Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka wziął się na poważnie za zarządzanie krajem z prezydenckiego fotela. Dekret o podatku dla bezrobotnych był preludium do wezwania na dywanik szefa banku centralnego.

Łukaszenko wydał wczoraj Pawłowi Kaławurowi, nowemu szefowi niezależnego konstytucyjnie Banku Centralnego Białorusi, kilka krótkich poleceń. Po pierwsze inflacja ma być na tyle niska, żeby ludzie przestali kupować dolary i euro. Po drugie, decyzje banku centralnego mają być dla ludności w pełni zrozumiałe. I przewidywalne dla biznesu. Po trzecie – Kaławurow ma zebrać odpowiednią ilość rezerw waluowych, tak aby nie powtórzyła się sytuacja z ub roku, kiedy bankowi centralnemu zabrakło rezerw w momencie kryzysu.

Reklamy
Reklamy

Inflacja na Białorusi jest już sporym problemem. W ubiegłym roku wyniosła 16,2 proc. W zestawieniu z uzależnionym od rosyjskiego rubla rublem białoruskim, którego dewaluacja szła w parze ze stratą wartości rubla bitego w Moskwie doprowadziła do wykupu dewiz na taką skalę, że aby je powstrzymać wprowadzono 30-proc. prowizję na zakup waluty przez zwykłych obywateli. Do tego Białorusinów niepokoją rosnące ceny żywności i podstawowych towarów przemysłowych.

Łukaszenko chce uzdrowić także bezrobocie w kraju. Jak? Dekretem 'o stymulowaniu zatrudnienia', który przewiduje nałożenie na chronicznie bezrobotnych obywateli tego kraju podatku w wysokości 250 dolarów rocznie. Ma nie dotyczyć tych, którzy pracują nawet jeśli pracują na czarno ale poza granicami Białorusi, pod warunkiem, że zarobione pieniądze przesyłają do kraju.

Reklamy

Działania Łukaszenki mają związek ze zbliżającymi się tegorocznymi wyborami na prezydenta Białorusi. Choć jest jak na razie jedynym kandydatem, można oczekiwać, że na liście kandydatów pojawi się człowiek wspierany przez Moskwę.

Łukaszenko próbował również zdyscyplinować Federację Rosyjską grożąc jej embargiem ekonomicznym i interwencją wojskową.

- Jesteśmy zaniepokojeni tym, co robi nasz sąsiad – mówił niedawno Łukaszenko podczas nadzwyczajnie zwołanego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego i zdecydował o wzmocnieniu obrony wojskowej przy granicy z Rosją. Zaproponował również Moskwie, że jeżeli chce uniknąć konfrontacji z Zachodem w związku z prowadzeniem wojny przeciwko Ukrainie, może wysłać do Donbasu... misję stabilizacyjną.

Putin nie wziął słów Łukaszenik na poważnie, ale Rosjanie wprowadzili poważne ograniczenia na białoruskich producentów żywności. Przywrócili także kontrolę celników na granicy tych dwóch krajów, ponieważ – jak to uzasadnia rząd Federacji Rosyjskiej - białoruskie firmy kupują towar, którego Rosja nie wpuszcza z Zachodu w związku z prowadzeniem wojny ekonomicznej z Unią Europejską, i reeksportują go do Rosji.