ERM II to mechanizm walutowy polegający na spełnieniu szeregu wymagań stawianych walucie i gospodarce danego kraju, żeby po wytrwaniu w nim, mógł przystąpić do europejskiej unii walutowej. Polska, choć miała momenty spełnienia wszystkich kryteriów, nigdy nie wytrwała w nich na tyle długo, żeby uznano, że nasza gospodarka jest gotowa na przyjęcie euro.

Wypełnienie kryteriów mechanizmu w telegraficznym skrócie oznaczałoby dla Polski, że będziemy mieli niską inflację, niewielki deficyt budżetowy, limitowanie zadłużenia państwa i dwuletni stabilny kurs złotówki. Co, w generalnym ujęciu, musi być związane ze stabilnością polityczną.

Reklamy
Reklamy

Czy, mimo niemal ośmioletniej ciągłości rządów jednej partii politycznej możemy mówić o takiej stabilności? Niekoniecznie. Wystarczy popatrzeć na rosnący dług publiczny i coraz wyższe deficyty budżetowe łatane sprzedażą polskiego majątku bądź likwidacją takich, czy innych rozwiązań systemowych.

Polska podpisała wprawdzie ERM II Central Bank Agreement, czyli umowę pomiędzy EBC a Narodowym Bankiem Polskim, ale ubiegłoroczny publiczny, choć niezamierzony, występ prezesa NBP, który chciał operować kursem złotówki tak, aby pomóc rządowi, ale pod warunkiem, że rząd wyrzuci ministra finansów, postawiły niezależność naszego banku centralnego pod znakiem zapytania.

Niewykluczone jednak, że w tym roku Komisja Europejska oraz EBC będzie oceniać zbieżność gospodarki Polski z pozostałymi gospodarkami strefy euro.

Reklamy

Jak wypadniemy? Czas pokaże, ale nieoficjanie EBC mówi, że Polski w strefie euro raczej nie widzi. Przynajmniej na razie. #Unia Europejska #finanse publiczne #system finansowy