Sytuacja gospodarcza Ukrainy jest bardzo niestabilna i trudno znaleźć dwóch ekonomistów, którzy w pełni by się ze sobą zgodzili, gdy przychodzi im ją ocenić. Dlatego, ale również by Czytelnik mógł wyciągnąć własne wnioski, w tekście zamieszczam słowa dwóch ekonomistów. Ich wypowiedzi prezentują nie tylko różne poglądy, ale i różne podejście do problemu.

Pakiety pomocowe dla czarnej dziury

- "Największym ekonomicznym kłopotem, z jakim zmaga się teraz #Ukraina to jej zadłużenie. Mam tu na myśli zarówno dług publiczny wielkości połowy PKB, jak i dwukrotnie większy łączny dług zagraniczny" - mówi Patryk Toporowski, ekonomista z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Reklamy
Reklamy

- Dla przykładu, tylko Rosji winna jest 3 miliardy dolarów, a w obecnej sytuacji nie możemy przecież liczyć na to, że Rosja pójdzie Ukrainie na rękę.

Specjalista podkreśla, że kluczowe są pakiety pomocowe, jakich udzielił m.in. Fundusz Walutowy w wysokości 17,5 miliarda dolarów. -" Bez tego Ukraina stałaby się niewypłacalna, a sektor bankowy rozsypałby się. To mogłoby doprowadzić nawet do upadku rządu" - wymienia.

Chociaż pożyczki dają nadzieję, ekonomista zauważa, że przez swoją sytuację Ukraina zamienia się w finansową "czarną dziurę", a to nie pomaga jej pomagać. - "Niestabilna sytuacja, szalejąca inflacja, większa nawet, niż w Rosji, nie daje wierzycielom nadziei, że kiedykolwiek odzyskają całość swoich pieniędzy. Proszę zauważyć, że chociaż to Rosja ograniczyła dostawy produktów rolnych, to na Ukrainie ceny żywności wzrosły szybciej" - mówi.

Reklamy

Jednym ze złotych środków na sytuację ekonomiczną Ukrainy mogłoby być darowanie długów. Tego jednak trudno wymagać od państw, które tych pożyczek udzieliły. - "Ukraina musi wypełnić lukę w wysokości 40 miliardów dolarów. Przecież to ćwierć rocznego PKB tego kraju! To, co teraz łącznie dostała w ramach pakietów pomocowych, to może połowa tej kwoty" - analizuje Toporowski. - Resztę będzie musiała uzupełnić z oszczędności i pożyczek od podmiotów prywatnych.

Nie można zapominać o tym, że konflikt zbrojny na wschodzie kraju też kosztuje. - "Również z tego powodu sytuacja Ukrainy jest nawet gorsza, niż Grecji. Do tego dochodzi brak reform struktury państwowej, wciąż zbyt duże wpływy oligarchów oraz nadal występująca wszechobecna korupcja" - wymienia Toporowski. - Ukraina dopiero będzie się uczyć, jak wprowadzać w życie plany gospodarcze. Grecja, za to, ma już częściowo zrealizowany plan reform. Niemcy irytowali się, że niepełny i zbyt ogólny, ale chociaż jakiś jest.

Sytuacja hrywny oddaje to, co dzieje się z gospodarką państwa.

Reklamy

- "W zeszłym roku spadła mocniej, niż rubel. W ostatnim miesiącu jednak trochę się ustabilizowała. Na pewno nie bez znaczenia były tutaj pożyczki pomocowe, które dały nadzieję na naprawę sytuacji" - podkreśla specjalista.

Toporowski przewiduje, że spadek gospodarczy na Ukrainie będzie podobny do tego, który nastąpił w 2014 roku, a więc wyniesie około 6 proc. - "To przełoży się na kurs hrywny. Będzie ona słabnąć i co jakiś czas podgrzewać emocje inwestorów "- mówi.

Ukraiński kryzys to nowa szansa

Słowo "kryzys" w języku chińskim składa się z dwóch znaków. Jeden oznacza "zagrożenie", drugi "szansę". W ten właśnie sposób ukraińską sytuację postrzega Andrzej Piotrowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha. - "Ukraińska ekonomia ma potencjał do zagospodarowania" - zapewnia.

Specjalista uważa, że teraz Ukrainie, przede wszystkim, potrzebna jest pomoc. Jednak nie tylko w formie paczek, a raczej w zmianie sposobu myślenia. Bo to pierwsze to pomoc doraźna, a to drugie pomoże stanąć na nogi i przeciwstawić się agresorowi. - "Wspólnie z Ukrainą musimy uczyć się rozwiązań strukturalnych "- mówi.

Jako przykład, podaje sytuację prywatnych przedsiębiorców na Ukrainie. Około 80 proc. zarejestrowanych firm jest małych lub średnich. Jednak 40 proc. z nich nie wykazuje dochodu - najpewniej służą szarej strefie. Na dodatek wszechobecna korupcja powoduje, że większość przetargów wygrywają oligarchowie. Jakby tego było mało, Ukraina mierzy się również z problemami, które my, Polacy, dobrze znamy. Przykład? Biurokracja. Jeżeli właściciel restauracji ma swój lokal obok płatnego parkingu, jego klientom byłoby wygodniej, gdyby opłatę za parking doliczył im do rachunku. Jednak wtedy służby miejskie zobaczyłyby samochód zaparkowany, ale nieopłacony. - "Państwo nie powinno decydować o wszystkim. Wolny rynek to najlepsze lekarstwo" - podkreśla ekonomista.

Podczas spotkania z ukraińskim wiceministrem infrastruktury, Ołeksandrem Kawą, Piotrowski dostrzegł chęć współpracy. - "Wiceminister otwarcie mówił o problemach, z jakimi zmaga się Ukraina" - zapewnia ekonomista. - "Był szczególnie zainteresowany polskimi sieciami teleinformatycznymi i tym, jak Polska je zbudowała." Specjalista zwrócił jednak uwagę na to, że od rozmowy do konkretów jeszcze długa droga. Równie pozytywny wydźwięk miało spotkanie z przedstawicielem miejscowego samorządu, który też pytał o sieci teleinformatyczne. Chciał poznać polskie rozwiązania, ponieważ podczas jesiennych wyborów miał w zamiarze przedstawić swoim wyborcom konkretne postulaty. - "Takie podejście chciałbym zobaczyć również w Polsce" - komentuje Piotrowski. Według ekonomisty Ukraina ma szanse wyjść z tego kryzysu, ale dużo zależy od rosyjskiej strefy wpływów, która na Ukrainie działa w myśl zasady "im gorzej, tym lepiej". Jeśli uda im się spod tego wpływu oswobodzić, możemy się spodziewać gospodarki wolnorynkowej jak z polskich lat 90. - Nasze silne strony, to ich silne strony: rolnictwo i informatyka. Albo razem popracujemy nad zwiększeniem wspólnego potencjału, albo będziemy konkurencją - podsumowuje.

Czytaj więcej: Na Ukrainie żyje się jak zawsze. Tyle, że mobilizują do wojska

oraz Kryzys na Ukrainie: Hrywna nadal spada, a reformy czekają #Europa Wschodnia #kryzys gospodarczy