W jednym ze swoich ostatnich przemówień premier Ewa Kopacz powiedziała, iż rolą państwa jest dopłacanie temu, kto mało zarabia, aby mógł godnie żyć. Hasło to w ustach polityka, reprezentującego ponoć liberalną część społeczeństwa, zabrzmiało nie tyle jak pusta obietnica, co jak diametralna zmiana frontu i poglądów. Dlaczego?

Dopłaty do pensji minimalnej to nie jest nowy pomysł na gruncie ekonomii. Pytanie tylko, na ile są one możliwe w obecnym stanie finansów państwa, na ile są one faktycznym politycznym planem, a na ile jedynie grą wyborczą przed jesiennymi wyborami.

Dopłaty dla pracowników z pensją minimalną

Pomysł dopłat do pensji minimalnych zrodził się niejako przy okazji omawiania problematyki umów śmieciowych.

Reklamy
Reklamy

Premier #Ewa Kopacz potwierdziła już, że rozwiązanie problemu umów śmieciowych ma być częścią programu Platformy Obywatelskiej. Pozostaje jednak pytanie, czemu dopiero teraz, przed jesiennymi wyborami, skoro temat śmieciówek już dawno pojawił się w polityczno - ekonomicznym obiegu.

Zapowiedziane przez Ewę Kopacz rozwiązania mają dotyczyć również problematyki obciążeń składkowych wynagrodzeń. Brak jednak na tym etapie jakichkolwiek konkretów - nie wiadomo, czy dopłaty do pensji będą powiązane ze stażem pracy pracownika, rodzajem zatrudnienia itp. Ze względu na brak jakichkolwiek szczegółów, dopłaty do pensji minimalnej są póki co jedynie szumnym hasłem, które ma nieść za sobą wzrost poparcia politycznego, a nie ekonomiczne zmiany, istotne zarówno dla pracodawców, jak i pracowników oraz osób zatrudnionych na śmieciówkach.

Reklamy

Umowy śmieciowe - nie ma skutecznego lekarstwa

Od 1 stycznia 2016 r. obowiązkowe stanie się odprowadzanie składek do ZUS od wszelkich umów zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. To część planu Platformy walki ze śmieciówkami. Abstrahując jednak od rozważań natury ekonomicznej, śmiało można stwierdzić, że pomysł zmian był dobry, ale tradycyjnie wylano dziecko z kąpielą. Jeśli umowy śmieciowe były i nadal są problemem, to nie da się z nimi walczyć ani za pomocą dodatkowych obciążeń składowych, ani środkami typu dopłaty do pensji minimalnej. Oczywiście szumnie zapowiadane w mediach zmiany przepisów może i przysporzą popularności politycznej i poparcia, ale jakie będą ich skutki da małych przedsiębiorców - pracodawców?

A to akurat łatwo ocenić - ani ozusowanie umów-śmieciówek, ani dopłaty do pensji minimalnej nie uregulują ryku zatrudnienia i nie wyleczą go z patologii. Nie będą też odpowiedzią na pytanie, jak przeżyć za minimalną krajową. Za to stworzą nowe patologie albo zwiększą skalę dotychczas istniejących, jak np.

Reklamy

zatrudnianie w szarej strefie. Już teraz niektórzy przedsiębiorcy kalkulują, co będzie bardziej opłacalne - czy zatrudnianie za pensję minimalną z dopłatami, czy zatrudnianie na czarno z ewentualnymi grzywnami.

Nie ma co się dziwić. Pracowników zatrudnia się po to, aby realizowali interes pracodawcy, a skoro ustawodawca zamierza "dokręcić śrubę" pracodawcom, a z drugiej strony mami ich niepewnymi dopłatami do pensji minimalnej, rozrost szarej strefy wydaje się być naturalną konsekwencją tego typu działań.

Być może, Ewa Kopacz chce dobrze. Być może, zmusza ją do głoszenia tego typu haseł zaplecze polityczne - Platforma Obywatelska. Być może, są to tylko działania wymierzone w maksymalizację poparcia przed jesiennymi wyborami. Nawet jeśli nie ma jeszcze żadnych konkretów dopłat do pensji minimalnej, skutków tych potencjalnych zmian przedsiębiorcy mogą obawiać się już dziś. A pracownicy niech nie liczą na cuda. Szara strefa w zatrudnieniu nie wynika z niechęci pracodawców i ich wyzysku. Ona wynika właśnie z takich jak proponowana zmian.

Źródło: bankier.pl, money.pl, podatki.biz #system finansowy #polskie prawo