Zamiast Polski, euro przyjęli Litwini, których gospodarka ma się o niebo lepiej. Nie dzięki euro bynajmniej, ale dzięki dyscyplinie, której w Polsce zabrakło. Czy przymiarki do euro mają sens, skoro euroland już za kilka miesięcy może zacząć się kurczyć?

Kiedy w 2009 roku na Forum Ekonomicznym w Krynicy ministrowie rządu Donalda Tuska zapowiadali, że 2015 rok to jest najdalszy termin przyjęcia euro (mówili wówczas o pewnym 2012 roku) dodawali, że wprowadzenie wspólnej waluty korzystnie wypłynie nie tylko na gospodarkę polską w skali makro, ale również na zwykłe gospodarstwa domowe, które będą mogły kredytować się w stabilnej i mocnej walucie, co pomoże im uniknąć ryzyka różnic kursowych.

Reklamy
Reklamy

Jak poważne to ryzyko przekonało się właśnie pół miliona polskich rodzin zadłużonych we frankach po tym, jak Bank Szwajcarii uwolnił kurs franka w stosunku do euro. Prawdę mówiąc wprowadzenie w Polsce euro wyeliminowałoby problem zupełnie, bo doświadczenie uczy, że klienci bankowości w eurolandzie wolą po stokroć bardziej kredyty we własnej walucie. Polski problem po decyzji Banku Szwajcarii w krajach, które euro przyjęły jest więc marginalny.

Polska jest w grupie sześciu krajów, które - mimo podpisanego traktatu akcesyjnego do EU - nie przyjęły wspólnej waluty. Są to, oprócz Polski, Bułgaria, Rumunia, Chorwacja, Czechy i Węgry. Choć, krajów członkowskich UE poza strefą jest więcej - tyle, że Szwecja, Dania i Wielka Brytania zdecydowały się na pozostanie przy swoich walutach, co zresztą negocjowały.

Reklamy

W przypadku Wielkiej Brytanii, która przynajmniej od dwóch lat rozważa wystąpienie z Unii, decyzja okazała się jak najbardziej słuszna. Skandynawowie zaś uznali, że ich korony są wystarczająco silne a gospodarki konkurencyjne, wolą więc nie rezygnować z pełnej monetarnej niezależności.

Być może jednak okaże się, że polska niefrasobliwość w staraniach o przyjęcie do eurolandu wyjdzie nam na zdrowie. Strefa euro już niedługo może zacząć się kurczyć, co niekorzystnie wpłynie na wartość euro najpierw powodując spadek wartości euro, potem zaś jej wzrost. Tu wszyscy posiadacze kredytów w euro powinni pomyśleć o przewalutowaniu kredytów na złotówki, jeżeli nie chcą przeżywać podobnych rozterek, które dzisiaj towarzyszą frankowiczom.

Strefa rozpada się, bo plany wyjścia z unii walutowej coraz poważniej snują Grecy. Minister finansów tego kraju, Gikas Harduwelis zapowiada, że możliwość 'wypadnięcia Grecji ze strefy euro jest realna i nie jest blefem', który miałby slużyć temu państwu jako argument w renegocjowaniu wieomiliardowych pożyczek zaciągniętych w związku z kryzysem m.in.

Reklamy

w EBC. O wyjściu ze strefy mówią głośno również politycy greckich partii opozycyjnych, przy czym niektórzy zapowiadają, że w przypadku zmiany władzy po prostu przyspieszą ten proces.

Czy Polska w ogóle jest brana pod uwagę jeśli chodzi o przyjęcie do eurolandu? Wszak deklarowaliśmy jako kraj tak wiele terminów, że w możliwość przystąpienia do unii walutowej nie wierzą nawet najbardziej liberalni politycy i prounijni ekonomiści. Zgodnie z traktatem akcesyjnym UE przyjąć euro musimy i to nie podlega dyskusji. Kiedy? Terminu nie ma - mamy za to do spełnienia cały szereg wyśrubowanych warunków, którym musi sprostać polska gospodarka. To m.in. wypełnienie mechanizmu ERM II, czyli utrzymywanie stabilnego kursu własnej waluty, opanowanie inflacji i deficytu budżetowego. Przystąpienie do tego mechanizmu i utrzymanie go Polsce z pewnością pomogłoby, bo oznaczałoby stabilność i możliwie niski poziom zadłużania kraju. Niestety z tym problemem nie chcą radzić sobie politycy kolejnych rządów. Dlatego w korytarzach brukselskich budynków deklaracje o naszej gotowości do przyjęcia euro traktowane są z pobłażliwymi uśmiechami. I kwitowane wzruszeniem ramion. #Unia Europejska #system finansowy #frank szwajcarski