Kredyt we frankach zaciągnęło blisko 700 tysięcy Polaków. Szacuje się, że łączna wartość polskich kredytów we frankach to ponad 30 miliardów euro. I choć wydawać by się mogło, że wahanie kursu waluty nie jest czymś zaskakującym, to okazało się, że nie wszyscy zaciągający kredyt we frankach byli tego świadomi. Frankowe eldorado nie mogło trwać wiecznie, a rozczarowani tą sytuacją oczekują pomocy. Czy słusznie? Pomocną dłoń frankowiczom wyciągnęli politycy...

Obietnice wyborcze dla frankowiczów

Jedną z wyborczych obietnic, składaną przez Andrzeja Dudę, jest przewalutowanie kredytów we frankach po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu.

Reklamy
Reklamy

Czy frankowicze mogą liczyć na tak doraźną pomoc państwa? I wreszcie czy jest to uczciwe wobec innych obywateli/podatników (gdyż to wszyscy podatnicy będę się zrzucać na tę grupę)? Dyskusja, jaka rozpętała się wokół pomocy frankowiczom budzi skrajne emocje. Z jednej strony są ci "oszukani", którzy domagają się wsparcia ze strony banków lub państwa, a z drugiej strony są ci, którzy mają kredyty w złotówkach lub innej walucie i nie zamierzają dokładać się do frankowiczów. Z pewnością nie każdy frankowicz takiej pomocy oczekuje, ale oburzonych jest wystarczająco dużo, by temat franka szwajcarskiego pojawił się na tapecie wyborów prezydenckich 2015. Pomysł przewalutowania kredytów we frankach szwajcarskich z dnia zaciągania kredytu z pewnością zainteresuje niejednego frankowicza. Owszem, jest to jakieś rozwiązanie i być może dla wielu zadłużonych byłaby to ostatnia deska ratunku.

Reklamy

Jest jednak jedno "ale". Jak wiadomo kredyty we frankach były chętnie udzielane przez banki w okresie tak zwanego frankowego bumu, czyli na początku 2007 roku, kiedy kurs franka spadł poniżej 2 zł. Okazało się, że popyt na taką formę kredytowania jest tak duży, że banki, które nie miały kredytu we frankach w swojej ofercie traciły udziały w rynku. W okresie "frankowego szału" nikt nie był w stanie przewidzieć, że będzie miał miejsce krach na rynku finansowym w Stanach Zjednoczonych, który tak znacząco zmieni sytuację także na rynku europejskim. Nie oznacza to jednak, że przewidzenie wahania się kursu waluty nie było możliwe. Kredyt w obcej walucie wiąże się z ryzykiem, ponadto kredyt hipoteczny to zwykle kilkadziesiąt lat, więc chyba nikt nie zakładał, że kurs franka będzie przez ten czas na stałym poziomie. Wszystko wydaje się logiczne, a jednak są tacy, którzy nie mieli pojęcia o ryzyku. Nie zostali poinformowani czy zignorowali tą informację? Dziś to nie ma znaczenia. Problem dotyczy już nie tylko samych zainteresowanych, to również problem banków i w jakimś stopniu problem państwa, bo jeśli kandydujący na prezydenta obiecuje pomoc w postaci przewalutowania kredytów po kursie z dnia zaciągania kredytu, to mamy sporą kwotę do pokrycia.

Reklamy

Pytanie przez kogo?

Kto spłaci kredyty frankowiczów?

Jeśli całą odpowiedzialność i koszty przewalutowania zrzucimy na banki, to istnieje ryzyko, że wiele z nich tego nie udźwignie i może grozić im utrata stabilności kapitałowej. Z kolei państwa nie stać na pokrycie tak dużej sumy zadłużenia, a jeśli musiałoby podjąć to wyzwanie, oznacza to, że całe społeczeństwo, w postaci wyższych podatków, składa się na jedną grupę społeczną - frankowiczów.

Owszem przewalutowanie kredytów we frankach jest rozwiązaniem logicznym, które mogłoby pomóc, ale przewalutowanie po najbardziej atrakcyjnym kursie, to już rażąca niesprawiedliwość. Ci, którzy kilka lat temu, przy niezwykle niskim kursie franka, brali kredyty, podjęli pewne ryzyko, mogli wiele zyskać (i przez długi czas tak było) i wiele stracić. Teraz trzeba ponieść konsekwencje swoich działań. Pomysł Andrzeja Dudy nie jest do końca nietrafiony, niestety jest to jednak ukłon wyłącznie w stronę potencjalnych wyborców, tych z kredytem w szwajcarskiej walucie. Nie ulega wątpliwości, że frankowiczom trzeba pomóc, jednak nie można zapominać o innych obywatelach, którzy nie podjęli frankowego ryzyka i dziś nie chcą partycypować w spłacie tego zadłużenia. #system finansowy #Andrzej Duda