W jaki sposób ponad pół miliona rodzin w Polsce, które brało kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich stoi raptem w obliczu trudności z ich spłatami? Wbrew wypowiedziom polityków to nie Bank Szwajcarii jest winien tej sytuacji (może pośrednio - ale trudno tu mówić o winie). To raczej polskie banki i ich kienci, którzy zapomnieli o podstawowej zasadzie - kredy bierze się w walucie, w jakiej się zarabia.

Ale wróćmy do początku burzy. Oto po porannym posiedzeniu Rada Banku Szwajcarii decyduje, że będzie obniżać stopy procentowe do poziomu -0,75 proc. Nie będzie więcej bronić kursu waluty na poziomie 1,2 franka za euro i puszcza własną walutę na żywioł.

Reklamy
Reklamy

Szwajcarzy wiedzą, co robią - wbrew licznym opiniom płynącym głównie ze strony polskich bankowców - gwałtowny wzrost kursu franka w koszyku walutowym nie uderzy w gospodarkę Szwajcarii. Gdyby gospodarka stała mocno w eksporcie towarów - byłby to problem. Ale Szwajcarzy jak raz świadczą przede wszystkim usługi. W turystyce i w dużej części w finansach. Tu silny kurs franka tylko może pomóc. A, już po ustabilizowaniu, wachający się kurs waluty przyciągnie więcej klientów do szwajcarskiego sektora finansowego. Z pewnością duża część z nich to będą spekulanci, ale spekulanci z takimi majątkami, że było o co walczyć.

Szwajcarzy mają w tym jeszcze jeden interes. Sztywny i zależny od euro kurs ich waluty jest za bardzo narażony na kłopoty, jakie kraje strey euro mają z terroryzmem. Każdy udany zamach terrorystyczny, czy to Al-Kaidy, czy Państwa Islamskiego wpływał negatywnie na to, co działo się z euro.

Reklamy

A przecież ani Al-Kaida, ani Państwo Islamskie nie ma nic do Szwajcarii. To kraj neutralny od zawsze, który - jeśli chodzi o finanse - zapominał o polityce, a bywa że również o prawach człowieka. Z równą troskliwością zajmował się majątkami żydowskimi, które udało się ukryć przez nazistami w latach 30. ub wieku, co 20 lat później majątkami esesmanów, którzy lokowali w bankach szwajcarskich to, co udało im się nakraść w okupowanych krajach Europy.

Ale decyzja Banku Szwajcarii stała się koszmarem tysięcy polskich rodzin. Oraz banków działających w Polsce i notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. Szczególnie tych, które budowały swoje akcje kredytowe na szwajcarskiej walucie. Rekordowy kurs franka z wczoraj w nadwiślańskich kantorach osiągnął pułap 5,2 złotych. W tym samym momencie zamarli z przerażenia akcjonariusze oraz zarządy mBanku, PKO BP i Alior Banku - to ich akcje poleciały w dół najmocniej, nawet o 6,9 proc. wartości. I czeka je jeszcze jeden sprawdzian - bilans za 2015 rok, w którym będzie widać, jak wielu ich klientów zadłużonych we frankach nie jest w stanie poradzić sobie ze spłatą zobowiązań.

Reklamy

Sam frank też ma przed sobą poważny sprawdzian. Bankom komercyjnym przestało się opłacać, przy czym chodzi o opłacalność na poziomie z ostatnich lat, trzymać rezerwy we frankach szwajcarskich. Mogą więc zacząć się ich pozbywać, co z pewnością nie pozostanie obojętne dla kursu waluty.

A polskie rodziny z kredytami hipotecznymi? Będą musiały sobie poradzić. Z pewnością będą próbowały wpłynąć i na banki, i na rząd, żeby zyskać wsparcie w spłacie długów, które urosły - bywa, że i o 50 proc. Pomocy pewnie nie dostaną - będą za to przykładem dla następnych klientów polskiego sektora bankowego. Przykładem, że wskazanie aby brać kredyty wyłącznie w walucie, w której dostaje się pensje, nie jest czczym gadaniem, ale po prostu prawem domowej ekonomii.

Czytaj więcej:

Kredytobiorcy we frankach zszokowani dramatycznym wzrostem kursu waluty. Co dalej? #finanse publiczne #frank szwajcarski