Prawie trzy lata potrzebne były łódzkiej prokuraturze, aby przygotować akt oskarżenia w sprawie jednego z największych "przekrętów" w historii współczesnej Polski, czyli afery Amber Gold. Akt zostanie przekazany do sądu jeszcze w tym tygodniu.

Warto przypomnieć, że afera wybuchła 13.08.2012 roku, gdy zapadła decyzja o likwidacji spółki. Jednak można było uchronić finanse wielu ludzi i to znacznie wcześnie. Prokuratura Rejonowa w Gdańsku-Wrzeszczu otrzymywała liczne skargi na Amber Gold w 2010 rok, jednak... odmówiła wszczęcia śledztwa. Co więcej - po interwencji Komisji Nadzoru Finansowego sprawę podjęła, ale zaraz... umorzyła. Komisja złożyła zależenie w tej sprawie do sądu najwyższego, który przyznał jej rację i  nakazał  podjęcie dochodzenia. Do prowadzenia sprawy została wyznaczona Prokuratura w Łodzi, a pomagała jej ABW. Za pokrzywdzone uznano 12 187 osób, którym Amber Gold winien jest ponad 587 milionów złotych. Wiadomo jednak, że nie dostaną pieniędzy, ponieważ po zabezpieczeniu cały majątek spółki okazał się wart znacznie mniej - zaledwie 37,4 miliona złotych. W dodatku pieniądze otrzyma najpierw skarb państwa - będą to koszty postępowania upadłościowego, wypłaty z Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych dla pracowników spółki, zaległe opłaty ZUS oraz podatki. Czyli jak zwykle szary człowiek będzie na samym końcu.

Jakie zarzuty dla właścicieli Amber Gold?

Spółką kierowało małżeństwo Marcina i Katarzyny P. Obecnie każde z nich przebywa w areszcie - żadne nie przyznaje się do winy. Marcin został zatrzymany pod koniec 2012 roku, Katarzyna - w marcu 2013. Znajdują się w osobnych aresztach, jednak 1.04.2015 roku okazało się, że kobieta jest w ciąży - prawdopodobnie z jednym ze strażników. Spoczywało na niej 17 zarzutów, na jej mężu - o 12 więcej, jak jednak poinformowała prokuratura, ich liczba spadła do zaledwie czterech dla Marcina P., a jego żony - dziesięciu. Obojgu grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności. Jakikolwiek by nie był wyrok, pozostaje pytanie, gdzie podziała się reszta pieniędzy? Znając życie, zapewne trafiła na konta w którymś z rajów podatkowych, gdzie spokojnie poczeka na swoich właścicieli. Ponad pół miliarda złotych zapewni im komfortowe życie po odbyciu wyroku.

#sądownictwo