia przez 3 lata na każde gospodarstwo).

Reklamy

Dlaczego polscy rolnicy i przetwórcy nie cieszą się ze zniesienia kwot mlecznych?

Obowiązywanie kwot mlecznych przedłużano kilkakrotnie, ale od 2015 r. zostały one w końcu zniesione. Rynek mleka uwolniono i teoretycznie każdy może wyprodukować dowolną ilość mleka. Polscy rolnicy jednak nie wydają się zbytnio ucieszeni, a to za sprawą braku gwarancji cen. Uwolnienie rynku mlecznego oznacza, między innymi, deregulację cen skupu. Hodowcy podkreślają, że obawiają się celowego zaniżania cen skupu aż do poziomu braku opłacalności  produkcji mleka. Obawy te dotyczą przede wszystkim hodowców indywidualnych oraz niewielkich spółdzielni producenckich.

Dla polskiego rynku mleczarskiego charakterystyczne są niewielkie stada hodowlane, małe mleczarnie oraz niewielkie moce przerobowe. Pogłowie przeciętnego polskiego stada krów mlecznych to 6 zwierząt (Niemcy - 46, Dania 146). Dla zapewnienia opłacalności produkcji mleka i drastycznego obniżenia kosztów hodowcy powinni zatem zakładać duże spółdzielnie lub indywidualnie tworzyć znacznie bardziej liczebne stada.

Reklamy

Ponadto zagrożony jest byt dwustu polskich mleczarni, które w sumie przerabiają o dwie trzecie mleka mniej niż znakomicie przygotowane do uwolnienia rynku mleczarnie niemieckie. Istnieje zatem uzasadniona obawa zalewu polskiego rynku zagranicznym mlekiem i wyrobami mlecznymi, zwłaszcza z Niemiec.

Komu to jest na rękę?

Jeszcze kilka miesięcy temu w polskich mediach forsowano informację o zdobywaniu szturmem chińskiego rynku. Rynek ten miał zastąpić zakazany eksport polskiego mleka i jego przetworów do Rosji. Jak się jednak okazuje, Chińczycy znacznie ograniczyli import. Losy polskich producentów, hodowców i przetwórców zdają się obecnie leżeć w rękach wielkich sieci handlowych. A te, jak wiadomo - nie są markami polskimi i dobro polskiego przemysłu mleczarskiego nie spędza im snu z powiek. Już teraz słyszy się żądania obniżek cen przez dostawców towarów do sklepów wielkopowierzchniowych. Być może klientów hiper i supermarketów ucieszy cena masła poniżej 9 zł za kilogram, ale zmasowany nacisk sieci handlowych na producentów, przetwórców i dostawców mleka przyniesie przede wszystkim kolejne plajty małych, polskich sklepów i stoisk.

Źródła: onet.pl, farmer.pl, Rzeczpospolita, tygodnik-rolniczy.pl #kryzys gospodarczy #rolnictwo