Tak to niestety najczęściej bywa, że nie denerwuje mnie aż tak bardzo, gdy jakiś polityk zrobił coś złego, zaczynam się denerwować i kręcić z niedowierzaniem głową, gdy zaczyna się tłumaczyć. Tak było i tym razem. Platforma odrzuciła projekt podwyższenia kwoty wolnej od podatku, która jest wielokrotnie niższa niż kwota w innych krajach i to nie tylko tych bardziej rozwiniętych ekonomicznie lecz również niektórych afrykańskich. Absurdalna jest nie tylko sytuacja, gdy najbiedniejsi utrzymują resztę, ale też, gdy najpierw wpłacają do budżetu jakieś pieniądze, a potem część z nich, z tego samego budżetu dostaje je w formie pomocy społecznej. Bardzo ciekawa jest też argumentacja rządu a także części neoliberałów.

Reklamy
Reklamy

Gdy większych pieniędzy domagają się najbogatsi, na przykład poprzez obniżkę podatków to słyszymy głosy, że to jest dobre, bo pobudzi gospodarkę, gdy jakichś pieniędzy domagają się najbiedniejsi to słyszymy natomiast, że to jest złe, bo zabójcze dla budżetu. Tak jakby pieniądze, które dostają w formie obniżenia podatków najbogatsi, były jakieś inne i mniej budżetowi potrzebne, bo w wypadku ich postulatów praktycznie nikt nie mówi, że ich brak będzie zabójczy dla budżetu, zawsze mówi się, że pieniądze te będą zbawienne dla gospodarki. Ktoś pewnie powie, że bogaci pieniądze zainwestują na przykład w tworzenie miejsc pracy, a biedni przejedzą i nic z tego nie będzie poza ich osobistą korzyścią. Po pierwsze nie widzę nic złego w osobistej korzyści najbardziej potrzebujących. Po drugie, idąc teorią wybitnego polskiego ekonomisty Michała Kaleckiego oraz po prostu zdrowym rozsądkiem, oczywistym jest, że biedni też pieniądze zainwestują, bo przecież na coś je wydadzą, dzięki czemu zarobi, piekarz, sklepikarz i tak dalej.

Reklamy

Dając pieniądze biednym w sposób bezpośredni pobudzamy gospodarkę, a ostatecznie zarobią nawet najbogatsi dzięki zwiększonemu popytowi na ich towary i usługi. To jedyna teoria skapywania jaka ma rację bytu, odwrotna niż ta tradycyjna. Gdy natomiast bogaty dostanie więcej pieniędzy z budżetu, to jako, że jego potrzeby są zwykle zaspokojone w pełni, nie wyda ich, lecz zostawi na koncie. Nawet jeżeli zainwestuje w tworzenie nowych miejsc pracy, to należałoby zapytać, jak duża część pieniędzy, które osoba bogata dostała z budżetu, trafi do pracowników. Bo wygląda na to, że właściciel firmy nie dość, że zarobi na obniżce podatków, to jeszcze na pracownikach.

No ale przejdźmy do tego, co ma na ten temat do powiedzenia Platforma Obywatelska na swoim oficjalnym profilu. Jak to zwykle bywa, co mnie dziwi i nie dziwi jednocześnie, tłumaczy ona, że na obniżce podatków dla najbiedniejszych stracą uwaga... najbiedniejsi. Jest to standardowa dobrze znana taktyka, mająca na celu zdyskredytowanie każdego pomysłu pomocy osobom biednym.

