Od stycznia 2016 r. powieje w naszą stronę Europą. Od dawna wypoczywamy w prywatnych kwaterach i korzystamy z usług gospodarstw agroturystycznych. Dotąd dziwiło nas, że miły gospodarz nie może nam legalnie sprzedać swoich wyrobów - masła, dżemu czy sera. Za kilka miesięcy sytuacja ulegnie zmianie.

Ustawa, na którą wszyscy czekaliśmy

Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej Bronisław Komorowski podpisał się pod zmianą ustawy o podatku dochodowym i niektórych innych ustaw. Zgodnie z nowymi zapisami, rolnik bez konieczności zakładania działalności gospodarczej i ubezpieczenia w ZUS będzie mógł własne plony przetworzyć, a następnie sprzedać wyroby w miejscu ich powstania lub na targowisku.

Reklamy
Reklamy

Nie wolno prowadzić takiej sprzedaży w budynkach. Niektórzy eksperci zwracają uwagę, że trzeba bardzo dokładnie zdefiniować pojęcie targowiska, aby w przyszłości uniknąć konfliktu z urzędami skarbowymi. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo zbyt daleko idącej interpretacji ze strony urzędników skarbowych, którzy mogą uznać budkę (jakich wiele na targowiskach i jarmarkach) za budynek, a to wróży kłopoty. Definicja targowiska ma znaleźć się w interpretacji, zapowiadanej przez ministerstwo rolnictwa. Niestety interpretacja, nawet wydana przez ministerstwo, nie stanowi prawa. Definicja powinna się znaleźć w przepisach ustawowych lub wykonawczych.

Jakie wątpliwości budzi ustawa?

Możliwość tak zwanej bezpośredniej sprzedaży i kupna własnych wyrobów rolników powinna nas cieszyć. Warunkiem jest, aby rolnik nikogo przy produkcji wyrobów nie zatrudniał.

Reklamy

Wówczas zapłaci podatek ryczałtowy w wysokości 2% uzyskanego przychodu. Sprzedaż musi być ewidencjonowana, w bardzo uproszczonej i nieskomplikowanej formie. Chodzi zatem o to, aby kupowane przez klientów wyroby były rzeczywiście "własne" czy "swojskie". Zważywszy na to, że rolnik musi przy tym zajmować się polem i gospodarstwem oraz zadbać o dom i rodzinę, o zawrót głowy przyprawia kwota, jaką można wykazać ze sprzedaży bezpośredniej i nie opłacić wyższego podatku - 150 tysięcy euro!

Europoseł Janusz Wojciechowski ostrzega

Janusz Wojciechowski na łamach "W Polityce" ostrzega przed nadmiernym aplauzem, ponieważ jego zdaniem nowe przepisy - choć tak oczekiwane - będą rodziły wielkie nieprawidłowości, oszustwa i afery. Europoseł uważa, że na podstawie przepisów o sprzedaży bezpośredniej będzie można prać nielegalnie pozyskane pieniądze. Pierwotny projekt zakładał możliwość uzyskania przychodu do 7 tys. euro rocznie, ale w toku prac legislacyjnych wprowadzono zmianę, podwyższającą ten próg do 150 tys.

Reklamy

euro rocznie. Janusz Wojciechowski argumentuje, że można fikcyjnie zakupić hektar ugoru, w zeszycie zapisać kwoty dziennej sprzedaży (nie ma konieczności ewidencjonowania rodzaju i ilości sprzedanego wyrobu, nie trzeba zapisywać kto zakupił towar) i zalegalizować ponad 600 tys.zł. Trudno sobie też wyobrazić, w jaki sposób rolnik miałby wytworzyć przetwory o tak wielkiej wartości. W podobnym tonie wypowiada się Piotr Krawczyk (Rada do spraw rolnictwa ekologicznego i sprzedaży bezpośredniej). Zwraca uwagę, że rolnik nie jest w stanie samodzielnie wyprodukować i sprzedać wyrobów za tak kolosalną kwotę.

Głosy rolników

Rolnicy nie są do końca zadowoleni ze zmian, jakie zostały uchwalone. Przepisy bowiem dotyczą wyłącznie sprzedaży bezpośredniej na rzecz indywidualnego klienta i dla jego prywatnych celów. Dwuprocentowy podatek ryczałtowy nie obowiązuje w przypadku sprzedaży na rzecz hurtowni, restauracji, szkół, przedszkoli czy osób prowadzących działalność gospodarczą.

Źródła: wPolityce.pl, Polskie Radio, Biokurier #system finansowy #rolnictwo #podatki