Szum wokół franka szwajcarskiego nadal nie ucichł. Po zawirowaniach kursu waluty w połowie stycznia wydaje się, że sytuacja zaczęła się nieco poprawiać. Mimo to, kilka dni temu frankowicze zdecydowali się wyjść na ulice i protestować przeciw polityce banków. Na ulicach kilku miast Polski dyskutowali o pozwach zbiorowych, wymieniali się doświadczeniami i opowiadali o swojej trudnej sytuacji przechodniom. Tymczasem Biuro Informacji Kredytowej opublikowało dane, ukazujące, kim jest statystyczny kredytobiorca zadłużony we franku.

Większość frankowiczów spłaca kredyt w terminie

Równo 10 proc. frankowiczów to mieszkańcy Warszawy, natomiast 65 proc.

Reklamy
Reklamy

całej grupy to osoby w wieku 30-50 lat. Suma zaciągniętych przez nich kredytów to ponad 73 proc. wszystkich zobowiązań we franku -pokazują dane BIK. Zaledwie 6 proc. kredytobiorców było poniżej 30. roku życia. Widać zatem, że po franka sięgały osoby o bardziej stabilnej sytuacji życiowej i finansowej. Aż 98,6 proc. frankowiczów nie ma problemu ze spłatą raty - nawet jeśli spłaca równocześnie inne kredyty. Opublikowane informacje wskazują, że w takiej sytuacji jest aż 77 proc. ogółu grupy. 96 proc. z nich spłaca wszystkie swoje zobowiązania terminowo.

Dane BIK-u nie ukazują frankowicza jako potrzebującego pomocy. Na pierwszy rzut oka wnioski wydają się oczywiste: zadłużony we franku to bogaty człowiek. Bierze kilka kredytów, spłaca wszystko terminowo. Głos rozsądku podpowiada jednak, że przecież w tej chwili frankowiczom nie pozostaje nic innego, jak próbować spłacać zobowiązanie w odpowiednim czasie.

Reklamy

Blisko 13 tys. z nich niestety koniec z końcem przestał się wiązać.

>>> ZOBACZ: kto pomoże frankowiczom?

I wróżbita Maciej by tego nie przewidział

Protestujący frankowicze mają pretensje o to, że Komisja Nadzoru Finansowego nie ostrzegała ich, przed ryzykiem wzrostu kursu franka. "Będziemy walczyć, bo nie mamy wyjścia (...) Jestem tutaj po to, by zaprotestować też przeciwko oskarżeniom, że my chcemy pieniądze od państwa. Absolutnie. Mamy pretensje do Komisji Nadzoru Finansowego, która powinna chronić obywatela, a tego nie zrobiła. Zostaliśmy oszukani przez banki za zgodą KNF" - cytuje jedną z protestujących wyborcza.pl.

Niestety, z perspektywy kredytobiorcy złotówkowego sprawa wygląda nieco inaczej. Choć nie da się ukryć, że wielu frankowiczów z pewnością boryka się obecnie z dużymi problemami, to jednak argumentacja, że nie ochronił ich KNF, wydaje się być nieco na wyrost. Każdy mógł zdecydować, czy wybiera kredyt w złotówce czy we franku. Naiwnością wydawać się może wiara w to, że kurs franka zawsze będzie utrzymywał się na niskim poziomie. Ryzyko było, choć aż takiego obrotu spraw nikt chyba nie przewidywał - nawet wróżbita Maciej.

Frankowicze wybrali większe ryzyko

Sprawę podsumował krótko Leszek Balcerowicz: "Mogli iść na mniejsze ryzyko, wybierając pożyczki złotowe, albo bardziej zaryzykować i wziąć kredyt walutowy, by płacić niższe odsetki. Część Polaków, korzystając z wolności, wybrała kredyty frankowe - i dotąd skorzystali na tym, gdyż mniej płacili. Gdyby się teraz nagle domagali odszkodowań od innych podatników za pośrednictwem państwa, bo nagle ryzyko - znane w chwili podpisywania umowy kredytowej - się zmaterializowało, to takie zachowanie byłoby głęboko niemoralne. Byłoby zaprzeczeniem wolności indywidualnej, która zawsze musi iść w parze z odpowiedzialnością" - powiedział w wywiadzie dla Polska Times.

I rzeczywiście - trudno się z tym nie zgodzić.

Źródło: tvn24bis.pl, wyborcza.pl

#finanse publiczne #frank szwajcarski