Jeszcze do niedawna, u pani ekspedientki z osiedlowego sklepiku, robiliśmy codzienne zakupy zawsze świeżych produktów żywnościowych. Lubiliśmy je, bo znano tam nasze gusty, przyzwyczajenia, polecano nam to, co trzeba. Równie miłe były sąsiedzkie spotkania i rozmówki w sklepie, ale to już niestety przechodzi do historii. Żeby dziś mały, lokalny sklep ze świeżymi, zdrowymi, polskimi produktami był w stanie się utrzymać – to już wielka rzadkość. Bo też polskich sklepów jest w Polsce coraz mniej.

Dominacja na rynku

Obecnie na polskim rynku królują wielkie, międzynarodowe sieci super i hipermarketów. Są to sklepy firm dysponujących ogromnym, ale obcym kapitałem, za granicę trafia zatem gros zysków z czynionych przez nas zakupów.

Reklamy
Reklamy

Duże sieci handlowe są bardzo ekspansywne, dla zwiększenia skali obrotów tworzą swe placówki na całym świecie, w tym również i w naszym kraju. Wystarczy wymienić chociażby: Biedronkę (rodem z Portugalii), która ma u nas około 2,6 tys. placówek, brytyjskie Tesco (około 450 sklepów), duńskie Netto (około 315), niemiecki Kaufland (około 180) i Lidl (ponad 550 placówek) i wiele jeszcze innych.

Sklepy tych sieci zwykle czynne są znacznie dłużej, praca odbywa się na zmiany, także w dni wolne, często oferowane są także sporo niższe ceny. Nie odbywa się to jednak bez krzywdzenia polskich pracowników (za co nasze władze potrafią im jeszcze przyznawać odznaczenia). Straty (gospodarcze, zdrowotne) ponoszą także polscy konsumenci, bo sprzedawane tam produkty wcale nie są zdrowsze, bardziej świeże czy lepsze, a jedynie tańsze!

Przy okazji zakupów czynionych w marketach nie nawiązujemy już żadnych społecznych więzi. Stajemy się tam zupełnie anonimowymi, statystycznymi typowymi nabywcami.

Reklamy

Zatem i nasze potrzeby winny podlegać ogólnym (a nie zindywidualizowanym) międzynarodowym trendom. Powinniśmy zacząć gustować w niezdrowym, ale trwałym pożywieniu, naszpikowanym chemikaliami, utrwalaczami, barwnikami, polepszaczami oraz wzmacniaczami smaku, zapachu itp. Ponadto koniecznie winniśmy nauczyć się kupować na zapas i nie oczekiwać niczego świeżego, bo to takie mało światowe!

Co zostało polskie?

Z wielu firm handlujących artykułami spożywczymi tylko nieliczne pozostały podmiotami w pełni polskimi. Są jednak w zdecydowanej mniejszości, jeśli chodzi o skalę obrotów. Na 137,7 tys. placówek (na koniec 2014 r.) jedynie ok. 3,6 tys. stanowiły duże dyskonty, ale to one właśnie są największą potęgą w zakresie obrotów (52 mld zł w 2014 r.) Co roku przybywa w Polsce około 200 placówek dużych i tanich sieci międzynarodowych. Tymczasem liczba polskich małych i średnich sklepów – maleje.

Polskie sieci to:

  • Społem – sieć spółdzielcza z historycznymi tradycjami, założona w 1868 roku w Łodzi, posiada ok. 4 tys. placówek, zatrudnia ok. 50 tys osób. Z uwagi na zwartą ogólnopolską sieć Społem ma szanse negocjowania korzystnych cen. Spółdzielczość spożywcza wciąż świetnie sobie radzi np. w Finladndii (36% udziału w rynku) czy Włoszech (17,7%).
  • POLO market - polska sieć supermarketów stworzona w 1997 roku, obecnie ma około 440 sklepów. Korzysta z dostaw lokalnych producentów, skutecznie konkuruje i się rozwija.
  • Piotr i Paweł – założona w 1990 r. w Poznaniu sieć polskich delikatesów, jest ich obecnie około 115. Sieć prowadzi też punkty sprzedaży na zasadach franczyzy.
  • MarcPol – sieć założona we wschodniej Polsce w 1988 r. posiada obecnie około 66 punktów.
  • Alma – firma, która od 1994 roku notowana jest na GPW, posiada 43 sklepy, zatrudnia ponad 2 tys. pracowników.

Takie sieci sklepów jak Lewiatan (do niedawna polski) czy Carrefour albo Intermarche są oparte na modelu franczyzowym.

Reklamy

Zasady działania oraz struktury własności bywają tam jednak dość niejasne i zmienne.

Chyba jednak warto preferować to, co polskie, wówczas może uda nam się dokonać korzystnych dla polskiej ekonomii zmian?

źródło: wyborcza.biz/biznes #polskie prawo #odżywianie #finanse