Podczas kampanii prezydenckiej Andrzej Duda jednoznacznie opowiedział się za postulatem przewalutowania kredytów frankowych po kursie franka szwajcarskiego w dniu zaciągnięcia kredytu. Realizacja takiej koncepcji równałaby się podważeniu legalności kredytów denominowanych w obcych walutach z tej racji, że nie są one naprawdę kredytami w znaczeniu prawa bankowego, ale - toksycznymi aktywami finansowymi.

Kredyty frankowe są specyficznymi kontraktami terminowymi na spadek kursu franka

Biorąc kredyt frankowy, kredytobiorca zyskuje wtedy, gdy kurs franka w stosunku do złotówki spada, a traci - kiedy rośnie. Produkt ten jest w istocie zakładem na spadek kursu franka w stosunku do złotówki zabezpieczonym hipotecznie.

Reklamy
Reklamy

Klient odkupywał na kredyt od banku taki kontrakt na spadek ceny waluty szwajcarskiej, ale bank, aby zabezpieczyć się przed niewypłacalnością klienta, domagał się zabezpieczenia kredytu kupowaną przez niego nieruchomością.

Szwajcarski numer polegał na uruchomieniu wśród obywateli - zamożnych i spragnionych własnego mieszkania lub domu - przekonania o tym, że cena franka szwajcarskiego w przeciągu co najmniej 10 lat nie wzrośnie powyżej 3 złotych. Technikami marketingowymi uruchomiono zjawisko "owczego pędu po szwajcarski pieniądz".

Od 2006 do końca 2008 roku kurs franka w stosunku do złotówki spadł z pułapu powyżej 3 złotych do wartości nawet poniżej 2 złotych. W ciągu prawie 7 lat cena franka w złotówkach wzrosła do 4 złotych. Niemal o 100%. W wypadku niektórych "frankowiczów", którzy zaciągnęli kredyt po kursie około 2 złotych za franka, wartość kapitału ich kredytu wzrosła prawie 100% po 7 latach.

Reklamy

Zgodnie z definicją kredytu, jeśli kapitał kwoty pożyczonej rośnie, to z pewnością taka pożyczka nie jest kredytem. Jest toksycznym zobowiązaniem finansowym.

Rządy Jarosława Kaczyńskiego akceptowały szwajcarski numer

W okresie rządów Kaczyńskiego frankowe kredyty rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Instytucje odpowiedzialne za nadzór bankowy, które podlegały rządowi, w żaden sposób nie reagowały na proceder sprzedaży obywatelom toksycznych instrumentów finansowych. Późniejsze rządy PO również milczały w tej sprawie.

Banki strzygły kredytobiorców od 2009 roku, generując zysk całego systemu w wysokości około 7 miliardów rocznie. Dzisiaj jest on szacowany całościowo na około 30 miliardów złotych z tytułu jedynie wzrostu kursu franka. Banki więc okradły ludzi z gigantycznej kasy przy cichej zmowie milczenia polityków wszystkich opcji.

Co zrobi prezydent-elekt?

Wybory do Sejmu mają odbyć się w październiku. Armia frankowiczów, licząca ponad półtora miliona wyborców, będzie bacznie przyglądała się decyzjom nowego prezydenta.

Reklamy

Jeśli Duda nie złoży do Sejmu projektu ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych we wrześniu, to "nabici we franka" kredytobiorcy odwrócą się od partii Kaczyńskiego. Poczują się traumatycznie oszukani. W konsekwencji #PiS przegra wybory.

Prawo i Sprawiedliwość stało się zakładnikiem deklaracji wyborczych Dudy, który pokonał Komorowskiego właśnie dzięki wyborcom zadłużonym we frankach szwajcarskich.

Skierowanie przez Dudę projektu "anty-banksterskiej" ustawy do Sejmu wywoła panikę na rynku finansowym. Może dojść do krachu na giełdzie. Związek Banków Polskich nie wyklucza sytuacji, w której cena za franka poszybuje w kierunku 5 złotych. Wybuchnie wojna PiS-u z bankami o łup rzędu 30 miliardów złotych.

Czy Duda jest gotowy do bicia się ze światową finansjerą? Czy Episkopat mu na to pozwoli? W wyniku krachu finansowego, aktywa kościelne w postaci rozmaitych papierów wartościowych również stracą na wartości.

Puenta

W państwie prawa banki powinny oddać podstępnie zrabowane pieniądze swoim klientom. Zarówno rząd jak i NBP jedynie markują pomoc frankowiczom, licząc na to, że ich protest "rozejdzie się po kościach". Przykładem takiej strategii jest skandaliczne rozwiązanie problemu zaproponowane przez szefa ZBP, Krzysztofa Pietraszkiewicza.

Frankowicze powoli zaczynają organizować się w partię polityczną. Jeśli Duda w najbliższym czasie głośno nie powtórzy swojej deklaracji z kampanii wyborczej o potrzebie delegalizacji kredytów frankowych, to zadłużeni we frankach, naśladując Kukiza, "wezmą sprawy w swoje ręce". Startując w jesiennych wyborach mają szansę uzyskać wynik, czyniący z nich siłę współrządzącą w wielu możliwych konstelacjach politycznych - nawet z Kukizem. #frank szwajcarski #Andrzej Duda