W niedzielę 12 kwietnia gościem programu "Dziś Wieczorem" w TVP Info była Julia Pitera z Platformy Obywatelskiej - obecnie posłanka Parlamentu Europejskiego. Rozmowa w studiu miała dotyczyć spotów wyborczych Andrzeja Dudy, kandydata na prezydenta z PiS, który zarzuca swojemu konkurentowi, Bronisławowi Komorowskiemu niekonsekwencję w pewnych obietnicach wyborczych. Chcąc nie chcąc temat musiał po pewnym czasie zahaczyć o kwestię podatków - ich obniżania i podwyższania.

"Ja też uważam, że nie ma nic gorszego niż podnoszenie podatków. Niestety tak było, że trzeba było podnieść VAT o 1% - ciągle - żeby było jasne - on nie jest najwyższy w Unii Europejskiej.

Reklamy
Reklamy

Ale trzeba było. I dzięki temu przeszliśmy przez kryzys tak, że dzisiaj zaczynamy powoli wychodzić z bezrobocia, są coraz lepsze wyniki, powstają nowe firmy" - mówiła o kwestii podatków Julia Pitera w studiu TVP, jednak po chwili dodała coś, co wstrząsnęło telewidzami i internautami, oczywiście głównie tymi wyrażającymi dość wrogi stosunek do obecnej władzy: "Oczywiście można było fundamentalnie obniżać podatki, bo powiedzieliśmy, że nie wolno podwyższać i dziś mieć 25% bezrobocia i upadające małe firmy, oczywiście można było, ale to była sytuacja taka, że to nie jest wynikiem braku odpowiedzialności. To jest wynikiem sytuacji ekonomicznej jaka była".

Opisana już przeze mnie grupa odbiorców mediów zrobiła czym prędzej to, co mają w zwyczaju. Włożyli w usta pani Pitery rzekomy cytat - "Obniżenie podatków doprowadziłoby do upadku małych firm" i oskarżyli byłą pełnomocnik rządu ds. korupcji o niekompetencję. Warto jeszcze dodać, że brak wiedzy ze strony tej pani oznacza w oczach pewnych osób upośledzenie umysłowe u całej władzy, łącznie ze wszystkimi "urzędnikami obecnego ustroju" i "zbiegłym z Polski" Donaldem Tuskiem.

Spójrzmy jednak na to wszystko zdrowym okiem.

Reklamy

Osoby mówiące, takie jak posłanka Pitera, są tylko przedstawicielami, za którymi stoją sztaby ekspertów i specjalistów z różnych dziedzin, także, a może raczej zwłaszcza ekonomii. Przeanalizujmy te cytaty bez żadnych uprzedzeń do pewnych osób czy poglądów. Sprawdźmy - tylko logicznie myśląc - jaki może być związek pomiędzy podatkami a tymi  - przywołanymi już wcześniej - małymi firmami.

Biznes a podatki

Do wyjaśnienia tych kwestii warto jeżeli założymy kilka sytuacji, ale maksymalnie wszystko uprośćmy. Oczywiście w każdym indywidualnym przypadku historia może się potoczyć inaczej, ale w wielu przypadkach zdarzy się coś, co opisałem poniżej.

Wyobraźmy sobie, że prowadzimy małą firmę, która produkuje kartonowe opakowania. Nasz biznes jest dopiero w fazie rozwoju - mamy jedną maszynę do tworzenia tektury falistej z rolek papieru, pięciu grafików, którzy tworzą projekty opakowań, i pięciu pracowników, którzy z gotowej tektury składają finalne produkty. Wszystko kwitnie, a klientów przybywa.

Reklamy

Istnieje też, jak to w takich dziedzinach bywa, duży koncern. Firma ta zatrudnia tysiące ludzi, a my miesięcznie nie osiągniemy nawet ich dziennego obrotu. Jeszcze jedno - Julia Pitera mówiła o obniżeniu podatków przed kryzysem i skutkach po nim, więc także załóżmy, że klienci bardziej oszczędzają pieniądze. Tyle tytułem wstępu.

Teraz na czym my właściwie zarabiamy? Oczywiście musimy płacić podatki - od kupionego papieru, od wynagrodzeń i od sprzedanego produktu. Papier kupujemy w hurtowni, a na wszystko bierzemy faktury, po czym oczywiście dostajemy zwrot z podatku dochodowego (od sprzedanych produktów). Zaczyna się jednak kryzys i klienci, którzy chcą oszczędzić, nie wybierają już dobrej jakości oferowanej przez naszą firmę, a kierują się do konkurencyjnego koncernu - jest tam bowiem taniej. Koncern też dostaje zwrot podatku z uwagi na kupiony papier, ale klientów jest na tyle więcej, że nawet bez tych zwrotów koncern byłby na plusie.

Teraz wyobraźmy sobie, że rząd zmniejsza podatki o kilka procent. Ceny papieru powinny spaść, a wtedy dostaniemy mniejszy zwrot z podatku i nie powinno nić się dla nas zmienić. Ale pamiętajmy, że podobnie jest w hurtowni papieru. Czyli, że cena papieru się nie zmienia, ale już jest w niej mniej VAT-u. Zwrot dostajemy właśnie od tego podatku, a nie od całej kwoty, więc zwrot ten jest mniejszy. Musimy w takim razie zwiększyć ceny, aby wciąż wychodzić na plus.

W tym samym czasie koncern nie przejął się zmniejszeniem zwrotu podatku, bo ma na tyle dużo klientów, że nie musi podwyższać cen, aby nie ponosić strat. Jeżeli sytuacja sprzed zmian była dużo lepsza, a marketingowcy koncernu znają się na robocie, zauważą oni zawahanie konkurencji i jeszcze dodatkowo obniżą ceny produktów. Klienci oczywiście także dotknięci przez kryzys i podobne mechanizmy jak u nas wybiorą, naturalnie, dużo tańszą konkurencję.

Jeżeli nic nie zmienimy, ceny podniosą się u nas o tyle, że przestaniemy się liczyć na rynku, a firma zacznie przynosić straty. Jedynym ratunkiem będzie zwolnienie jednego z projektantów, co też może zadziałać niezbyt dobrze, bo zmniejszy wydajność, ale na pewien czas pomoże.

Wnioski z symulacji

Tutaj dochodzimy do momentu, o którym mówiła posłanka Pitera - mamy podupadające małe firmy (nie od razu upadną) i zwiększającego się bezrobocia (oczywiści u osób zatrudnionych dotychczas w małych firmach). Zauważmy, że niezależnie od kilku procent podatku w górę czy w dół - cena końcowa produktu w małych firmach mało się zmieni dla nas, czyli konsumentów, jednak dla tych przedsiębiorstw każda zmiana VAT-u, to tak naprawdę zmiana zwrotu podatku. Dlaczego więc u nas przekonanie, że zmniejszenie podatków zmniejszy drastycznie ceny? Jest to stwierdzenie słuszne, ale tylko w odniesieniu do większych firm z dużą liczbą klientów. Każde obniżenie podatków obniża więc po trochu konkurencyjność na rynku, która jest podstawą wolnej gospodarki rynkowej. Już teraz boimy się świata w rękach koncernów, ale teraz już wiemy, co może do tego doprowadzić.

>>> ZOBACZ TEŻ: Ile będzie kosztować nas Sejm i Senat w 2015?

>>> ZOBACZ TEŻ: Rząd znowu zabiera nasze pieniądze #finanse publiczne #kryzys gospodarczy