Oficjalnie prezentowane dane mówią o wejściu Polski na ścieżkę wzrostu gospodarczego, o czym świadczyć mają deflacja (czyli realny spadek cen) oraz spadek bezrobocia do poziomu 11,3 proc. w kwietniu, kiedy po raz ostatni Główny Urząd Statystyczny oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ogłaszały dane z rynku pracy w Polsce. Problem nie leży w danych makroekonomicznych, bo rzeczywiście bezrobocie i ceny w Polsce spadły (te drugie są w trendzie spadkowym), ale w ich interpretacji, która w swym najgorszym wydaniu jest potrzebna politykom na potrzeby zbliżającej się kampanii parlamentarnej i skończonej właśnie kampanii prezyenckiej.

Bezrobocie spada chwilowo

Według danych GUS "w kwietniu liczba osób bezrobotnych zmniejszyła się o 76 tys.

Reklamy
Reklamy

Spadek miał miejsce we wszystkich województwach. Najlepszy wynik odnotowano na Mazowszu, gdzie liczba osób bezrobotnych zmniejszyła się o 7,7 tys. Sytuacja na rynku pracy wyraźnie poprawiła się również w Małopolsce i na Śląsku - spadek wyniósł po 6,9 tys.". I choć dane te są rzeczywiście optymistyczne nie świadczą wcale o tym, że rynek pracy poprawił się na dobre. Politycy (rządowi i opozycyjni) nie dodają bowiem, że dane prezentowane od wiosny mówią nie tylko o stałej pracy, ale również o pracy sezonowej, w której pracownicy mają zagwarantowane wynagrodzenie wyłącznie na okres wiosenno-letni, w którym potrzebni są pracownicy sezonowi. Jesienią setki tysięcy osób znów zostanie bez pracy a ogłoszone (grubo po wyborach) dane GUS będą już alarmujące, bo niezależni analitycy szacują, że poziom bezrobocia może przekroczyć 18 proc.

Reklamy

(a więc dotknąć niemal jednej piątej pracujących Polaków). O tym, że taki scenariusz jest jak najbardziej realny świadczy również deflacja, która pojawiła się w polskiej gospodarce już kilka miesięcy temu. Deflacja (czyli przeciwieństwo inflacji), która była przedstawiana przez polityków, jako coś świadczącego o poprawiającej się sytuacji polskiej gospodarki. Nic bardziej błędnego - deflacja wynika z wyjątkowo niekorzystnych w gospodarce zjawisk i zmierza wprost do kryzysu, mniejszego lub większego, ale zawsze skutkującego... wzrastającym bezrobociem.

Efekt recesji

Zgodnie z podręcznikową definicją deflacja to "długotrwały spadek przeciętnego poziomu cen w gospodarce przekładający się na wzrost siły nabywczej pieniądza. W warunkach deflacji za tę samą ilość pieniędzy po pewnym czasie można kupić więcej towarów i usług". Jak to wyglada w polskiej gospodarce? Rzeczywiście od wielu miesięcy ceny w Polsce spadają - nieznacznie, ale długotrwale, dlatego przeciętny konsument zobaczy to dopiero wówczas, kiedy porówna ceny określonych towarów z dzisiaj i np.

Reklamy

sprzed pół roku. Jako jej powody podaje się zwykle głęboką recesję (która prowadzi do silnego spadku popytu), brak odpowiednio wysokiej emisji pieniądza (proporcjonalnie do wzrostu gospodarczego) oraz zbyt duże oprocentowanie lokat przy zmniejszeniu lub zamrożeniu akcji kredytowej banków. Dzisiaj banki stawiają dużo większe wymagania klientom, którzy zgłaszają się po kredyt - przede wszystkim dlatego, że wielu kredyobiorców, którzy brali kredyty kilka lat temu mają teraz problemy z ich spłacaniem. Z to lokaty bankowe mają wciąż oprocentowane relatywnie wysoko (w porównaniu do lokat np. banków brytyjskich różnica oprocentowania wynosi 1,2 proc. do 4,4 proc.).

Kryzys nadejdzie jesienią

Deflacja, uporczywie sprzedawana jako sukces rządów (Donalda Tuska i Ewy Kopacz) i polskiej gospodarki tak naprawdę może doprowadzić do kryzysu, który odczują nawet najbogatsi. W jaki sposób?

W pierwszej kolejności odczują ją producenci, którym zacznie się zmniejszać opłacalność produkcji. To z kolei doprowadzi do odsuwania w czasie konsumpcji i zamówień przemysłowych, czyli odsuwania w czasie produkcji, czyli w konsekwencji zmniejszenia zatrudnienia lub płac. Spadające zatrudnienie to oczywisty wzrost bezrobocia, który w połączeniu ze spadkiem wynagrodzeń spowoduje spadek konsumpcji wewnętrznej, czyli jeszcze większego - wymuszonego przez rynek - spadku produkcji przemysłowej i napędzaniu recesji.

Pierwszy oficjalny komunikat o defacji Główny Urząd Statystyczny oraz Narodowy Bank Polski ogłosiły w sierpniu ub. roku. Od tamtej pory ceny w Polsce wciąż spadały. #kryzys gospodarczy #ekonomia Warszawa #VaBanque