Grecki premier Aleksis Tsipras oraz jego minister finansów Janis Werufakis i przedstawiciele innych krajów Unii Europejskiej prowadzących z Grecją rozmowy w sprawie programu pomocy finansowej wzajemnie oskarżają się o szantaż. Co najdziwniejsze: jedni i drudzy prawdopodobnie mają rację.

Groźby i prośby

Pozostałe kraje Unii grożą Grekom, że nie dostaną pieniędzy, jeśli nie zwiększą obciążeń finansowych dla własnych obywateli i nie będą jeszcze bardziej "zaciskali pasa". Ci z kolei odpowiadają, że jeśli nie dostaną pieniędzy na swoich warunkach, to zbankrutują i będą mogli odetchnąć, mówiąc wierzycielom: tak, jesteśmy niewypłacalni, a teraz zostawcie nas już w spokoju.

Reklamy
Reklamy

Niektórzy politycy i ekonomiści tupią w tej sytuacji nogą, mówiąc, że na taki szantaż ze strony Grecji pozwolić nie można, ale w Unii nie ma też pełnej jednomyślności w temacie co począć z tą "grecką tragedią". Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk stwierdził, że Unia nadal chce pomagać Grecji, ale Greków nie można "uszczęśliwić na siłę, wbrew ich woli". Innego zdania był już jednak Prezydent Francji Francois Hollande, który stwierdził, że pozostałe kraje Unii "muszą zrobić wszystko, by utrzymać Grecję w strefie Euro". Ostatecznie, mimo różnych głosów, wydaje się, że "furtka" dla Grecji może być jeszcze otwarta do momentu rozstrzygnięcia greckiego referendum, w którym już za kilka dni to obywatele mają wypowiedzieć się czy są za, czy przeciwko przyjęciu unijnej wersji pomocy. Na pewno cała sytuacja byłaby o wiele prostsza, gdyby Grecy nie przyjęli wcześniej wspólnej europejskiej waluty.

Reklamy

Przyjęli ja jednak i trudno przypuszczać, by ogłoszenie przez Grecję niewypłacalności nie pociągnęło za sobą poważnych konsekwencji dla kursu Euro.

Grecy mają dość, inni mają dość Greków

Sami Grecy, zmęczeni trwającym od lat kryzysem i pomysłami na kolejne dodatkowe daniny, woleliby widzieć jakiś realny kres swojej udręki - nawet, jeśli będzie to bolesne wydarzenie. Z greckiego punktu widzenia można zresztą powiedzieć, że nie byłoby to nic nowego, bowiem ten kraj był już bankrutem pięciokrotnie. Niektórzy twierdzą wręcz, że w przypadku Grecji jej obecna sytuacja nie powinna dziwić, a przyjęcie tego kraju do strefy Euro od początku było złym pomysłem. Faktem jest, że od momentu uzyskania niepodległości, a więc od blisko dwóch stuleci, #Grecja pozostawała w stanie niewypłacalności przez około sto lat. Brak efektów dotychczasowych "programów ratunkowych" zniechęca zresztą nie tylko Greków, ale też i obywateli innych krajów Unii, którym nie zależy na utrzymaniu strefy Euro tak bardzo, jak Niemcom, czy Francji.

Reklamy

Wóz albo przewóz

Wszystko to powoduje, że w Atenach dojrzewa przekonanie, że bankructwo będzie mniejszym złem - przynajmniej z punktu widzenia Greków. Dodatkowo przykład, jaki płynie z Węgier od Viktora Orbana nastraja optymistycznie i pokazuje, że instytucje europejskie, czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy też mogą się bardzo pomylić. Węgry, wobec których chciano zastosować identyczną "terapię", co wobec Grecji, postanowiły ją zarzucić i pójść własną drogą. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtym przypadku sytuacja była nieco lepsza, a ważnym czynnikiem działającym na korzyść Węgrów było posiadanie własnej waluty. Dylemat w tym przypadku nie polega zatem na rozważaniach, czy pójść drogą Orbana i uniezależnić się od nakazów międzynarodowych, by ratować się na własną rękę, ale czy zgodzić się na warunki pomocy i "zaciskać pasa" dalej, czy też zbankrutować, a następnie zaczynać wszystko od zera, licząc na szybkie podniesienie się gospodarki dzięki eksportowi.

źródła: bbc.com, bankier.pl #Unia Europejska #system finansowy