Reklamy

Nawet, gdy chodzi o pomoc dzieciom w Afryce, pewna część komentatorów twierdzi, że to im szkodzi, bo rozleniwia, a poza tym i tak pomoc przechwytują nie ci, co potrzebują. Zastanawiające jest, że dla tych ludzi nie jest to argument za tym, aby sposób pomagania dzieciom w Afryce ulepszyć, lecz za tym, aby im w ogóle nie pomagać. Tak jest i tym razem. Projekt, który ma na celu, aby ludzie, którzy zarabiają tak mało, że nie starcza im absolutnie na nic, nie musieli jeszcze dokładać się do budżetu, został nazwany nieodpowiedzialnym i populistycznym. Populizm to ostatnio bardzo modne słowo służące określaniu inicjatyw, które mają za zadanie poprawę losu najbardziej potrzebujących. Ale PO, jak  nietrudno się domyślić, uważa, że to właśnie ona dba o los takich ludzi. Jak się dowiadujemy z notatki: "Najlepszą formą ich wsparcia są precyzyjnie adresowane narzędzia, jak ulgi czy odliczenia.". Nie trzeba być chyba wielkim ekonomistą, żeby wiedzieć, że całkowite zwolnienie od podatku jest znacznie lepszym narzędziem poprawy czyjejś sytuacji, niż danie mu jakiejś ulgi. Taką osobę nie interesuje zresztą, jak się nazwie dane narzędzie, interesuje ją, ile będzie miała w portfelu więcej. PO samo sobie zaprzecza, otóż dalej przedstawia wyliczenia, na przykładzie rodziny, której jeden członek zarabia 1680 zł miesięcznie, dowodząc, że nie zyska na zwiększeniu kwoty wolnej od podatku nic. Naprawdę nie wiem, jak oni to wyliczyli, zapewne stosowali jakąś pokrętną logikę, bo przecież wiadomo, że jeżeli będą płacić podatek od kwoty o kilka tysięcy złotych niższej, to zapłacą go mniej. Dalej dowodzą, że dzięki ulgom, jakie proponuje PO, rodzina ta zyska więcej. Po pierwsze nie słyszałem, aby ktoś się sprzeciwiał ulgom na dzieci, więc co ma jedno do drugiego. Po drugie, co z osobami, które dzieci nie mają, a muszą utrzymać się za powiedzmy 600 zł miesięcznie? Dalej autor notatki przechodzi sam siebie w dochodzeniu do, chyba narzuconego przez przełożonego lub przełożoną, wniosku. Otóż twierdzi on, mówiąc wprost, że nie możemy obniżyć podatku dla najbiedniejszych, ponieważ wtedy musielibyśmy go podwyższyć (likwidując obecne ulgi), czyli biedni by stracili. Ktoś może mi nie uwierzyć, że partia rządząca publikuje taką bzdurę więc zamieszczam, cytat: "Zwiększenie kwoty wolnej od podatku nie tylko nie poprawiłoby zatem sytuacji obywateli w najtrudniejszej kondycji finansowej i społecznej, ale nawet by ją pogorszyło. Musiałoby bowiem, ze względu na gigantyczną wyrwę budżetową, doprowadzić do likwidacji większości ulg i zwolnień istniejących w obecnym systemie podatkowym, co negatywnie odbiłoby się na wysokości opłacanych podatków."

Jeszcze raz zaznaczę, bo partia rządząca, przynajmniej oficjalnie, chyba nie zrozumiała idei podwyższenia kwoty wolnej od podatku. Otóż, jak już wcześniej wspominałem, z punktu widzenia osoby zarabiającej powiedzmy 800zł miesięcznie, nie jest istotne, jak się nazwie ustawę, czy to będzie ulga czy zwolnienie, lecz to, ile mu zostanie w kieszeni. I nie można na argument, że taka osoba nie powinna płacić podatku, odpowiadać argumentem, że to złe dla niej, bo wtedy będzie musiała płacić podatek większy. To absurdalna argumentacja. Więc sprecyzuję apel. Osobom, które chcą wprowadzenia tej ustawy chodzi o to, żeby najbiedniejsi w ogóle nie płacili podatku oraz o to, żeby partia rządząca nie dorzucała im nowych obciążeń, albo nie likwidowała istniejących ulg czy zasiłków. W skrócie, chodzi o to, żeby biedny miał więcej pieniędzy niż teraz. To chyba proste. PO mówi o wyrwie w postaci 14 miliardów mniej w budżecie. A czemu nic nie słyszałem o tej wyrwie, gdy obiecywali niższe #podatki dla najbogatszych? Jedyne, co wtedy słyszałem to, że pobudzi się tym gospodarkę. Myślę, że skoro stać nas na jedne z najniższych podatków w Europie, co przyznają sami autorzy notatki partyjnej, to tym bardziej powinno nas być stać na niższe podatki dla najbiedniejszych. Jeżeli nie, to ewidentnie znaczy, że coś w naszym systemie podatkowym jest nie tak. Dziwi mnie, że z taką ochotą mówi się o tym, że najbiedniejsi mają płacić więcej, natomiast jeśli chodzi o pomysł, aby to najbogatsi płacili więcej, to w polskich mediach i polityce panuje cisza jak makiem zasiał. Praktycznie nikt nie wygłasza tego, nasuwającego się od razu postulatu. Jakby to był jakiś temat tabu. Czy nie jest to dziwne, że rząd bez oporu sięga do kieszeni najbiedniejszych, a najbogatszym obiecuje obniżkę podatków. Jeżeli inne kraje nawet te afrykańskie potrafią sobie radzić bez ściągania podatków od najbiedniejszych, a nasz poradzić sobie nie potrafi, a postulat aby tego nie robić nazywa nieodpowiedzialnym populizmem, to chyba znaczy, że coś z polityką rządu jest bardzo mocno nie tak. Bo chyba oczywistym jest, że utrzymywać kraj powinni ci, co pieniądze mają, a nie ci co ich nie mają. Zaś sprawiedliwie nie znaczy, że każdy powinien płacić po równo, niezależnie od tego ile ma pieniędzy.

>>>Kwota wolna od podatku - czy obywatele ją zmienią? 

>>>Sejm odrzucił projekt ustawy, zakładający odrzucenie kwoty wolnej od podatku  #finanse publiczne