O takim kryzysie w strefie euro analitycy bankowi mówili już sześć lat temu, kiedy świat podnosił się po zorganizowanym przez amerykańskie banki inwestycyjne kryzysie finansowym w skali globalnej. #Grecja, Portugalia, Hiszpania, Włochy i Irlandia, roboczo określane jako PIIGS (czyli świnki, akronim od pierwszych liter angielskich nazw tych krajów - Portugal, Italy, Ireland, Greece, Spain) wskazywano, jako kraje które ze względu na ogromny deficyt budżetowy i nie przeprowadzenie w odpowiednim momencie reform finansów publicznych nie będą w stanie poradzić sobie z nadciągającymi falami wycofywania się inwestorów, rosnącego bezrobocia i konieczności obniżania wydatków państwa przede wszystkim w sferach pomocy społecznej i wspierania gospodarek.

Grecję wskazywano jako pierwszy kraj, który opuści strefę euro - polityka Greków w dość poważny sposób szkodziła eurowalucie, co niepokoiło i Europejski Bank Centralny, i najsilniejsze gospodarki w Unii, czyli Niemców, Francuzów oraz Brytyjczyków.

Reklamy
Reklamy

Kiedy kolejne rządy greckie wskazywały na to, że nie są w stanie poradzić sobie z rosnącą w społeczeństwie biedą #Unia Europejska, oraz mocno zależne od euro międzynarodowe instytucje finansowe zaczęły prześcigać się w udzielaniu krajowi pomocy. Łącznie wpompowano w Grecję ponad 320 mld euro. Jednak pieniądze trafiały do budżetu w Atenach pod dość jasnymi i - spójrzmy prawdzie w oczy - trudnymi do spełnienia bez znacznego obniżenia jakości życia w Grecji warunkami. Chodziło o przeprowadzenie reform. Podobnych do tych, które - bez negocjacji - przeprowadzono w Polsce, czyli m.in. przedłużenie wieku emerytalnego, zmianę systemu podatkowego utrudniającą prowadzenie działalności gospodarczej i podobne, które Grekom nie przyszły w smak.

Ale upór, z jakim dawano Grekom pieniądze doprowadził do zmian przy stole negocjacyjnym Grecji i UE.

Reklamy

Nowy premier Grecji Aleksis Cipras dość szybko zaczął prowadzić rozmowy zmieniając pozycję Greków z proszącej na stawiającą warunki - czym zasłużył na umieszczenie w podręcznikach uczących negocjacji biznesowych. - Skoro - myślał. - Unii Europejskiej zależy na utrzymaniu w całości strefy euro, nam zależeć na tym nie będzie. W końcu to Euroland ma więcej do stracenia, bo nam już gorzej być nie może.

Od przyjęcia teki premiera Cipras blokuje każde negocjacje z Unią, wie bowiem, że komisarze EU nie mogą pozwolić sobie na trzaśnięcie drzwiami. Sam zresztą nie ma nic do stracenia. Wybory wygrał na fali haseł zapowiadających koniec wyrzeczeń i oszczędności i już z pierwszych wypowiedzi Komisji Europejskiej widać, że jego twarde stanowisko odnosi sukces.

"- Nie ma planu 'B'" - mówią komisarze unijni. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis idzie dalej, bo deklaruje, że Komisja pracuje nad rozwiązaniem "biorąc pod uwagę scenariusz, że Grecja pozostaje w strefie euro i będziemy wspierać Grecję w jej wysiłkach, by odbudować wzrost gospodarczy i miejsca pracy".

Reklamy

Jednak Ateny twardo zapowiadają, że nie przedłużą obecnego programu pomocowego - chcą natomiast porozumienia pomostowego i pożyczek "o mniej dotkliwych kosztach społecznych".

Co stałoby się z Eurolandem po fiasku rozmów z Grecją. Po raz pierwszy w swojej krótkiej historii eurowaluta pokazałaby, że tak naprawdę jest słaba, co nie pozostałoby bez znaczenia dla inwestorów w Europie oraz międzynarodowego handlu. Czy doprowadziłoby do kryzysu w strefie euro? Analitycy oceniają, że tak. I byłby to kryzys, którego skutki boleśnie odczuliby tytani Eurolandu, czyli Niemcy i Francja. #finanse publiczne