"Dług, który mamy obecnie ogranicza tempo naszego wzrostu i znacząco hamuje rozwój, ale też nas nie pogrąża, bo nasza gospodarka jest w stanie go obsłużyć" - stwierdza w rozmowie z Blasting News Aleksander Łaszek, Główny Ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Paweł Mazur: Ile wynosi zadłużenie Polski i jaka część z tego zadłużenia to dług jawny, a jaka ukryty?

Aleksander Łaszek: - Aktualnie zadłużenie jawne to około 60% PKB, zaś ukryte zadłużenie to 175% PKB. My w tych wyliczeniach wciąż nie wykazujemy dokonanego przez rząd "skoku na OFE", gdyż czekamy na ostateczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli Trybunał stwierdzi, że było to legalne, należałoby zmniejszyć dług o około 8% PBK.

Reklamy
Reklamy

Rząd, zgodnie ze swym planem, przejął aktywa zgromadzone w Otwartych Funduszach Emerytalnych i teraz koalicja chwali się, że doprowadziła do zdjęcia z Polski procedury nadmiernego deficytu. Czy rzeczywiście ktokolwiek zmniejszył dług publiczny w Polsce?

Uczciwie trzeba powiedzieć, że zmniejszenie długu to bardzo ambitny cel. Nam chodzi przede wszystkim o to, żeby nominalnie dług przestał rosnąć, co przy wzroście gospodarki pozwoli zmniejszyć stosunek długu do PKB - licznik niech stoi w miejscu, a wtedy będzie już można uznać to za sukces. Teraz licznik jednak ciągle pracuje, dług rośnie.

Czy można w jakikolwiek obiektywny sposób porównać obecne zadłużenie Polski do tego, które pozostało po "czasach Gierka"?

Tak naprawdę nie jest to w żaden sposób możliwe, bo wprawdzie nasze zadłużenie było wtedy mniejsze, ale też i nasza gospodarka była w innym miejscu.

Reklamy

Ten dług, który mamy obecnie ogranicza tempo naszego wzrostu i znacząco hamuje rozwój, ale też nas nie pogrąża, bo nasza gospodarka jest w stanie go obsłużyć. W latach osiemdziesiątych mieliśmy mniejszy dług, ale siła naszej gospodarki była o wiele mniejsza.

W ostatnich dniach premier Kopacz uspokajała, że "w Polsce nie będzie drugiej Grecji". Jak by się Pan ustosunkował do tej wypowiedzi?

Faktycznie, w Polsce nie ma mowy, żeby powtórzył się grecki scenariusz, a to z uwagi na fakt, że rynki finansowe nie pozwoliłyby nam na tak wielkie jawne zadłużenie jak w przypadku Greków. #Grecja miała tego pecha, że przyjęła Euro i z tego tytułu była traktowana inaczej - wszyscy uwierzyli, że będzie w stanie spłacić swe zobowiązania i pożyczali jej chętnie. My możemy zapomnieć o tym, że moglibyśmy się zadłużyć do poziomu 120-150% PKB, bo dużo wcześniej stracilibyśmy wiarygodność. Przykłady krajów z naszego regionu, jak choćby Słowenii, czy Węgier pokazują, że już zadłużenie około 70-80% PKB zaczyna bardzo negatywnie wpływać na wzrost.

Reklamy

Poza tym, nasza gospodarka jest silniejsza od greckiej i przy wszystkich regulacjach, które trzeba poprawić, ma swoją dynamikę. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale na pewno lepiej poradzilibyśmy sobie z podobnym kryzysem.

Jaki duży wpływ na sytuację gospodarczą Polski może mieć wyjście Grecji ze strefy Euro i jakie globalne konsekwencje może spowodować takie wydarzenie?

Wydaje się, że konsekwencje będą raczej ograniczone, choć oczywiście tego typu kryzysy mają to do siebie, że mogą zaskakiwać i nigdy nie da się z całą pewnością prognozować ich przebiegu. Na pewno można przypuszczać, że wzrośnie awersja do ryzyka i inwestorzy będą unikać rynków wschodzących, co w jakiś sposób może nas dotknąć. Ponadto jakiś efekt wyjścia Grecji ze strefy Euro możemy też odczuć w relacjach z naszym największym partnerem handlowym, czyli z Niemcami. #Unia Europejska #finanse